13:44

Rozdział sześćdziesiąty

Rozdział sześćdziesiąty
Obudziłam się gwałtownie, gdy ktoś potrząsnął moim ramieniem. Zobaczyłam zatroskanego Maćka pochylającego się nade mną. Wzięłam głęboki oddech.

– Przepraszam, rzucałaś się na łóżku. Coś mamrotałaś  Wyjaśnił łagodnie i usiadł na łóżku. 
Potarłam twarz drżącymi rękami. Śnił mi koszmar, który cały czas mnie prześladuje. Poczułam łzy w kącikach oczu. Popatrzyłam ponownie na Maćka. Pewnie, chciał usłyszeć wyjaśnienie.
– Miałam koszmar. Ten co zawsze  Powiedziałam łamiącym się głosem po chwili ciszy. 
Ręce coraz bardziej mi się trzęsły i serce zaczęło szybciej bić. Zdusiłam szloch. Maciek przybliżył się i przytulił mnie. Poczułam bicie jego serca i ciepło ciała. Zamknęłam oczy. Przytulił mnie mocniej. Nie zapanowałam nad płaczem i łzami. Maciek lekko głaskał moje ramię. Jego dotyk był delikatny, uspokajający. Wzięłam głęboki wdech i wydech. Podał mi chusteczkę z szafki obok. Wytarłam oczy i nos.

– Lepiej?  Zapytał cicho.
– Tak, dziękuję ci  Spojrzałam mu w oczy. Pogłaskał mnie po głowie. Dotknęłam jego policzka. Poczułam lekki zarost.
– Jaki koszmar cię prześladuje? Od kiedy? To jest związane z twoją bezsennością?  Wciąż głaskał mnie po włosach. Był to przyjemny gest, delikatny i pełen uczucia. Westchnęłam.
– Tak. To jest jedyna przyczyna  Odparłam cicho. Głos mi się jeszcze załamywał  A koszmar prześladuje mnie od odejścia Filipa i straty dziecka  Odsunęłam się trochę od niego. Nie wypuścił mnie z objęć. Było mi ciepło i przyjemnie w jego ramionach. Pewniejszym głosem kontynuowałam  Śnił mi się Filip w łóżku szpitalnym.
– Myślałem, że to był wypadek...  Zdziwił się cicho. Pokręciłam głową.
– Filipa zaczęła boleć głowa. Niemal w tym samym czasie zaczęłam źle się czuć. Oboje poszliśmy do lekarza rodzinnego Filipa. Mieszkaliśmy wtedy na stałe w Londynie  Dodałam  Lekarz wysłał Filipa do neurologa. Mnie do ginekologa  Machinalnie dotknęłam brzucha  Po badaniach krwi i USG dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Byłam szczęśliwa. Z Filipem bardzo długo staraliśmy się o dziecko. Neurolog zlecił Filipowi serię badań. Krew, prześwietlenie czaszki i rezonans magnetyczny. Po tych badaniach lekarz postawił diagnozę. Lekarz długo zwlekał z powiedzeniem, co się dzieje. Coś tam tłumaczył i wyjaśniał. Filip w końcu nie wytrzymał i zapytał go wprost, co mu jest. Neurolog odpowiedział mu. Musiał powtórzyć, nie uwierzyliśmy. Filip miał guza mózgu. Niestety nie można go było usunąć chirurgicznie. Neurolog od razu przyjął go na oddział i tam zrobili bardziej szczegółowe badania. Pierwsza chemia nie pomogła  Poprawiłam się na łóżku. Przysunął się bliżej. Uważnie mnie słuchał i nie przerywał. Lekko dotykał mojej dłoni, dodając otuchy. Kontynuowałam. Głos miałam spokojny  Filip przez miesiąc leżał w szpitalu. Byliśmy zdruzgotani. Jednocześnie szczęśliwi z powodu dziecka. Robiono mu kolejne badania. Guz się powiększał. Lekarze rozkładali ręce z bezsilności. Filip zanikał w oczach. Z energicznego wesołego mężczyzny stał się bladym, słabym człowiekiem. Cały czas leżał w łóżku. Nie mogliśmy wychodzić na spacery. Był podłączony do kroplówek i leków. Czuwałam przy nim niemal cały czas. Jego rodzina również. Spróbowaliśmy jeszcze raz chemii. Nie zadziałała. Filip podpisał oświadczenie, że nie chce, by go reanimowano. Rozumiałam go, ale jednocześnie czułam złość. Filip zmarł w trakcie drugiej dawki podawanych mu leków. Lekarze nie mogli go ratować  Miałam łzę w kąciku oka. Szybko ją starłam  Nie chciałam odejść od jego łóżka. Rozpaczałam, krzyczałam. Brat Filipa chciał mnie wyprowadzić, ale nie mógł. Podano mi silne środki uspokajające i wzięto na oddział ginekologiczny. Po kilku godzinach uspokoiłam się i wtedy zaczął boleć mnie brzuch. Lekarze od razu zareagowali. Niestety nie udało zatrzymać się krwawienia, poroniłam  Starłam kolejną łzę  Gdy powiedziano mi, co się stało znów zaczęłam rozpaczać. Ponownie podano mi środki uspokajające. Po kilku dniach wyszłam ze szpitala. Niemal w jednym dniu straciłam dwie kochające osoby. Rodzina Filipa przyjęła mnie. Zawsze byli dla mnie jak prawdziwa rodzina. Zajęli się pogrzebem. Po pogrzebie przeczytano testament Filipa. Wszystko przepisał mnie. Postanowiłam oddać majątek jego rodzinie. Pół roku temu wróciłam do Polski. Londyn stracił dla mnie kolor. W domu Filipa nie czułam się dobrze. Wszystko przypominało jego. Fortepian, na którym grał. Obrazy, sala taneczna. Stajnie z końmi. Nie mogłam na to patrzeć. Wszystko budziło wspomnienia  Odetchnęłam głęboko  Przestałam tańczyć. Wróciłam do pustego domu. Próbowałam pogodzić się ze śmiercią i żałobą. Niemal dzień w dzień śni mi się ten sam koszmar. Siedzę przy łóżku Filipa i trzymam go za rękę. On uśmiecha się słabo i mówi, że musi odejść. Wtedy błagam go, żeby nie odchodził. Nie zostawiał samej z dzieckiem. On tylko mówi, że jestem silna i sobie poradzę. Zamyka oczy i słyszę ciągły pisk aparatury. Jednocześnie czuję jak krew, spływa mi po nodze. Próbuje ją zatamować. Nic to nie daje. Upadam na podłogę. Płaczę i rozpaczam. Zazwyczaj wtedy się budzę. W środku czuję pustkę, zimno i ból  Skończyłam mówić i cicho zapłakałam. Łzy znów popłynęły mi po policzkach. Maciek przytulił mnie ponownie. Gdy się uspokoiłam i przestałam płakać, odsunęłam się od niego. W jego twarzy zobaczyłam współczucie. Patrzyliśmy na siebie.

