17:45

Rozdział osiemdziesiąty czwarty

Rozdział osiemdziesiąty czwarty
Wsiadłam do samochodu, a kulę położyłam z tyłu na siedzeniu. Wsiadł i wyjechał poza bramę oraz poszedł ją zamknąć.

– Mówiłaś, że pojedziemy do miasteczka? Co miałaś na myśli?  Zapytał.
– Miasteczkiem nazywam Krzeszowice. Są mniejsze od Krakowa. Mają Centrum Kultury i kilka sklepów oraz galerię handlową  Wyjaśniłam.
– Poprowadzisz? Nie wiem, gdzie to jest. Rzadko bywam w tych stronach  Odrzekł.
– Tak. Na skrzyżowaniu skręć w prawo. Później za drogą.
Wyjechaliśmy poza wieś. Po jednej stronie rósł iglasty las, między drzewami widać było duże skały wapienne. Po drugiej stronie drogi była skarpa skalna w dole płynęła rzeka. 
– Zwolnij, tu jest ostry zakręt. Można spaść  Poprosiłam go. 
Nagle z drugiej strony wyjechał mu samochód na dość szybkim gazie. Maciek gwałtownie zahamował. Drugie auto również zahamowało z piskiem opon. Kierowca drugiego samochodu pogroził nam ręką. Maciek machnął na niego w złości i minęliśmy się powoli. Zobaczyłam, kto siedział w drugim samochodzie. To był poprzedni sołtys wsi. Miałam ochotę wysiąść z auta i go ochrzanić. Maciek również był poddenerwowany. Dotknęłam jego ręki na rączce biegów.
– Mało brakowało. Dobrze, że mnie uprzedziłaś. Zawsze macie takich nerwowych kierowców?  Zapytał. Dojechaliśmy do rozwidlenia.
– Teraz w lewo, tam  Wskazałam na zakręt niedaleko  Skręcisz i również dalej za drogą. Nie zawsze są tacy nerwowi. Akurat ty trafiłeś na byłego sołtysa, pijaka. Lubi jeździć szybko i pod wpływem. Już kilka razy miał mandat za jazdę po pijaku. Kiedyś też prawie dziecko potrącił. Tylko był sołtysem i mu się trochę upiekło.
– Jak na kogoś, kto stroni od plotek. To sporo wiesz  Stwierdził pogodnie.
– Opowiedziała mi to koleżanka z klasy. Spotkałyśmy na wspólnej imprezie  Wyjaśniłam. Skręciliśmy i wjechaliśmy w małą wieś. Droga była wąska i miała sporo ostrych zakrętów  Tutaj też uważaj. Nie ma luster i są ostre zakręty. Kilka razy miały miejsce tutaj wypadki lub zderzenia  Odparłam. Automatycznie zwolnił.  Lubisz szybką jazdę?
– Tak – Opowiedział z uśmiechem – Chyba każdy facet lubi prędkość. Ty nie lubisz szybkiej jazdy?
– Lubię, tylko nasze drogi nie są do tego przystosowane. Nauczyłam się ostrożnej szybkiej jazdy. Między wsiami się nie da. W każdej chwili może wyjechać samochód. Również droga nie jest zbyt dobrze utrzymana  Wyjaśniłam. Skinął głową.
– Dalej za drogą?
– Tak. Ta droga jest główna i szybsza  Odpowiedziałam. Zadzwonił jego telefon. Maciek wyciągnął go z kieszeni i podał mi.
– Nie chcę rozmawiać, jak prowadzę. Kto dzwoni? Obierzesz?  Spojrzałam na wyświetlacz.
– Dzwoni Michał  Poinformowałam go.
– Z teatru. Proszę cię, odbierz. Powiedz, że oddzwonię  Miałam opory przed odebraniem obcego telefonu. Wchodziłam w jego sferę prywatną.
– Na pewno mam odebrać? To twój telefon. Jakoś dziwnie się z tym czuję, odbierając nie swój telefon.
– Odbierz, odbierz. Nie wstydź się. Proszę, nie mam ci za złe  Odpowiedział machając ręką.
– Halo?  Powiedziałam do słuchawki.
– Maciek? Stałeś się kobietą? Wiedziałem, że masz różne odchyły, ale żeby aż tak?!  Odezwał się zaskoczony męski głos w słuchawce.
– Maciek nie jest kobietą. Z tego, co wiem, jest stu procentowym mężczyzną. Nie może teraz rozmawiać. Prowadzi samochód  Odpowiedziałam spokojnie. Maciek parsknął śmiechem  Mam mu coś przekazać? Czy ma oddzwonić?  Zapytałam.
