11:59

Rozdział sto siódmy

Rozdział sto siódmy
Musnął płatek ucha i ucałował policzek. Oddałam pocałunek.


Czyżbyś właśnie próbował mnie uwieść? – Zamruczałam mu do ucha. Poczułam jego wargi tuż przy obojczyku. Przyciągnął mnie do siebie. Był to bardzo zaborczy gest. Musnęłam kącik jego ust. Zamruczał coś.
Dopiero teraz się zorientowałaś, że próbuję cię uwieść?  Szepnął zmysłowym głosem. Od jego głosu zrobiło mi się ciepło nie tylko w sercu. Zareagowało coś jeszcze. Pożądanie. Poczułam żar między udami. Dalej składał na moim obojczyku pocałunki. Pogłaskałam go po włosach i uszczypnęłam w ucho. Jego ręce zabłądziły na moje pośladki.
Jakoś mi umknęły twoje awanse...  Odparłam zaczepnie  Czyli chyba za słabo się starasz, skoro dopiero teraz odczuwam twoje zakusy  Znieruchomiał i spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się łobuzersko. Jego twarz rozpromieniła się, gdy zrozumiał, że żartowałam. Pochylił się nade mną i szepnął mi do ucha.
Moje zakusy jak to ujęłaś, są bardzo finezyjne. Nawet nie wiesz, kiedy robisz coś pod moje dyktando  Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
Ty myślisz, że ci uwierzę? Te zakusy są bardzo toporne. Już dawno cię rozgryzłam  Zamruczałam mu do ucha. Musnęłam jego kącik ust  To ty prędzej robisz to, gdzie cię zaprowadzę...  Dodałam. Pocałowałam go namiętnie w usta, podrażniłam język. Zaczął szybciej oddychać. Zatańczyłam językiem rumbę. Dotykałam go, czasami uciekałam. Zamruczał, protestując. Złożyłam pocałunek na jego wargach. Odsunęłam się delikatnie. Poczułam szybkie bicie jego serca. Spojrzałam mu w oczy. Były zamglone i rozmarzone. Pogłaskałam go po ciepłym policzku z uśmiechem na twarzy. Był oderwany od rzeczywistości  Dalej myślisz, że to ty prowadzisz?  Szepnęłam mu do ucha. Musnęłam płatek. Znów objął mnie w pasie.
Oczywiście. Właśnie rozluźniłaś się i przyznałaś, że zauważyłaś moje zakusy  Odparł z lekkim uśmiechem.
Tylko to nie ja odleciałam podczas pocałunku  Powiedziałam cicho. Roześmiał się i pokręcił głową  A teraz czas na obiad  Dodałam. Zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego i zmarszczyłam brwi. Nie bardzo rozumiałam, z czego się śmieje. Musnął dłonią mój policzek.
To ja tu pracuję nad oderwaniem cię od ponurych czarnych myśli. Stwarzam romantyczną atmosferę. Próbuję przybliżyć się, choć kroczek do twojego serduszka. A ty wyskakujesz z obiadem  Odrzekł z wesołością. Zarumieniłam się, przez to, co powiedział  Jesteś nieprzewidywalna  Dodał  Choć już na ten obiad. Chyba tylko tak zapunktuje u ciebie  Odwrócił się i wszedł do mieszania. 
Zamknął za mną drzwi i zsunął do połowy rolety. W pokoju zapanował pół mrok. Powoli przeszłam przez pokój i minęłam szafkę. Stał w drzwiach salonu, czekając na mnie. Ominęłam fotel. Nie zauważyłam oparcia kanapy i uderzyłam w zagłówek nogą przez co prawie straciłam równowagę. Maciek złapał mnie w pasie. Wyprostowałam się i oparłam na kuli. Poruszyłam się, chcąc zrobić krok do przodu. Nadepnęłam go. Nie odsunął się, spojrzałam mu w oczy. Miał maskę na twarzy. Przeczuwałam, że się wystraszył i zezłościł.

Maciek, nic się nie stało  Powiedziałam spokojnie. Westchnął. Było to westchnięcie pełen rezygnacji i żalu. Znów chciałam zrobić krok do przodu. Nie dałam rady, aby go nie zdeptać. Spojrzałam mu w oczy dotykając policzka  Maciuś, nic się nie stało. To tylko potknięcie. Złapałeś mnie. Było groźnie ale minęło  Dodałam. 
Pocałowałam go delikatnie w usta. Odetchnął z ulgą. Wzrok się zmienił. Stał się bardziej ciepły. Uśmiechnęłam się delikatnie. Pokręcił głową i przesunął się trochę. Teraz mogłam przejść do korytarza. Wziął torbę i kluczyki. Otworzyłam drzwi i wyszłam z mieszkania. Czekałam na niego przed schodami. Nie chciałam go denerwować. Zeszliśmy po schodach, on szedł prawej stronie. Wyszliśmy przed blok i od razu skierowaliśmy się do samochodu. Otworzył bagażnik i włożył do niej torbę. Wsiadłam do środka a kule odłożyłam na tylne siedzenie. Zapięłam pas. Popatrzył na mnie. Nie wiedziałam, jakie myśli go opanowały.