– Co robisz, żeby przespać spokojnie noc?  Zapytał.
– Nic. Po prostu nie śpię albo śpię kilka godzin budząc się ponownie.
– Próbowałaś jakoś temu zaradzić?
– Tak, chodziłam do terapeutki. Po pewnej aferze ze mną na czele, przestałam wierzyć w tego typu rzeczy. Sny nie przechodziły. Poszłam do lekarza. Przepisał mi silne środki nasenne.
– Zażywasz je?
– Nie  Odpowiedziałam krótko. Potarłam drżące dłonie.
– Dlaczego?  Zmrużył oczy. Zauważyłam, że ma cienie pod oczami. Był zmęczony ale ukrywał to.
– Maciek... widzę, że jesteś zmęczony. Prześpij się w pokoju gościnnym. Jest przygotowany  Poprosiłam.
– Jak mi wytłumaczysz, dlaczego tak się męczysz. Skoro możesz wziąć tabletki na sen i spokojnie odpocząć  Stwierdził stanowczo. Odwróciłam wzrok. Dłonią odwrócił moją twarz do swojej. Dotknął mojego policzka. Lekko go pogłaskał  Dlaczego nie zażywasz tabletek?  Powtórzył pytanie. Głos miał cichy i spokojny. Miałam opory przed przyznaniem się i odpowiedzeniem na to pytanie.

– Boję się  Odparłam cicho.
– Czego?
– To są bardzo silne środki nasenne. Gdy je zażywam, to mogę się nie obudzić. Albo ktoś mnie nie będzie mógł dobudzić  Wyjaśniłam.
– Jak to się nie obudzisz?
– Tabletki są tak silne, że usypiają na długi czas i głęboko  Dodałam.
– To, co robisz, jak już nie możesz wytrzymać i musisz wziąć tabletki?
– Nic nie robię. Po prostu nie zasypiam. Wczoraj rozmawiałam o tym z lekarzem. Polecił mi przepołowić tabletkę na pół i rozpuścić ją w wodzie. Podobno ma pomóc  Odpowiedziałam z wahaniem.
– Spróbujemy?
– Nie  Odrzekłam krótko. Za bardzo bałam się że nie wstanę. Zadrżały mi ręce.
– Zażyj tę tabletkę  Powiedział spokojnie.
Wpatrywałam się w jego oczy. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. To nie była prośba. Tylko polecenie. Za bardzo obawiałam się tych tabletek. Chciałam żeby doktor mi przepisał inne. Żadne nie działały. Były za słabe i krótko działały. Po innych dostawałam uczulenia. Tylko te działały w jakiś normalny sposób.
– Nie  Powiedziałam stanowczo. Westchnął. Chwycił moje dłonie i lekko je ścisnął.
– Zażyj je. Będę przy tobie  Patrzyłam na ręce. Nic nie mówiłam  Pomogę ci się obudzić  Dodał cicho. Milczałam dalej. Pokręciłam głową  Proszę, zrób to dla mnie  Usłyszałam w jego głosie, ciepło, prośbę.