– A z kim mam przyjemność rozmawiać?
– Przepraszam. Nazywam się Lady Patrycja Ville. Przyjaciółka Maćka  Nastała chwila ciszy w słuchawce. Maciek uśmiechnął się pod nosem. Rozbawiła go moja prezentacja. Pewnie wyobraził sobie minę kolegi  Halo? Jest tam ktoś?  Zapytałam zaniepokojona.
– Jestem, jestem. Tylko zaskoczyła mnie pani swoją prezentacją. Naprawdę jest pani Lady?
– Tak. Przekazać coś Maćkowi?
– Ten to wie jak się ustawić...  Powiedział jego kolega z zazdrością w głosie. Roześmiałam się  Mogłaby pani się zapytać, czy potwierdza, swoje zastępstwo w teatrze we wtorek? Dyrektor chciałby mieć ostatecznie potwierdzone. Zresztą ja też będę spał spokojnie.
– Proszę chwilę zaczekać.  Odsunęłam telefon  Maciek.  Zwróciłam się do niego, spojrzał szybko na mnie  Potwierdzasz twoje zastępstwo we wtorek w spektaklu?
– Tak, na pewno wystąpię  Odpowiedział. Skierował wzrok na jezdnię. Zwróciłam się do telefonu.
– Maciek potwierdza. Zastąpi pana we wtorek  Powiedziałam.
– Super. Dziękuję za przyjemną rozmowę. Mam nadzieję, że kiedyś spotkam właścicielkę pięknego głosu  Odpowiedział wesoło.
– Może się spotkamy już niedługo. W końcu będę z Maciejem występować na scenie  Odparłam. Maciek się uśmiechnął.
– Przyjdę na premierę. Obiecuję. Do zobaczenia.
– Do zobaczenia  Odpowiedziałam i się rozłączyłam. Oddałam telefon. Położył go obok stacji biegów. Dojeżdżaliśmy do Krzeszowic. Wskazałam ręką, żeby wjechał na most. Jechał dalej za drogą. Stanęliśmy na skrzyżowaniu. Myślałam jak tu wjechać do centrum. Wpatrywał się we mnie wyczekująco.
– Skręć teraz w lewo. Na następnym skrzyżowaniu w prawo. Chciałabym wyjechać jak najbliżej rynku. Nie chce mi się chodzić po obrzeżach  Skinął głową i włączył kierunkowskaz. Wskazałam na ulicę po prawej stronie. Po zmianie świateł wjechał w nią. Ulica była wąska. Po obu stronach stały zaparkowane samochody.
– Trzeba znaleźć miejsce parkingowe  Powiedziałam. Jechaliśmy wzdłuż ulicy. Wskazałam na miejsce po lewej stronie. Skręcił, gdy zobaczył puste miejsce i zaparkował. Sięgnęłam po kulę i torebkę. Musiałam uważać, nie chciałam uderzyć w samochód stojący obok. Przełożyłam torebkę przez ramię, żeby mi nie przeszkadzała. Podszedł do mnie.
– Tam masz parkometr  Wskazałam na skrzynkę po lewej stronie. Wrócił do auta i wyciągnął portfel ze schowka. Weszłam na chodnik. Obok przechodzili ludzie w różne strony. Byliśmy prawie przy samym rynku. Po lewej stronie znajdowała się pizzeria i zegarmistrz. Wzdłuż niej stało kilka stolików, przy których siedzieli klienci. Wrócił Maciek i położył na desce rozdzielczej kartkę. Stanął po mojej lewej stronie.
– To, co robimy pierwsze?  Zapytał.
– Pierwsze zrobimy zakupy w sklepie i zaniesiemy do auta. Później zrobimy mniejsze zakupy niewymagające wysiłku  Odpowiedziałam.
– Jak to nie wymagające wysiłku?
– Chciałam kupić ciasto na deser i aromatyczną kawę z palarni  Wyjaśniłam.
– Rozumiem. To prowadź  Zgodził się ze mną i chwycił pod lewe ramię. Zaprowadziłam go do dużego sklepu nie daleko jego samochodu. Wziął wózek i prowadził go. Z torebki wyciągnęłam listę. Zabierałam rzeczy z półki i dawałam do koszyka. Chciałam sięgnąć na wyższą półkę po jedną z przypraw lecz Maciek mnie ubiegł. Uśmiechnął się lekko. Zaburczałam pod nosem. Roześmiał się z mojego oburzenia. Gdy mieliśmy już wszystko, zapłaciłam za produkty i spakowaliśmy siatki.