W mieszkaniu przestraszyłem się o ciebie  Powiedział cicho  Nie potrzebnie zasuwałem rolety. Mogłem poczekać, aż wyjdziesz na korytarz. Moja wina  Złapałam go za dłoń. Ścisnęłam ją.
Nic się nie stało. Fakt. Popełniłeś mały błąd. Na szczęście zdążyłeś mnie złapać. Też nie pomyślałam, że mogłabym o coś zahaczyć. Równie dobrze mogłoby się to stać przy pełnym świetle i słońcu. Nie masz za co się obwiniać. Pamiętaj, nic się nie stało. Złapałeś mnie i takiej opieki od ciebie oczekiwałam. Dziękuję  Dalej trzymałam go za dłonie. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
Paweł miał rację. Z tobą nie idzie się nudzić  Odparł z rezygnacją. Nie usłyszałam w jego głosie smutku. Uśmiechnęłam się lekko. Pokręcił głową i odpalił silnik. Wyjechał na główną ulicę. Po piętnastu minutach dojechaliśmy do Starego Miasta. Skręcił w jedną z mniejszych ulic i zaparkował na chodniku. Rozglądnęłam się z ciekawością. Byliśmy w małej uliczce niedaleko rynku. Spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy. Byłam zdezorientowana, czym go tak rozbawiłam. Odwróciłam wzrok. Musnął moją dłoń. Znów popatrzyłam na niego.

Zapraszam na obiad. Skoro tylko to ci chodzi teraz po głowie  Powiedział wesoło.
Obiad mi chodzi po głowie i inne rzeczy również...  Odparłam. 
Parsknął śmiechem i wysiadł auta. Wzięłam kulę z tylnego siedzenia. Włączył alarm i podszedł do mnie. Chwycił mnie pod prawe ramię. Skierowaliśmy w głąb wybrukowanej uliczki. Po obu stronach stały stare ceglane kamieniczki. Panowała niezmącona niczym cisza. Poprowadził mnie do wejścia jednej z kamieniczek. Drzwi były stare z metalowymi dodatkami. Weszliśmy do przestronnego korytarza. Pokierował mnie do metalowej klatki schodowej, która prowadziła w dół. Zeszliśmy po drewnianych schodach. Otworzył przede mną kolejne drzwi. Czułam się jak Alicja w Krainie Czarów. Wystarczyło przejść przez drzwi, by znaleźć się w innym świecie. Ponownie zeszliśmy kilka stopni w dół po metalowych schodach. Stanęłam na ostatnim stopniu. Byłam u progu restauracji.



Rozdział sto ósmy

11:26

Rozdział sto szósty

Rozdział sto szósty
Objął mnie ramieniem prowadząc do windy. Zatonęłam w ponurych myślach. Jak to się odbije na próbach i na moim tańcu, dlaczego ja i co ja takiego zrobiłam? Zjechaliśmy w dół. Po prawej stronie zauważyłam aptekę.

– Muszę wykupić maść i tabletki  Wskazałam na aptekę. Wykupiłam receptę i zabrałam małą siatkę. Dalej miałam ponure czarne myśli. Maciek wciąż mnie obejmował. Wsiedliśmy do auta. Byłam zła na siebie i na nogę. Potarłam czoło próbując się uspokoić. Maciek patrzył na mnie. Ścisnął moje drżące dłonie. Na jego twarzy widziałam współczucie i troskę. Znów miałam łzy w oczach. Potarł mój policzek.
Uspokój się, proszę. To tylko kilka dni. Odpoczniesz i wrócisz do tańca  Powiedział spokojnie  Współczuję ci. Zwłaszcza że to przeze mnie masz problemy ze zdrowiem. Nie popadaj w smutek bo w niczym ci to nie pomoże. Spójrz na to z innej strony. Przez niemal jeszcze tydzień, dalej będę się tobą opiekował  Dodał uśmiechając się lekko. Westchnęłam z żalem. Nie poprawił mi humoru i nie uspokoił dostatecznie ponurych myśli. Dalej byłam zła na siebie. Spojrzałam mu w oczy. Była w nich szczerość i troska o mnie. Również wyczułam w jego głosie poczucie winy. Odetchnęłam i wypuściłam powietrze z płuc.
– Teraz pojedziemy do mojego mieszkania  Oznajmił  Zmienię rzeczy a potem pójdziemy coś zjeść. Humor ci się poprawi  Skinęłam głową. 
Puścił moją dłoń i włączył silnik. Wyjechał z wjazdu na główną drogę. Przejechaliśmy przez centrum Krakowa. Patrzyłam w okno. Bałam się cokolwiek powiedzieć, aby nie popaść w rozżalenie. Martwiłam się i jednocześnie miałam wielkie poczucie winy. Gdybym nie tańczyła w czwartek i jeszcze nie upadła w łazience to wróciłabym do tańca.. Wyjechaliśmy na obrzeża miasta. Skręcił kilka razy w ulice. Nie zwracałam uwagi, gdzie dokładnie jedziemy. Zaparkował przy chodniku. Odpięłam pas. Chciałam wysiąść. Zatrzymał mnie.