Dalej patrzyłam na ręce i poczułam łzy w oczach. Zamrugałam szybko. Dotknął mojego policzka. Było mi ciężko. Bałam się tego co może się stać po tabletkach. Jednocześnie chciałam wyspać się i odpocząć. Maciek również był zmęczony. Postanowiłam, że nie będę się kłócić. Sięgnęłam do nocnej szafki i wyjęłam opakowanie tabletek. W szafce miałam również wodę i kubek. Z opakowania wyciągnęłam jedną tabletkę. Wzięłam nożyczki leżące obok i ostrzem przepołowiłam ją na pół. Połówkę wrzuciłam do wody i lekko zamieszałam kubkiem. Tabletka szybko się rozpuściła. Trzymałam kubek w dłoniach. Maciek, który uważnie mnie obserwował, skinął głową na kubek. Powoli przyłożyłam kubek do ust. Skrzywiłam się gdy poczułam gorzki smak tabletki. Wypiłam kolejny łyk. Odłożyłam kubek na szafkę. Patrzyłam w oczy Maćka. Muskał moją dłoń. Po chwili byłam senna. Oczy zaczęły mi się zamykać. Położyłam się na poduszkach. Poczułam, jak Maciek nakrywa mnie kołdrą.

13:36

Rozdział pięćdziesiąty dziewiąty

Rozdział pięćdziesiąty dziewiąty
Wskazał na turniej.
– Ty też tak tańczyłaś?
– Tak, razem z Filipem  Maciek chyba usłyszał melancholię w moim głosie, bo nie zadawał więcej pytań. 
Wszyscy tancerze zaprezentowali swoje figury. Prowadzący oznajmił, że za chwilę dowiemy się kto wygrał. Teraz tańczyły pary, które już zdobyły największą klasę taneczną. Jedna z par była świetna. Tańczyli walca angielskiego. Co prawda dodali kilka figur, żeby pokaz lepiej wyglądał. Po skończonych pokazach para ukłoniła się i zeszła z parkietu. Na parkiet wrócili tancerze. Ustawili się w półokręgu i czekali na werdykt. Przypomniało mi się, jak ja stałam z Filipem na turniejach. Ten dreszczyk emocji oczekiwania, gdy odpadała para za parą. A my zostawaliśmy na parkiecie. Filip zawsze mnie wtedy obejmował. Często szeptał do ucha, żebym się nie bała. Nic się nie stanie, jak nie wygramy. Podnosił mnie wtedy na duchu. Na parkiecie pozostały dwie pary. Jedna już stała na podium. Została para, która od początku mi się spodobała. Nie tylko ze względu na prezentację. Też ich styl techniczny i połączenie kroków. Nastała pełna napięcia cisza. Prowadzący powiedział numer pary, która wygrała turniej. Ucieszyłam się, była to para która wytypowałam. Weszli na podium. Dostali kwiaty i puchar. Turniej się skończył. Maciek wciąż wpatrywał się w telewizor.

– Coś się stało?  Spytałam.
– Turniej się skończył  Oświadczył zdziwiony  Co później się dzieje?
– Zazwyczaj organizowany jest bankiet. Tancerze dość szybko się rozchodzą i wyjeżdżają. Niektórzy mają długą drogę do domu. A taki turniej męczy. Nie oglądaliśmy od początku. Podejrzewam, że pary tańczyły więcej niż dwa tańce. Do tego dochodzi stres, emocje. Trzeba cały czas być skoncentrowanym. Pomylisz się na parkiecie w krokach lub technice, masz odejmowane punkty. Jeszcze przygotowania do turnieju. Sukienki, buty, włosy, makijaż. To zajmuje trochę czasu. Musisz prezentować się w jak najlepszym guście  Odpowiedziałam. Skinął głową ze zrozumieniem.