– Aż dziwne  Stwierdziłam zaskoczona i obejrzałam się podejrzliwie na sklep i reklamówki.
– Co jest dziwne?  Zapytał. Skierowaliśmy się do samochodu.
– Tak szybko nam poszło w sklepie. Zawsze spędzam w nim minimum pół godziny jak nie więcej  Wyjaśniłam.
– Miałaś listę i pomocnika, dlatego poszło szybciej  Odparł. Doszliśmy do auta. Otworzył bagażnik i włożył zakupy. Objął mnie ramionami.  To teraz deser?
– Tak, chodź. Mam taką fajną cukiernię niedaleko. Pieką tam świetne ciasta i torty  Przeszliśmy przez pasy na drugą stronę ulicy. Minęliśmy kilka sklepów.



Rozdział osiemdziesiąty piąty

18:17

Rozdział osiemdziesiąty trzeci

Rozdział osiemdziesiąty trzeci
Do sypialni wleciało ciepłe poranne powietrze. Na horyzoncie zbierały się ciemne chmury. Miałam cichą nadzieję, że przejdą i nie będzie burzy. Nie chciałam, aby moi przyjaciele jechali w deszczu i zimnie. Poczułam dotyk na ramionach. Maciek oparł głowę na moim barku. Czułam jego ciepły oddech na karku. Objął mnie w pasie. Jego zarost drapał skórę.

– Coś się stało?  Spytał. Wskazałam na dalekie gęste obłoki. Były ciemne i niemal czarne.
– Martwię się tym. Burza może przyjść do nas a nie chciałabym, aby nasi przyjaciele jechali w deszczu i błyskawicach. To nie jest niebezpieczne. Droga śliska, mokra. Wiatr  Odpowiedziałam. Objął mnie mocniej.
– Nie bój się, burza przejdzie. Ja tak każę i tak będzie  Odparł żartobliwie. 
Uśmiechnęłam się lekko. Odwróciłam się do niego twarzą. Dalej mnie obejmował. Podobało mi się to, ale dalej miałam cierń w sercu związany z podaniem tabletek. Pogłaskał mnie po policzku zauważając mój smutek.
– O czym myślisz?
– Nic ważnego  Odpowiedziałam z żalem. Zmartwił się moimi słowami ale nie pytał ponownie. Nie chciałam mu mówić o cierniu w sercu który sam tam wbił, za to powiedziałam  Teraz trzeba ubrać się i jechać do sklepu po kilka rzeczy do potrawy i na deser. Musimy się wyrobić na 15.00. Przy zapiekance jest trochę pracy a jest godzina...  Spojrzałam na zegarek  Jest 10.15. Zdążymy objechać miasteczko i przygotować obiad  Dodałam. Zmarszczył brwi. Coś mu się nie zgadzało.
– Powiedziałaś „zdążymy objechać miasteczko”...  Stwierdził ponuro.
– Tak, pojedziemy po zakupy  Odparłam twardym głosem. Pokręcił głową gwałtownie.
– Nigdzie nie jedziesz. Zrobisz listę zakupów i pojadę do sklepu  Odrzekł twardo przerywając muskanie mojej szyi.
– Jadę  Odpowiedziałam stanowczo.
– Nie  Zaprzeczył.
– Tak  Nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie chce się zgodzić.
– Nie  Stał twardo przy swoim. Zmrużył oczy bo zaczynał się złościć.
– Tak  Odpowiedziałam szybko.
– Nie  Od razu odrzekł przyglądając mi się z irytacją.
– Nie  Zmieniłam front.
– Tak  Zgodził się nieświadomie.
– Dziękuję  Odpowiedziałam z triumfem w głosie.
– Kurwa  Wyrwało mu się wściekle. Zezłościł się, ponieważ dał się podejść przy szybkiej wymianie zdań. Miałam ochotę roześmiać się na jego reakcję.
– Maciek!  Zawołałam ze złością stukając go w ramię. Prosiłam go, żeby nie przeklinał przy mnie.
– Przepraszam!  Odpowiedział gwałtownie, przepraszająco  Nie pojedziesz!  Powtórzył z uporem.
– Pojadę  Stwierdziłam spokojnie. 
Czekałam, aż się uspokoi. Nie chciałam się z nim kłócić. Poczekałam jeszcze kilka minut. Puścił mnie i zaczął krążyć po pokoju. Zatrzymał się w połowie marszu patrząc na mnie. Teraz zobaczyłam w jego twarzy strach bo powróciły obawy. Zakuło mnie w biodrze, chyba ze zdenerwowania. Oparłam się o parapet mechanicznie pocierając biodro. Podszedł do mnie szybko i dotknął uda. Zatrzymałam dłoń. Popatrzył na mnie z wyrzutem. Pogłaskałam go uspokajająco po policzku.