Może zaczekasz w aucie. Nie będziesz się przeciążać  Pokręciłam głową.
Nie. Muszę rozruszać się trochę i uspokoić  Powiedziałam cicho. 
Puścił moje ramię i podał kulę. Słońce świeciło prosto na mnie. Zamknęłam oczy, rozkoszując się jedyną przyjemną rzeczą, jaka, spotkała mnie dzisiaj. Maciek stanął obok z torbą w ręku. Pogłaskał mój policzek. Musnął usta w delikatnym pocałunku. Oddałam mu go. Podał mi rękę i razem poszliśmy do klatki schodowej. Mieszkał na drugim piętrze, przypomniałam sobie. Powoli weszłam po schodach. Asekurował mnie z prawej strony. Położył torbę obok szafki z butami, kluczyk położył na niej. Wskazał na salon po prawej stronie. Weszłam i usiadłam na kanapie. W mieszkaniu panowała cisza. Widziałam kurz na półkach i telewizorze. Nic dziwnego, przecież nie było go ponad tydzień w mieszkaniu. Przeszedł przez pokój i otworzył drzwi do innego pokoju. Pewnie do sypialni. Otwarłam drzwi balkonowe. Chciałam wpuścić trochę świeżego powietrza. Wyszłam na balkon i oparłam się o barierkę. Z tej strony był widok na park. Zobaczyłam kilka ławek. Wokół rosły duże kasztany i akacje. Niedaleko był plac zabaw dla dzieci. Z daleka dobiegał odgłos ujadającego psa. Poczułam ruch za sobą. Odwróciłam się i wpadłam w ramiona Maćka. Pogłaskał mnie po policzku. Oparłam się o barierkę. Przybliżył się, poczułam zapach jego perfum. Pocałował mnie w bark. Składał całusy coraz wyżej i wyżej. Czułam ciepło i rozkosz. Całował teraz w szyję. Musnął płatek ucha, policzek, kącik ust. Jego dłonie błądziły po moim ciele. Objęłam go. Pocałował mnie w usta. Oddałam mu pocałunek. Czułam się, jakbym zatapiała się w miękkim ciastku z kremem. Zamknęłam oczy. Napięcie ze mnie odchodziło. Pocałował mnie jeszcze raz. Później słabiej. Odsunął się, nie wypuszczając mnie z objęć. Otworzyłam oczy. Przyglądał mi się, rozpalonym pożądliwym wzrokiem. Tylko nie byłam jeszcze na to gotowa. Za krótko go znałam na tak poważny krok. Staliśmy objęci na jego balkonie. Ptaki śpiewały wokół nas i słońce rozgrzewało ciało. Ponure myśli nie odpłynęły całkowicie. Zostały tylko stłumione. Złość, gniew. Jedynie co pozytywne jest w tej sytuacji to, że Maciek zostanie na dłużej. Nie będę musiała na razie wracać do pustego domu. Tylko co będzie później. Przecież wyzdrowieję i wróci do siebie. Zostanę sama w pustym cichym domu. Westchnęłam z rezygnacją. Zauważył to. Potarł mój policzek.