– Wracając do tematu adwokata przyjaciela. Nie dokończyłaś wyjaśnień  Powiedział.
– A na czym skończyliśmy?  Próbowałam sobie przypomnieć.
– Wypadłaś z obiegu, byłaś adwokatem?  Odpowiedział. Zbierałam myśli.
– Nie do końca byłam adwokatem. Gdy poznałam Filipa, byłam na drugim roku studiów prawniczych. Lubię prawo. Tylko wiedziałam, że nie jest, to co chciałam robić w życiu. To taniec był na pierwszym miejscu. Niestety rodzice, a dokładnie mama powiedziała mi wprost. Nie da mi na błazenadę o nazwie taniec. Jeśli chcę mieć jakiekolwiek pieniądze to mam iść na studia. Poszłam na prawo. Wolałam iść na kierunek, który choć trochę będzie mi sprawiał radość. Mama opłacała czesne i dawała kieszonkowe. Większość wydałam na kurs tańca. Gdy poznałam Filipa, byłam już po podstawowym kursie. Zdałam na trzeci rok. Chodziłam jednocześnie na taniec i na wykłady. Było to bardzo męczące. Kierunek coraz trudniejszy. Coraz więcej nauki. Jeszcze ukrywanie tego przed mamą. Musiałam zacząć robić aplikację, żeby móc dalej studiować. Tak poznałam Piotra. Od razu wiedział, że lubię prawo i tym się interesuje. Widział, ile radości sprawia mi taniec. Więc mi pomógł. Ukrywał przed moją mamą mój taniec. Mówił jej jak sobie dobrze radzę w kancelarii. A jednocześnie zawoził na turnieje. Wtedy też Filip poprosił mnie o rękę. Tylko pewna osoba przez przypadek powiedziała mojej mamie, że wspaniale tańczę. Wszystko się wydało  Słuchał mnie uważnie. Znów zaczęły drżeć mi ręce na wspomnienie awantury, jaką wywołałam. Wzięłam głęboki oddech. Delikatnie głaskał moje dłonie. Kontynuowałam  Wróciłam do domu, po jednym z turniejów. Mama zadała mi pytanie. Jak było na aplikacji i czemu tak późno wróciłam. Wiem, że coś tam mówiłam. Odparła wtedy, żebym nie kłamała bo o wszystkim wie. Zaczęła na mnie krzyczeć, co sobie wyobrażałam że mogłam ją tak okłamać. Oświadczyła, że nie da mi więcej pieniędzy na studia. Mam zacząć pracować jeśli chcę się błaźnić na parkiecie. Wtedy nie wytrzymałam i wyrzuciłam z siebie wszystko, co chciałam jej powiedzieć. Jednocześnie zadałam pytanie, dlaczego tak nienawidzi tańca. Odpowiedziała mi, że taniec nie da mi przyszłości. Tylko przez kilka lat będę na fali. Później kasa w markecie. Powiedziałam jej, że nie ma racji i dalej będę tańczyć, czy jej się to podoba, czy nie. Po tym wszystkim nie rozmawiałyśmy ze sobą. Po jakimś czasie wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam u Filipa. Zakończyłam studia i aplikację. Nie poszłam na egzaminy adwokackie, po których miałam zostać prawnikiem. Wyjechałam z Filipem do Londynu, żeby poznać jego rodzinę.

– Rozmawiałaś później z matką?  Zapytał Maciek.
– Nie. Dopiero na moim ślubie rozmawiałyśmy. Omijałyśmy temat tańca i mojego życia. Wiedziałyśmy, że to skończy się kolejną awanturą  Odpowiedziałam ponuro. 
Przypomniał mi się jej wzrok, gdy oglądała nas jak tańczyliśmy pierwszy taniec. Później stwierdziła że popisywaliśmy się przed gośćmi. Większość zaproszonych gości, to byli tancerze i rodzina. Westchnęłam smutno. Odegnałam ponure myśli. Maciek patrzył na mnie. W jego oczach widziałam współczucie i zrozumienie.

– Co planujesz z Piotrem?
– Piotr napisze wypowiedzenie dla Marleny. Trener i Magda będą musieli je podpisać. Zawarte będzie tam uzasadnienie, dlaczego jest zwolniona w trybie natychmiastowym bez wynagrodzenia. Chyba jeszcze zawrzemy podpunkt, który będzie zawierał dowody na jej zachowanie  Opowiedziałam w zamyśleniu. Równocześnie spojrzeliśmy na zegar. Dochodziła 22.00. Sięgnęłam po kulę. Maciek popatrzył na mnie z niezrozumieniem.

– Zasiedzieliśmy się, pewnie jesteś zmęczony i chcesz wracać do domu  Odparłam. Oparłam się na kuli.
– Nie wracam do domu  Oświadczył spokojnie. Spojrzałam mu w oczy. Dotknął mnie w policzek  Zostanę z tobą. Dopóki nie będziesz zdrowa na tyle, żeby sobie poradzić.
– Ale...  Miałam mieszane uczucia co do jego pomocy. Bałam się co wyniknie ze wspólnego zamieszkania.
– Żadnych „ale”. Zostaje i już  Stwierdził stanowczo. Zmrużyłam lekko oczy w złości.
– Już mówiłam, nie potrzebuję niańki.
– Nie będę twoją niańką. Tylko opiekunem  Westchnęłam z rezygnacją. Uśmiechnął się lekko  Chyba nie chcesz się kłócić.
– Nie chcę...  Powiedziałam cicho. Teraz uśmiechnął się z satysfakcją.
– Skoro wyjaśniliśmy sobie tę kwestię. Przygotuję ci kąpiel. Usiądź jeszcze chwilę na kanapie  Poprosił.
Nie wiem, co było w jego głosie, ale posłuchałam go. Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Sapnęłam z frustracji. Maciek wyszedł z salonu i poszedł do łazienki. Usłyszałam szum wody. Nie mogłam zrozumieć co on takiego w sobie miał. Słuchałam go na każdym kroku jak głupia dziewczynka. Jego głos przyprawiał mnie o dreszcze. Był ciepły i głęboki. A gdy dotykał moich dłoni, czułam jak włoski stają mi na rękach. Wrócił. Rękawy koszuli miał podwinięte.