– Maciek. Pojadę z tobą. Czy tego chcesz, czy nie  Oznajmiłam  Nie boli mnie noga i nic nie czuję. Obiecuję, jak tylko zacznie boleć, zostanę w samochodzie i będę czekała na ciebie. Również nie będę nosiła zakupów. Będziesz robił za tragarza.  Mówiłam opanowanym głosem. Widziałam na jego twarzy galopadę myśli. Próbował pogodzić się ze strachem o mnie i poczuciem winy. Nie przeszkadzałam mu w tym. Głaskałam jego dłoń, uspokajałam go. Po dłuższej chwili powiedział.
– Obiecujesz? Będziesz mnie słuchać? A jak będzie cię bolało, to od razu powiesz i zostaniesz w aucie?
– Obiecuję  Powiedziałam stanowczo. Skinął głową.
– Trzymam cię za słowo  Odparł.
Musnęłam jego usta w pocałunku. Odwzajemnił go. Uśmiechnęłam się lekko. Jeszcze przez chwilę miał troskę na twarzy. Ponownie uśmiechnęłam się do niego. Trzymał mnie za rękę. Stanęłam mocniej na prawej nodze. Pierwsze na palcach a później na pełnej stopie. Przyglądał mi się uważnie. Zgięłam nogę w kolanie. Poruszyłam ją w okrężnym ruchu. Zrobiłam ruch biodrami. Zakuło. Skrzywiłam się lekko. Chwycił mnie mocniej za ręce. Pokręciłam głową. Zrobiłam ruch biodra w drugą stronę. Spojrzałam mu w oczy.
– Nic mnie nie boli. Mogę jechać, ale wezmę kulę ze sobą. Będzie lepiej  Oświadczyłam.
– Dlaczego się skrzywiłaś?
Jak poruszyłam w prawo biodrem, to mnie zakuło. Jak ruszyłam w lewo to już nie. Teraz stoję na całej stopie, nic nie boli ani nie kuje  Wyjaśniłam. Skinął głową  Musimy się przebrać, przecież nie pojedziemy w piżamach  Uśmiechnął się lekko. 
Przytaknął i wyszedł z pokoju zostawiając uchylone drzwi. Zastanawiałam się co na siebie włożyć. Zerknęłam za okno. Świeciło słońce ale za horyzontem dalej widziałam ciemne chmury które zbliżały się do wsi. Może w nocy będzie burza. Wzięłam zieloną atłasową tunikę i krótkie spodenki. Do małej torebki włożyłam portfel i kilka drobiazgów. W łazience przemyłam twarz i nałożyłam lekki makijaż. Spięłam włosy z tyłu srebrną szpilą. Użyłam perfum i wyszłam z łazienki wpadając w ramiona Maćka. Jego wzrok zrobił się zamglony i na ustach zabłąkał się uśmiech gdy poczuł moje perfumy. Musnęłam jego wargi. Jęknął i wrócił do rzeczywistości. Próbował uspokoić oddech. Przyglądnęłam się jego ubraniu. Miał na sobie zieloną koszulę z krótkim rękawem i lekkie spodnie z jasnego materiału. Odpięta koszula odsłaniała tors. Przytrzymał mnie w pasie. Skierowałam się w stronę kuchni. Zrobiłam krok, potem następny. Podtrzymywał mnie w pasie.