Co się stało?  Spytał czułym głosem. Pokręciłam głową. Nie chciałam go obarczać swoimi czarnymi myślami. Miał tyle w sobie optymizmu. Pomimo koszmaru, który mu się śnił. Pomimo mojego wypadku. Widział ciepłe, jasne strony. Nie dostrzegałam tych kolorowych stron. Pogładził mnie po włosach i przeczesał kilka luźnych pasemek włosów przez palce. Zdradziecko zadrżały mi ręce. Ścisnął je  Proszę, powiedz, co się dzieje?  Powtórzył pytanie. Usłyszałam troskę w jego głosie. Bał się o mnie i o moje uczucia. Obawiał się, że popadnę w rozpacz i chyba teraz się to działo. Nie miałam tańca, aby usunąć ponure myśli i zapomnieć o nich. Nie mam możliwości oderwania się, ucieczki. Podczas tańca szukałam rozwiązania problemów. Tak bardzo chciałam poczuć, zmysłowość rumby, zazdrość tanga, płynność walca. Nie mam tego. Jak mam sobie z tym poradzić? Stał tak blisko, pocierając moje dłonie. Starał się mnie pocieszyć, rozweselić. Wzięłam głęboki wdech i wydech.
Jest mi przykro, bo nie mogę tańczyć z wami w tym tygodniu. Jednocześnie jestem zła, że tańczyłam w czwartek. Wypadek w sobotę. Zamiast siedzieć i odpoczywać. Tylko brakowało mi tańca. Jego emocji, ruchu. Tak bardzo chciałam poczuć jakiekolwiek emocje. Teraz tego nie mam. Przez swoją własną niecierpliwość. Znów maści i tabletki  Dodałam gniewnie. Uderzyłam pięścią o barierkę. Chwycił mnie za dłoń – Tak bardzo chciałam wrócić do tańca. Dlaczego muszę pokonywać takie przeszkody? Szczególnie, teraz gdy poczułam, że wracam do życia. Kiedy poczułam ciepło, radość i ciekawość świata. Dlaczego mnie to musiało się przytrafić? Co ja takiego zrobiłam?  Załamał mi się głos. 
Poczułam pieczenie w oczach a słońce przestało mnie ogrzewać. Maciek przysunął się jeszcze bliżej przytulając do swojej klatki piersiowej i głaskał po włosach. To był taki opiekuńczy gest. Jakby chciał ukryć mnie przed światem. Łza spłynęła mi po policzku. Potarł moje ramię. Dotknął mojej twarzy i spojrzał w oczy.
Nic nie zrobiłaś  Oznajmił cicho  To moja wina. Nie obwiniaj się za to. To tylko pięć dni. Wyzdrowiejesz. Jeszcze będzie mnóstwo okazji zatańczyć. To tylko krótki, niecały tydzień  Powtórzył  Poradzimy sobie bo zaopiekuję się tobą i wrócisz do sprawności. Wiem, ile dla ciebie znaczy taniec. Trochę cierpliwości. Później sobie to wynagrodzisz. Będziesz tańczyć, ile dusza zapragnie. Bez ograniczeń. Musisz być cierpliwa. Jestem przy tobie. Jesteś silna i waleczna. Nie pozwól, aby zwykła torebka przeszkodziła w odzyskaniu szczęścia  Zamilkł i starł łzę z mojego policzka. Uśmiechnął się pocieszająco. Jego słowa dodały mi otuchy. Znów poczułam ciepło słońca a ponurych myśli było mniej. Nie zniknęły wszystkie lecz teraz widziałam promyk słońca. Jego palce przeczesały kosmyk moich włosów. Pocałowałam go w podziękowaniu. Odwzajemnił się całusem. Uśmiechnął się ciepło. Poczułam się lepiej. Nie wspaniale, ale na tyle lepiej, aby nie popadać w czarne myśli. One tam były, ale zostały stłumione przez niego.

Spakowałeś już, co potrzebowałeś?  Spytałam.
Tak. Możemy teraz jechać na obiad  Odparł  Na co masz ochotę?  Zamyśliłam się na chwilę. Oparł się o barierkę i czekał, aż zdecyduję. Sama nie wiedziałam, na co mam ochotę. Z jego twarzy nie znikał uśmiech. Był rozbawiony moim dylematem. Szturchnęłam go w ramię.
Z czego się śmiejesz?  Spytałam z pretensją. Wyszczerzył zęby.
– Pierwszy raz widzę, aby kobieta zastanawiała się tyle nad tym, co będzie jeść na obiad  Odpowiedział.
Co masz na myśli?  Nie wiedziałam w tym nic zabawnego.
Jakby ci to wyjaśnić... Jedne kobiety unikają fast foodów, drugie tłustych potraw a trzecie jeszcze czegoś innego. Po prostu trzeba zapytać konkretnie by nie urazić. Ty zastanawiasz się nad tym, co zjeść. Nie powiedziałaś, nie jesz tego czy tamtego. Już wcześniej zobaczyłem, że jadasz wszystko bez względu na kalorie. Bawi mnie to. Nie wiem, gdzie ty mieścisz te swoje obiady. Jesteś taka szczuplutka. Lekka jak piórko. Więc co dzisiaj zjesz?  Mówiąc to, objął mnie w pasie. Uśmiechnęłam się zmieszana i poczułam rumieńce na policzkach. Parsknął śmiechem  Widzę, że doprowadziłem cię do zawstydzenia. Czuję się mile zaskoczony. Nie sądziłem, by takie coś doprowadziło do zawstydzenia kobiety  Parsknęłam śmiechem.  O! I tak masz wyglądać codziennie  Oświadczył radośnie  Oczy roześmiane i szeroki uśmiech na twarzy. Rozluźniona. Bez zmarszczek na twarzy i ponurego głosu  Dodał. Pogładził mnie po policzku.
Owszem zawstydziłeś mnie. Nie często ktoś mówi o mojej figurze. Zazwyczaj słyszę komentarz typu: pewnie dietę trzyma albo sportsmenka. Mam po prostu taką przemianę materii. Nie ograniczam się w jedzeniu. Jak również nie trzymam żadnych diet. Jem, co lubię i pozwalam sobie niemal na wszystko. Więc, jak kiedyś zaprosisz mnie na hamburgera, to zapytam się jakiego. Nie odmówię  Odpowiedziałam  Byleby nie żadne azjatyckie jedzenie. Ble!  Wzdrygnęłam się na pewnie wspomnienie z tym związane. Roześmiał się, widząc moją reakcję.