– Kąpiel gotowa  Oświadczył  Pomóc ci?  Wstałam z kanapy i chwyciłam kule. Powoli wyszłam z salonu. Maciek obserwował mnie, gotów pomóc w każdym momencie. Weszłam do pokoju i z łóżka zabrałam piżamę. Wyszłam z pokoju i weszłam do łazienki. Odwróciłam się do niego.
– Nie potrzebuję na razie pomocy. Nic mnie nie boli. Naprawdę  Zapewniłam. Zauważyłam, że opadły mu barki. Zasmuciłam go  Proszę, usiądź jeszcze w salonie i poczekaj na mnie. Skinął głową i wszedł do salonu.

W łazience było ciepło i przyjemnie. Położyłam kule koło wanny. Weszłam do ciepłej wody. Poczułam ciepło w nodze. Ulżyło mi. Przez chwilę nadsłuchiwałam. Z salonu nie dochodziły żadne dźwięki. Pozwoliłam sobie na dłuższą kąpiel. Chciałam zmyć z siebie aurę szpitala. Balsam kokosowy w tym bardzo pomógł. Rozluźniłam mięśnie biodra i rozgrzały skórę. Po kąpieli ubrałam się w piżamę. Przed tym jeszcze oglądnęłam biodro. Nie było źle. Dalej miałam siniaka, ale był bledszy. Opuchlizna też znikała. Wzięłam kule i wyszłam z łazienki. Przeszłam do salonu. Uśmiechnęłam się lekko. Miałam powtórkę z rozrywki. Maciek znów zasnął na mojej kanapie. Widocznie był bardziej zmęczony niż to pokazywał. W końcu jest aktorem, pomyślałam. Podeszłam bliżej i popatrzyłam na jego twarz. Zniknęły zmarszczki, ale miał cienie pod oczami. Teraz wyglądał na spokojniejszego. Miał lekko otwarte usta. Poczułam, że zaczyna szybciej bić mi serce na ten widok. Uświadomiłam sobie, że chciałbym go pocałować. Wyprostowałam się szybko. Wzięłam głęboki oddech. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Sięgnęłam po koc leżący na fotelu i przykryłam nim Maćka. Westchnął cicho. Zamarłam. Wzięłam pilota i wyłączyłam telewizor. Obeszłam kanapę i ze stolika zabrałam siatkę z lekarstwami. Poszłam do swojego pokoju. Zażyłam lekarstwa zgodnie z zaleceniami lekarza. Użyłam również maści na biodro. Zrobiło mi się ciepło w udo. Przygasiłam lampkę i położyłam do łóżka. Odwróciłam się na lewy bok. Leżąc na prawym zaczynało boleć mnie biodro. Nadsłuchiwałam jeszcze czy Maciek się nie obudził. Drzwi do pokoju zostawiłam uchylone.


21:05

Rozdział pięćdziesiąty ósmy

Rozdział pięćdziesiąty ósmy
Wysiadł z samochodu i otworzył bramę blokując skrzydła. Zatrzymał się tuż przed garażem. Oparłam się o maskę. Z bocznej kieszeni torby wyciągnęłam klucze od domu. Zatrzymałam się w połowie drogi. Maciek prawie na mnie wpadł.

– Poczekaj. Otworzę garaż i wjedziesz od razu samochodem. Nie chcę robić sensacji na wsi  Powiedziałam.
– To znaczy?  Nie zrozumiał mnie.
– Mam bardzo ciekawską sąsiadkę. Lubi wiedzieć wszystko o wszystkich. Jak również wyrażać swoją krytykę i niezadowolenie. I oczywiście uwielbia rozsiewać fałszywe plotki  Odrzekłam. 
Podałam Maćkowi pilot do garażu. Zawróciłam się w stronę schodów. Usłyszałam, jak parkuje i zamyka garaż. Otworzyłam drzwi wejściowe. Podszedł do mnie i z jego pomocą weszłam na górę. W domu było cicho. Minął mnie i zapalił światło. Położył moją torbę na podłodze i poprowadził  w milczeniu na kanapę. Popatrzyłam na niego zirytowana. W końcu odezwałam się z pretensją.

– Może coś powiesz? Przecież nie jestem aż tak uszkodzona, żebym nie mogła poruszać się po domu  Odparłam ze złością.
Usiadłam na kanapie i wyprostowałam nogę. Skrzywiłam się z bólu. Kule odłożyłam obok oparcia. Patrzyłam na Maćka. Na jego twarzy nie widziałam żadnych emocji. Zawahał się przed wejściem do salonu. W końcu usiadł obok mnie. Ścisnął mi dłonie, odwzajemniłam gest. Ręce miał ciepłe i delikatne. Odetchnął głęboko. Dalej nie wiedziałam co myśli. Przerwałam milczenie  Maciek, powiedz coś. Nie jestem aktorką, żebym mogła odczytać emocje, gdy zakładasz maskę  Powiedziałam łagodnie. Nie chciałam aby czuł osaczony. W końcu odpowiedział. Głos miał smutny i cichy.