– Maciek, poradzę sobie. Idź, łazienkę odwiedź  Poprosiłam.
– Na pewno?
– Na pewno. Zrobię listę zakupów a to nie wymaga wysiłku  Skinął głową i wyszedł z kuchni. Odetchnęłam. Otworzyłam lodówkę i przyglądnęłam się produktom. Z szafki wzięłam małą karteczkę i zaczęłam spisywać potrzebne produkty na zapiekankę. Maciek wyszedł z łazienki. Zatrzymał się patrząc mi przez ramię. Pachniał wodą po goleniu i swoim egzotycznym zapachem. Był piękny, zniewalający, pociągający. Zerknął na kartkę.
– Niedużo trzeba  Stwierdził.
– Tak, jedziemy?  Wyszłam z kuchni. Zabrał kluczyki do samochodu. Wzięłam komórkę oraz kulę. Sięgnął po swój telefon i włożył do kieszeni spodni.
– Gotowa?  Przytaknęłam. 
Przepuścił mnie na schodach. Zamknął drzwi za sobą na klucz. Stanęłam na ostatni stopniu. Minął mnie i poszedł do garażu.



13:35

Rozdział osiemdziesiąty drugi

Rozdział osiemdziesiąty drugi
Usiadłam gwałtownie na łóżku. Miałam przyspieszony puls a serce kołatało w piersi. Zimny pot spływał mi po ciele. Potarłam twarz. Coś mi się śniło. Usłyszałam kroki na korytarzu. Uchyliły się drzwi do mojego pokoju. Maciek gdy zobaczył mój strach i przerażenie podszedł szybko do łóżka. Przysiadł tuż obok i objął ramionami. Nie wiedziałam dlaczego drżałam. Gładził mnie po włosach a później po plecach. Nagle przypomniałam sobie, co mi się śniło. To był sen z Filipem. Tylko teraz w innej scenerii. Stałam zapłakana nad grobem Filipa. Był obok i obejmował mnie zimnymi ramionami szeptając coś do ucha. Chciałam się do niego przytulić. Odsunął się ze smutkiem. Odchodził coraz dalej. Pomachał mi ręką na pożegnanie. Uśmiechnął się jeszcze z zadowoleniem i zniknął w ciemnym grobie. Poczułam łzy na policzkach. Już wiedziałam, co mi powiedział: Żegnaj Lady. Rozpłakałam się z rozpaczy. Serce rozpadało się na kawałki. Maciek siedział i wciąż mnie obejmował. Nie mogłam się uspokoić. Przytulił mnie jeszcze mocniej, jakby chciał mnie chronić. Bałam się przyznać przed samą sobą, co mógł oznaczać ten sen. Filip pożegnał mnie i był z czegoś zadowolony. Tylko z czego, co ja takiego zrobiłam? Olśniło mnie. Był zadowolony z tego, że mógł odejść w spokoju. Musiałam zrobić coś, co go uspokoiło. Filip nigdy nie pozwolił mi być samej. Zawsze wiedziałam, że przy mnie trwa i jest bez względu na odległość. Teraz pomachał mi na pożegnanie. Tylko był szczęśliwy. Filip zaakceptował Maćka. Odszedł, bo wiedział, że się mną zaopiekuje. Płakałam dalej. Nie mogłam złapać oddechu. Maciek odsunął się troszkę i sięgnął po coś na szafce. Podał mi kubek wody. Upiłam łyk. Kubek trochę się przechylił gdy zadrżały mi ręce. Maciek go złapał, zanim wylała się zawartość. Woda miała dziwny posmak. Spojrzałam na szafkę. Stała tam butelka z wodą. Przedtem obok niej leżała połówka tabletki na serwetce. Teraz jej nie było. Popatrzyłam na Maćka zaszokowana tym co zrobił. Jednocześnie poczułam senność. Powoli położył mnie na łóżku. Miałam bezwolne ręce i ciało a powieki zrobiły się ciężkie. Poczułam jeszcze jak przykrywa mnie kocem i głaszcze po policzku.