Co takiego złego jest w azjatyckim jedzeniu?
Kiedyś spróbowałam tych potraw. Przez tydzień nie wychodziłam z toalety. Do dziś jak tylko czuje zapach tego jedzenia. To mam odruch  Parsknął śmiechem  Do tego azjatyckie jedzenie jest dla mnie za ostre. Nie lubię ostrych rzeczy. To zabija cały smak potrawy  Widziałam na jego twarzy rozbawienie. Sama uśmiechnęłam się delikatnie.
Dobrze. Zapamiętam. Żadnego azjatyckiego jedzenia. Ostrych potraw również  Oznajmił.
A na co ty masz ochotę? Jakie lubisz potrawy?
Lubię ryby, grillowane albo smażone. Również domowe jedzenie. Za to nie lubię sushi. Do fast foodu cię nie zabiorę. To nie zdrowe  Dodał z łobuzerskim uśmiechem.
Od czasu do czasu można sobie zjeść hamburgera lub jakiegoś kurczaka. Nie zaszkodzi to nikomu  Odparłam.
Masz rację. Tylko tak eleganckiej i stylowej damy nie wezmę do jakiegoś podrzędnego fast foodu  Rzekł. Ponownie się zarumieniłam od jego komplementu.
Dziękuję. To, co jemy dzisiaj?  Zaczynałam być głodna. Nie chciałam mu o tym mówić. Parsknął śmiechem.
Wiesz co, może zjemy jakiś obiad dwudaniowy. Mam ochotę na jakąś zupę. A na drugie kotleta lub krokieta  Powiedział.
Świetnie. To ustalone. Masz jakąś restaurację na oku?  Uśmiechnął się kącikiem ust.
Oczywiście. Zawsze mam jakieś restauracje w rękawie. Muszę gdzieś zabierać moje kochanice  Odpowiedział mi tuż nad uchem.



11:43

Rozdział sto piąty

Rozdział sto piąty
Poczułam ruch obok siebie i otworzyłam oczy. Maciek odwrócił się do mnie tyłem. Coś zamruczał i westchnął. Powoli poruszyłam się, nie chcąc go zbudzić. Podniosłam się na łokciu i spojrzałam na niego. Zaglądnęłam przez jego ramię. Chciałam zobaczyć, która jest godzina. Zegarek stał na szafce po jego stronie. Dochodziła 9.30. Dziś miałam wizytę kontrolną. Zsunęłam z siebie kołdrę. Coś mnie zatrzymało. Maciek objął mnie w pasie. Usiadłam. Oparł głowę na moim ramieniu.

– Wybierasz się gdzieś?  Zamruczał sennym zmysłowym głosem. Poczułam ciepło jego ciała. Chwyciłam go za dłonie.
– Musimy się zbierać. Mam dziś wizytę u doktora  Odpowiedziałam. Ponownie chciałam wstać. Dalej mnie obejmował w pasie  Jeśli chcesz zostać w łóżku, to zostań. Sama pojadę  Dodałam zaczepnie. Puścił mnie i odsunął kołdrę z siebie. Oparłam na kuli. Zrobiłam dwa kroki w stronę drzwi. Siedział na łóżku i obserwował mnie. Uśmiechnęłam się i posłałam mu całusa. Uśmiechnął się delikatnie. Wyszłam z jego pokoju i poszłam do siebie. Słońce świeciło na lekko zachmurzonym niebie, pewnie popołudniu będzie padać. Zmieniłam spódnicę na krótkie spodenki. Maciek wszedł do łazienki i usłyszałam szum wody. Czekałam, aż się wykąpie w międzyczasie spakowałam torebkę. Wyszłam z pokoju i przygotowałam sobie buty. Zaczęłam parzyć kawę i zaglądnęłam do lodówki która robiła się niemal pusta. Będę musiała dziś zrobić zakupy. Maciek wyszedł z łazienki. Pachniał moim płynem do kąpieli. Widocznie spodobał mu się ten żel. Gdy dowiem się, kiedy będzie miał urodziny to mu kupię. Z twarzy zniknęły zmarszczki po nocnym koszmarze. Również nie miał cieni pod oczami. Dziś ubrał zieloną koszulę z krótkim rękawem i zwykłe dżinsy. Podszedł do mnie i zaglądną mi przez ramię do lodówki.

– Na co masz ochotę? Widzę, że lodówka nie ma zbyt dużo do zaoferowania  Powiedział.
– Niestety, nie mam w domu krasnoludków. Zróbmy coś na szybko. Obiad zjemy na mieście. A po wszystkim pójdziemy zakupy  Odrzekłam. Przesunął mnie delikatnie. Wyciągnął kilka jajek i masło.
– Masz rację. Zrobię omlet. Ty pilnuj kawy i przygotuj stół. Musimy pospieszyć się, jeśli chcemy zdążyć na twoją wizytę  Stwierdził podchodząc do kuchenki. 
Wyciągnęłam szklanki na kawę. Ekspres zaczął syczeć i parować. Maciek usmażył omlet i położył na stole. Wzięłam pojemnik z kawą i zaniosłam do stołu. Nalałam od razu kawy do szklanek. Jedliśmy w milczeniu. Zastanawiałam się, co czuje po dzisiejszej nocy. Nie był zmęczony czy też niewyspany. Po skończonym śniadaniu odsunęłam talerz od siebie. Popijałam kawę i rozmyślałam nad jego snem. Czasami sny coś znaczą. Najczęściej to są jakieś bzdury. Jego był aż nadto wymowny. Domyślałam się, że nie pogodził się ze śmiercią Julii. Szukał we mnie jej cech. Chce, abym ją zastąpiła. Tylko ja nie jestem Julią. Nie wiem, jaka ona była a jego sen mówił jasno. Julia odchodzi, bo zajęłam jej miejsce. Czy go to bolało? Co czuł? Żal, rozpacz? Samotność? Nie mogę zastąpić Julii. Nie mogę być jej kopią. Miałam nadzieję, że nie pragnie tego. To mogłoby zniszczyć naszą przyjaźń. Może coś więcej niż przyjaźń. Z zamyślenia wyrwał mnie jego głos.