– Patrycja, chciałem cię jeszcze raz przeprosić za Marlenę. Nie mogę wybaczyć sobie, że dałem się podejść w tak perfidny sposób. Przysięgam, nic do niej nie czuję. W przeciwieństwie do ciebie  Spojrzałam mu w oczy. Zobaczyłam w nich rozżalenie. Wciąż obwiniał się, o to, co się stało. Widocznie zależy mu, bardziej niż myślałam. Przysunęłam się do niego.
– Maciek, powiem to ostatni raz i nie będę więcej powtarzać  Oświadczyłam  Nie jesteś winny. Marlena to idiotka, która nie ma za grosz kręgosłupa moralnego. Nie ty ją pocałowałeś. Tylko ona ciebie. Wierzę ci, nie chciałeś tego  Ścisnęłam mocniej jego dłonie i popatrzyłam mu w oczy. Jeszcze przez chwilę był przybity. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Wziął głęboki oddech  Nie myślmy już o tym  Dodałam  A poza tym, mam sposób na małą zemstę. Utrzemy jej nosa i jednocześnie pozbędziemy się tej...  Szukałam odpowiedniego słowa. Maciek mnie wyręczył.
– Kurwy...  Skrzywiłam się, nie lubiłam przeklinać  Przepraszam, wyrwało mi się. Zrobię kolację. Jest już późno. Pewnie jesteś zmęczona  Stwierdził. Wstał z kanapy.
– Mogę ci pomóc  Powiedziałam.
– Nie, siedź i odpoczywaj. Poradzę sobie  Odparł.

Poszedł do kuchni. Zaczęłam oglądać jakiś program publicystyczny. Myślałam jak pozbyć się Marleny, żeby nie mieszać Maćka. Chociaż już i tak był zamieszany, pomyślałam. Muszę rozegrać to tak, żeby jego dobre imię nie ucierpiało. Również muszę pamiętać o szkole tańca. To oni będą mieli największą batalię z tą dziewczyną. Możliwe, że skończy się tylko wypowiedzeniem. W najgorszym razie sądem. Nie chciało mi się bawić z procesem sądowym. To czasochłonne i może źle odbić się na innych. Z zamyślenia wyrwał mnie Maciek niosący dwa talerze. Podał mi jeden z nich i widelec. Na talerzu leżał wielki omlet na szynce. Popatrzyłam na omlet z przestrachem. Usiadł obok mnie. Rozluźnił się i wyprostował nogi. Nie widziałam, w jego twarzy nic co by wskazywało że dalej zamartwia o to co się stało. Pewnie przemyślał, moje słowa. Zjadłam wszystko, co miałam na talerzu. Nie sądziłam, że byłam aż tak głodna. Widocznie byłam zbyt zajęta, tym co się wydarzyło. Odłożył talerz na stolik. Zapatrzyłam się w telewizor. Byłam tak zamyślona, że podskoczyłam, słysząc jego głos.

– Co planujesz na Marlenę. Przepraszam  Zmieszał się trochę. Zamyśliłam się chwilę, zastanawiając się jak zacząć. Poczułam jego wzrok na sobie. Spojrzałam mu w oczy. Objął mnie ramieniem.
– Słyszałeś moją rozmowę przez telefon?  Zapytałam, skinął głową  Rozmawiałam z moim przyjacielem Piotrem, jest adwokatem. Co prawda specjalizuje się w rozwodach. Czasem prowadzi też sprawy z prawa pracy. Zgodził się nam pomóc. Jest bardziej zorientowany w przepisach prawa niż ja. Ma więcej praktyki  Wyjaśniłam  Wypadłam z obiegu, że się tak wyrażę  Dodałam, Maciek zmarszczył czoło. Czegoś nie rozumiał.
– Jak to wypadłaś z obiegu?
– Zanim zaczęłam tańczyć i taniec stał się moim jedynym zajęciem. Studiowałam prawo. Nawet zaczęłam robić aplikację lecz nie skończyłam jej  Wyjaśniłam.
– Wybrałaś taniec  Odparł. Poprawiłam się na kanapie i zgięłam nogę. Skrzywiłam się, kiedy poczułam kłucie w biodrze. Zauważył to  Bardzo cię boli?
– Chyba środki przeciwbólowe przestają działać  Stwierdziłam. Wstał z kanapy i podszedł do torby. Przeszukał ją. Popatrzył na mnie.
– W samochodzie zostawiliśmy rzeczy z apteki  Oznajmił  Pójdę po nie. Siedź na kanapie  Polecił. Po czym wyszedł. 
Wróciłam do oglądania telewizji. Przeskakując kanały natrafiłam na powtórkę turnieju tańca. Zorientowałam się, że to początek turnieju. Pary prezentowały się na parkiecie. Tancerki ubrane były w długie suknie z piórami. Czyli będą tańczyć tańce standardowe. Panowie założyli fraki. Na krawędziach parkietu stanęło jury. Pary ustawiły się w pozycjach wyjściowych. Na sali zrobiło się cicho. Zabrzmiały pierwsze takty walca angielskiego. Większość par tańczyła płynnie i miała podobne układy choreograficzne. Jedna z par cały czas potykała się o siebie. Może stres ich zjada, pomyślałam. W ostatnich krokach pary ukłoniły się publiczności. Tancerze przeszli przez cały parkiet, robiąc prezentację. Spiker poinformował, że wyniki jury zostaną podane za dziesięć minut. Włączyły się reklamy. Maćka jeszcze nie było. Wzięłam kule i podeszłam do drzwi balkonowych. Przeszłam na koniec balkonu i wychyliłam przez barierkę. Maciek stał przed garażem i z kimś rozmawiał. Wychyliłam się bardziej. To była moja sąsiadka. Zauważyłam, jak poprawia włosy. Zakręciła pasemko na palcu. Miałam ochotę się roześmiać. Maciek starał się ją zignorować, robiąc dwa kroki w kierunku domu.