– Dziękuję ci  Spojrzałam na niego  Dziękuję, że byłaś ze mną tej nocy. Nawet nie wiesz, jak bardzo mi brakowało ciepła i współczucia.
– Nie ma za co. Ty zrobiłeś to kilka dni temu  Odpowiedziałam spokojnie.
– Wiem, ale mimo to dziękuję ci. Uspokoiłaś, wsparłaś pozwalając mi zasnąć w spokoju  Odparł.
– Powiesz, co teraz czujesz?  Zapytałam. Zamyślił się popijając kawę.
– Czuję ulgę. Świadomość, że Julia odeszła i może spoczywać w pokoju. Smutek zniknął razem z nią. Nie miałem o tym pojęcia. Myślałem, skoro minęło tyle czasu, to powinienem zapomnieć. Jednak nie. Tęskniłem za nią. Za jej poczuciem humoru, ciepłem. Serdecznością. Radością z życia. Stłumiłem te uczucia. Wczoraj uświadomiłem to sobie. Ty uśmierzyłaś ból. Dlatego Julia odeszła. Wiedziała, że ty zajmiesz jej miejsce. Była szczęśliwa  Odpowiedział spokojnie.
– Maciek  Zawiesiłam głos  Nie jestem Julią. Nie chcę nią być  Oznajmiłam z lekkim smutkiem w głosie. Nie wiedziałam, jak zareaguje. Uśmiechnął się delikatnie.
– Wiem, nie jesteś nią. Bądź sobą. Taką, jaką cię poznałem  Oświadczył stanowczo. Ulżyło mi. Odwzajemniłam uśmiech. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 10.00. Przeniosłam szklankę i talerzyki do zlewu.
– Musimy się pospieszyć. Trzeba dojechać do Krakowa, nie mogę spóźnić się na wizytę  Zaczęłam zmywać naczynia. Podał mi pustą szklankę po kawie. Zakręciłam kran i wytarłam ręce. Chciałam wyjść z kuchni. Zatrzymał mnie. Staliśmy twarzą w twarz. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Poczułam ciepło jego ciała. Musnął mnie wargami. Zamknęłam oczy. Pocałował mnie. Miękko, ciepło, namiętnie. Oddałam pocałunek. Miał rozpalony wzrok. Na ustach błąkał mu się uśmiech. Zrobiłam krok do tyłu. Obejmował mnie w pasie. 
– Maciek, musimy się zbierać  Powiedziałam ciepło. Skinął głową i mnie puścił. Poszłam do swojego pokoju. Oparłam się o ścianę. Wzięłam głęboki oddech. Musiałam uspokoić szybko bijące serce. Każdy jego pocałunek rozgrzewał nie tylko moje usta. Również serce. To za szybko się działo. Wzięłam torebkę i wyszłam z pokoju. Czekał przed drzwiami. Koło jego nóg leżała torba, którą ze sobą przywiózł. Zmarszczyłam czoło.

– Pojedziemy jeszcze do mojego mieszkania. Chciałbym sprawdzić, czy wszystko w porządku. Wymienię również ubrania  Powiedział.
– Mówiłam, że pranie możesz sobie u mnie zrobić  Odparłam.
– Wiem. Będę spokojniejszy, gdy sprawdzę, czy nic się nie dzieje  Wyjaśnił. 
Oparłam się o szafkę i założyłam baleriny. Otworzył mi drzwi. Schodząc, nie odczuwałam bólu biodra. Miałam nadzieję, że będę mogła już tańczyć. Wyprzedził mnie i poszedł do garażu. Zamknął bramę i skierował się na Kraków. Zatopiłam się w myślach. Nie byłam pewna czy odzyskał spokój. Nie rozumiałam jego słów. Chciał, abym była taką, jaką mnie poznał. Co przez to rozumiał. Martwiłam się również tym, jak na niego podziała ta kobieta. Musiała bardzo wyprowadzić go z równowagi. Widocznie nie uspokoiłam go na tyle, aby przestał o niej myśleć. Dojechaliśmy już do Zabierzowa. Był mały korek. Po piętnastu minutach dojechaliśmy do centrum Krakowa. Chciałam z nim porozmawiać. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę.