– Maciek!  Zawołałam, spojrzał w górę. 
Machnęłam na niego ręką. Sąsiadka również popatrzyła w górę. Dałabym sobie rękę uciąć, że jej wzrok zabijał. Wykorzystał jej nieuwagę i szybko wszedł do domu. Pomachałam sąsiadce. Odwróciła się gwałtownie i odeszła od ogrodzenia. Wróciłam do salonu, zamykając za sobą drzwi. W tym samym momencie wszedł Maciek. Stanął w przejściu. Podeszłam do kanapy i usiadłam na niej.

– Dlaczego wstałaś? Miałaś się oszczędzać  Usłyszałam złość w jego głosie.
– Maciek... Nie jestem kaleką  Odparłam spokojnie.
Usiadł obok mnie na kanapie. Siatkę z lekarstwami odłożył na stolik.
– Wiem, tylko nie chciałbym, żeby ci się coś stało.
– Nie bój się, to tylko kilka kroków o kuli. Potrzebuje pomocy, nie niańki  Wyjaśniłam  Chcę szybko wrócić do zdrowia. Nie rób ze mnie kaleki. Owszem boli mnie noga, ale to przejdzie. Nie mogę za dużo chodzić. To nie oznacza, że mam siedzieć i leżeć. Muszę ruszać nogą. Później trudniej będzie mi wrócić do tańca  Patrzyłam na Maćka. Nic nie mówił. Po kilki długich minutach powiedział.
– Rozumiem cię. Obiecuję, nie będę cię niańczył. Tylko pomagał. Pod jednym warunkiem.
– Jakim?
– Będziesz mi mówić za każdym razem, kiedy będziesz potrzebować pomocy. Nie będziesz tego ukrywać przede mną i nie będziesz udawać, że sobie poradzisz  Odpowiedział.
– Dobrze, zgadzam się  Zaskoczyłam go.
– Coś za szybko się zgodziłaś  Stwierdził podejrzliwie  Haczyk?
– Nie ma haczyka. Po prostu nie kłócę się, gdy ktoś ma rację i przedstawia w racjonalny sposób. Co innego, gdybyś narzucił mi swoją pomoc i nie słuchał argumentów. Wtedy na pewno byśmy się pokłócili  Zamilkłam, ale po chwili dodałam cicho  A tego bym nie chciała  Spojrzał na mnie i lekko dotknął moich dłoni  Co chciała sąsiadka?  Zapytałam.
– Sam nie wiem. Pytała, co si się stało. Czy to coś poważnego. Była ciekawa czym się zajmuję. Gdzie można mnie zobaczyć w teatrze. Bardzo ciekawska osoba  Stwierdził.
– Powiedziałeś coś konkretnego?  Spytałam.
– Nie, tylko jakieś ogólniki. Powiedziałem, żeby w internecie sprawdziła repertuar, bo nie znam na pamięć. Gdybyś mnie nie zawołała, męczyłbym się z nią dalej. Chciałem odejść, ale była natarczywa  Wyjaśnił.
– To dość ciekawska osoba. Musi wiedzieć co, gdzie i jak. W szczególności interesuje ją, moja osoba. Gdy Filip jeszcze żył, cały czas wypytywała go o różne rzeczy. Zaczepiała o najgłupsze sprawy. Filipa to bawiło i nie przejmował się tym.
– A ty?
– Byłam, mniej wyrozumiała. Za którymś razem ją ochrzaniłam. Co odbiło się tym, że rozesłała paskudne plotki po wsi. Nawet Filip powiedział jej kilka ostrych słów.
– Przestała rozsiewać plotki?
– Tak. Mogę zadać ci pytanie. Takie trochę ze sfery prywatniej?  Przytaknął.
– Jak radzisz sobie z nachalnymi kobietami?  Spytałam.
– To znaczy?  Nie zrozumiał mnie. Zadałam inaczej pytanie.
– Chodzi mi o to, jak radzisz sobie z nachalnymi fankami. Wiem, ludzie potrafią być dość ciekawi życia znanych osób. Co prowadzi czasem do dość niezręcznych sytuacji  Sprecyzowałam. Zastanowił się przez chwilę.
– To zależy. Są fani i fani  Odpowiedział  Niektórzy podejdą i poproszą o podpis. Zrobią sobie zdjęcie. Powiedzą coś miłego. To jest nawet przyjemne. Gorzej z tymi fanami, którzy wypytują o rzeczy, które nie powinni byli pytać. Jak również tworzenie stron, fan page. Czasem z fałszywymi informacjami na mój temat. Również chwalenie się czymś, co nigdy nie miało miejsca. Trudno kogoś takiego zniechęcić. Zdarza się, że niektórzy nie wytrzymują presji, jaka daje popularność i tracą cierpliwość.

– A jak tym sobie z tym radzisz?
– Nie jestem aż tak sławny i rozpoznawany. Nie mam z tym dużego kłopotu. Staram się trzymać takie osoby na dystans. Udzielam jak najmniej informacji o życiu prywatnym. Czasem coś wypłynie bez mojej wiedzy. Jeśli to nie jest wybujałe kłamstwo, nie reaguje. Chyba że ktoś zapyta wprost. Wolę powiedzieć prawdę i zaspokoić ciekawość. Niż potem wyczytywać i wysłuchiwać najbardziej dziwacznych kłamstw na mój temat  Wyjaśnił.
– A kobiety?
– Tu jest trochę gorzej  Stwierdził ponuro.
– To znaczy?  Zamyślił się na chwilę.
– Jak już powiedziałem są, fani i fani. To samo tyczy się kobiet. Niektóre fanki są nachalne. Starają się zbliżyć. Nawet, wtedy kiedy nie chcę. Zadają pytania, na które nie lubię odpowiadać. Kleją się, mówią aluzjami do seksu. Nie jest to miłe. Czasem robią to przy swoich partnerach. To bardzo krępujące sytuacje dla mnie i dla partnerów. W których bardzo źle się czuję i staram się unikać.
– A inne fanki?
– Są grzeczne, miłe. Zdają sobie sprawę, że nic nie zdziałają, przystawiając się do mnie. Dobrze się z nimi rozmawia. Nie robią aluzji do seksu czy romansu  Odpowiedział. Sięgnęłam po reklamówkę z lekami i zaczęłam czytać pudełka z lekarstwami. Znalazłam odpowiednie tabletki przeciwbólowe. Poszukałam wzrokiem czegoś do przepicia.
– Poczekaj, przyniosę ci wody  Zaoferował się Maciek. 
Wstał z kanapy i poszedł do kuchni. Popatrzyłam na telewizor. Dalej leciał turniej tańca. Wrócił i podał mi szklankę z wodą. Ponownie usiadł blisko mnie. Dotknął kolanem mojego kolana. Spojrzał na telewizor.
– To jest turniej tańca towarzyskiego. Nie wiem z którego roku  Wyjaśniłam. 
Zaczęliśmy wspólnie oglądać. Pary zaczęły wychodzić na parkiet. Zauważyłam, że jest ich mniej niż na początku. Niektóre tancerki zmieniły sukienki. Stanęli w okręgu. Będą tańczyć walca wiedeńskiego. Maciek z uwagą oglądał turniej. Zaczęła grać muzyka walca. Różniła się od muzyki od walca angielskiego. Pary zaczęły tańczyć wokół sali. Chociaż to było złe określenie. Maciek dotknął lekko mojej dłoni, zwracając uwagę na siebie.

– To jest walc wiedeński czy angielski?  Spytał z ciekawością.
– Ten jest wiedeński.
– I tylko będą tak wkoło tańczyć?  Zdziwił się, zaprzeczyłam.
– Oni nie tańczą wkoło. To się tak wydaje. Nie będą cały czas tak tańczyć. W wiedeńskim jest kilka figur, które urozmaicają ten taniec  Oglądaliśmy dalej. 
Jedna z par opóźniała rytm i powodowała zderzenia z innymi. Kolejna para przykuła moją uwagę gdy zaczęli szybko obracać się wokół własnej osi. Po zakończonym obrocie płynnie wrócili do obrotów. Po chwili kolejna z par wkręciła się na parkiet. Zrobili pół obrót i partner podniósł lekko partnerkę. Maciek znów mnie dotknął, żeby zwrócić moją uwagę. Spojrzałam na niego.

Copyright © 2016 Życie w rytmie tanga , Blogger