– Maciek...  Zawahałam się, zerknął na mnie  Co miałeś na myśli. Mówiąc, abym była taka, jaką mnie poznałeś?  Uśmiechnął się kącikiem ust.
– Powiem od razu, żebyś się nie denerwowała. Chciałem, abyś była wesoła, odważna, z poczuciem humoru. Taką poznałem cię w teatrze. Dogryzałaś, nikogo nie urażając. Później pokazałaś, że jesteś wrażliwa, współczująca i serdeczna. Chcę, abyś taka pozostała. Nie pragnę, abyś stała się kopią Julii. Nie możesz jej zastąpić, byłabyś tylko kopią. Nie jest to dobre połączenie. Zamknąłem rozdział z Julią. Przeżyłem coś pięknego. Kochałem ją. Tylko jej już nie ma. Pozostanie ciepłe wspomnienie. Zakochałem się w tobie. Nie wiem, czy to jest miłość. Ty też nie jesteś pewna swoich uczuć. Pamięć o Filipie jest jeszcze świeża. Zaczekam. Potem możemy stworzyć związek. Tylko wtedy gdy oboje będziemy na to gotowi  Skręcił w uliczkę. Potem w następną. Byliśmy już przed szpitalem. Zaparkował tuż przed drzwiami. 
Wkroczyliśmy do przestronnego hallu w kształcie owalu. Skierowałam się od razu do rozsuwanych szklanych drzwi. Maciek chwycił mnie pod ramię. Nie było dużo ludzi w korytarzu. Co jakiś czas przechodził obok nas lekarz lub pielęgniarka. Weszliśmy do windy.

– Boli cię noga lub biodro?  Zapytał, przerywając ciszę.
– Nie nic mnie nie boli. Nawet nie wzięłam dziś tabletek  Odpowiedziałam  Maciek, jak bardzo przejąłeś się tą dziewczyną z restauracji?  Spytałam. 
Nie zdążył odpowiedzieć. Winda stanęła na odpowiednim piętrze. W korytarzu panował gwar. Pacjenci chodzili o kulach lub na wózkach. Pielęgniarki krążyły między nimi. Poczułam zapach leków i środków do czyszczenia. Po prawej stronie było okienko z napisem: recepcja. Podeszłam do niej. Uśmiechnęłam się do pielęgniarki.

– Dzień Dobry. Byłam umówiona dziś na wizytę kontrolną  Powiedziałam i podałam nazwisko doktora. Skinęła głową. Wstała i podeszła do metalowej szafki. Wyciągnęła szarą kopertę, w której była moja karta medyczna.
– Pokój 115. Proszę tam usiąść i poczekać. Zawiadomię doktora o pani obecności. Proszę iść w lewo a po prawej stronie jest gabinet  Powiedziała podając kopertę. Podziękowałam z uśmiechem i odwróciłam się w lewo. Maciek szedł po prawej stronie. Nie widziałam na jego twarzy uczuć. Szukałam numerku gabinetu. Maciek wskazał na białe drzwi. Podeszłam do nich i usiadłam na krześle, odkładając kulę. Odchyliłam się trochę w stronę Maćka. Popatrzyłam na niego. Teraz zamyślił się nad czymś. Czekałam, aż coś powie. Musnęłam jego rękę. Zwróciłam na siebie jego uwagę. Dalej nie widziałam jego emocji.



– Maciek, dopóki mi nie powiesz, co czujesz. Nie jestem w stanie pomóc. Znów masz maskę na twarzy  Oznajmiłam starając się zachować spokój. Potarł twarz dłonią. Dotknęłam jego uda chcąc dodać otuchy. Chciałam pokazać, że jestem przy nim. Zanim cokolwiek powiedział, nadszedł doktor. Miał energiczny krok i wesołą minę na twarzy. Stanął przede mną. Jego wzrok otaksował mnie od nóg do biodra. Wstałam i przywitałam się, Maciek również wstał.
– Dzień dobry, Pani Patrycjo. Widzę, że zdrowie dopisuje. Piękne rumieńce. Oczy szkliste. Promienieje pani  Powiedział wesoło.
– Ma pan rację, odpoczęłam  Odpowiedziałam. Otworzył drzwi gabinetu.
– W takim razie zapraszam do środka  Zaprosił mnie gestem ręki.
– Maciek. Proszę, poczekaj na mnie na korytarzu  Skinął głową. Wkroczyłam do gabinetu. Był to mały pokój z biurkiem i leżanką. Obok stał aparat do USG i kilka innych przyrządów. Doktor usiadł za biurkiem. Wskazał na krzesło obok. Usiadłam i podałam mu kartę. Wyciągnął ją i zaczął czytać. Po chwili spojrzał na mnie.

– Jak biodro? Ma pani jakieś problemy z chodzeniem? 
 Zapytał.
– Nie, nie boli mnie biodro. Nawet w zeszły czwartek trochę potańczyłam  Lekarz popatrzył na mnie i zmrużył oczy.
– Zwariowała pani?!  Zawołał zezłoszczony. Wzdrygnęłam się, nie sądziłam, że może tak zareagować.
– Panie doktorze  Powiedziałam uspokajająco  Nie tańczyłam dużo. Tylko raz, kilka kroków. Nie zrobiłam nic, co mogłoby mnie jeszcze bardziej uszkodzić.
– To nie ma znaczenia, ile pani tańczyła. Miała pani dać nodze odpocząć, bez ruchu. Teraz pani torebka może być w jeszcze gorszym stanie  Wyjaśnił. Potarłam dłonie ze zdenerwowania.
– Panie doktorze. Proszę mi wierzyć, nic się nie stało. Gorzej było w sobotę bo poślizgnęłam się w łazience i upadłam na biodro które potem spuchnęło. Regularnie używałam maści przepisanych przez pana. Wczoraj w ogóle nie wstawałam z kanapy. Po czwartku również nie ruszałam się zbyt wiele  Odparłam. Uspokoił się trochę.
– Mocno pani uderzyła?
– Bardzo. Na biodrze miałam opuchliznę i lekkie zasinienie. Dziś rano nie widziałam tego a od rana również nie czułam bólu  Lekarz zapisał coś w karcie.
– Nie uspokoiła mnie pani. Proszę się położyć i zrobię USG. Zobaczymy co się tam dzieje. Proszę zdjąć spodnie  Wskazał na leżankę. Wstałam i usiadłam, zsuwając spodnie  Proszę położyć się na lewym boku  Dodał włączając aparat. Poczekał chwilę, aż się pokarze obraz. Nasmarował moje udo zimnym żelem i rozsmarował go aparatem. Po chwili zaczął jeździć po udzie. Obserwował monitor. Podjechał wyżej. Później najechał trochę na dół pleców. Odłożył aparat i podał mi kilka ręczników papierowych. Wytarłam ciało i założyłam spodnie. Zapisał w kracie informacje. Czekałam, aż coś powie. Potarł czoło. Milczał.
– Panie doktorze?  Popatrzył na mnie. Miał troskę na twarzy.
– Proszę usiąść  Zsunęłam się z leżanki i usiadłam na krześle. Wziął głęboki oddech i powiedział  Mam dobrą i złą wiadomość dla pani. Która pierwsza?
– Zła.
– Niestety, nie może na razie pani tańczyć. Torebka stawowa jest opuchnięta, jeszcze bardziej niż podczas wypadku. To musiało stać się w sobotę. Jednocześnie ścianki torebki są obdarte, że się tak wyrażę  Oświadczył smutno. Żałował, że nie ma dla mnie dobrych wiadomości. Posmutniałam. Miałam taką nadzieję na pełny powrót do tańca.
– A dobra?
– Miednica jest zrośnięta  Odpowiedział i lekko się uśmiechnął. Nie poprawił mi humoru. Wiedział o tym  Niestety, musi pani jeszcze zaczekać. Do piątku. Tylko beż żadnych tańców, poślizgów i wypadków. Ma pani siedzieć i leżeć. Przepiszę pani kolejną maść i tabletki przeciwbólowe  Odrzekł. 
Skinęłam głową. Poczułam wzbierający się płacz we mnie. Lekarz wypisał recepty i mi podał. Nie uśmiechał się już. Wiedział, że nie ma powodu do śmiechu 
Proszę przyjść w piątek na 10.45. Może wtedy będę miał dobre wiadomości. A teraz przez te kilka dni proszę nie tańczyć. Chodzić powoli i oszczędzać jak tylko się da. Żadnego chodzenia po schodach ani wycieczek. To wszystko na dziś  Podziękowałam i wyszłam z gabinetu. Maciek wstał i przyglądnął się mojej twarzy. Miałam łzy w oczach. Przytulił mnie. Lekarz wyszedł za mną i stanął obok nas.
– I jak pan pilnował dziewczyny?  Spytał z pretensją  Teraz ma siedzieć, nie ruszać się za dużo. Nawet jeśli miałby ją pan przywiązać do łóżka. Żadnych wycieczek i tańców  Maciek skinął mu głową i uśmiechnął się lekko.
– Proszę się nie martwić. Dopilnuję tego. W końcu przeze mnie ma takie problemy  Odrzekł.
– Trzymam pana za słowo. Aha, pani zostawiła u nas kwiaty. Są na recepcji  Rzekł.
– Proszę je zatrzymać. W podziękowaniu za opiekę nade mną  Stwierdziłam cicho starając się opanować emocje. Bałam się, że jak powiem coś więcej, to się rozpłaczę. Uśmiechnął się delikatnie.
– Dziękuję bardzo i do zobaczenia  Pożegnał się z nami i odszedł. Maciek znów popatrzył na mnie. Pogłaskał mnie po włosach widząc moją gorycz.
– Co się stało?  Zapytał cicho.
– Nie mogę tańczyć. Do piątku. Znów mam siedzieć i się nie ruszać  Głos mi się łamał  Mam kolejne maści i tabletki  Przytulił mnie. Łza spłynęła mi po policzku. Miałam wielką nadzieję, że będę mogła w pełni zatańczyć z Maćkiem. Tak brakowało mi tańca, ruchu ciała. Emocji. Odsunęłam się trochę od niego  Chodźmy, źle się tutaj czuję  Poprosiłam łamiącym głosem.


Copyright © 2016 Życie w rytmie tanga , Blogger