****
Otworzyłam powoli oczy. Moja głowa spoczywała na klatce piersiowej Maćka. Jego ręka obejmowała mnie w talii. Przypomniała mi się sen o Filipie. Zakuło mnie serce i poczułam pieczenie w kącikach oczu. Potarłam powieki. Jednocześnie ogarnęła mnie złość na Maćka. Jak mógł mnie tak uśpić? Przecież mówiłam. Muszę uważać na te tabletki. Dlaczego mnie nie zapytał o pozwolenie? Byłam wdzięczna za opiekę, to wiedziałam na pewno. Gdyby go nie było, nie wiem, jakbym zasnęła. Właściwie jakim cudem wiedział, że się przebudziłam? Pogłaskałam go po torsie. Miał na sobie biały podkoszulek. Pod kołdrą czułam jego jedwabne spodnie. Zamruczał coś cicho. Poprawił rękę na moim ramieniu i mocniej się przytulił. Musiałam pomyśleć w ciszy. Zerknęłam na zegarek stojący na szafce. Dochodziła 6.00 rano. Maciek musiał odpocząć. Ciekawa byłam, jak długo pilnował, żebym znów się nie obudziła. Domyśliłam się, dlaczego tak krótko spałam. Tabletka zadziałała słabiej bo dał mi mniejszą połówkę i więcej wody. Tylko nie umniejszało to jego winy. Podał tabletkę nasenną bez mojej zgody. Maciek jest nieprzewidywalny, pomyślałam. Jak mogłam mu zaufać? Gdy bez mrugnięcia okiem podał mi tabletki nasenne. Nie posłuchał mnie gdy go o to prosiłam. Nie wiedziałam co mam zrobić. Przemilczeć to, co zrobił? Czy zrobić awanturę, która skończy się zranieniem? Jak się z nim pokłócę, to poczuje się winny i odejdzie. Tylko jak nic teraz nie zrobię, to znów mnie uśpi bez pytania. Ponownie poprawiłam się w łóżku. Podciągnęłam kołdrę na siebie jednocześnie przykrywając Maćka. Odwrócił się twarzą do mnie. Miałam wielką ochotę go pogłaskać po włosach. Wysunęłam rękę spod kołdry. Delikatnie musnęłam jego włosy. Zauważyłam mały zarost na twarzy. Ciekawa byłam, jakby wyglądał z brodą. Wolałam, żeby mężczyźni mieli gładkie policzki. Nie lubiłam drapania podczas pocałunków. Wróciłam myślami do snu o Filipie. W nocy czułam ból i smutek. Żal rozrywał na strzępy moje serce a smutek obejmował myśli. Rozpacz wbijała zimne szpile w serce. Odczuwałam jeszcze spokój, bo Filip odszedł szczęśliwy. Jego uśmiech zapamiętam na zawsze. Wiedział o Maćku. Chciał, żebym zaczęła żyć z nim i żebym go pokochała tak jak kiedyś jego. Poczułam łzy w oczach i szybko je starłam. Maciek poruszył się niespokojnie otwierając oczy. Zauważyłam cienie pod powiekami. Zsunęłam się trochę, żeby miał miejsce. Przytrzymał mnie i zaczął głaskać po włosach. Dotknęłam jego piersi. Palcami rozczesywał pasemka i pozwalał im opadać na moje ramię. Milczał. Poruszyłam się trochę. Podniosłam głowę i oparłam na ręce. Chciałam od razu wyjaśnić sprawę tabletek. Nie mogłam pozwolić sobie na przemilczenie tak ważniej dla mnie sprawy. Musiał wiedzieć, że nadszarpnął moje zaufanie. Obiecywał. Jak ja mam mu ufać, jak mnie nie słucha?

– Maciek...  Zaczęłam mówić cicho. Nie mogłam odczytać żadnych uczuć z jego twarzy  Maciek. Proszę, nigdy więcej nie podawaj mi tabletek nasennych, bez mojej zgody. Nawet jak nie będę w stanie ci powiedzieć. Mówiłam, te tabletki są silne. Poinformowałam cię o moim strachu przed nimi. Obiecałeś. Mówiłeś, zaufaj mi i zrobiłam to. Jestem wdzięczna, gdy byłeś ze mną w nocy. Dlaczego mnie nie zapytałeś? Prosiłam. Nadszarpnąłeś moje zaufanie. Nie utraciłeś go całkowicie, ale teraz będę bała się prosić cię o cokolwiek. Ponieważ nie wiem, czy mogę zaufać na tyle, bym znów powierzyła ci coś związanego z moim zdrowiem  Nie odpowiedział. Poczułam gorycz w sercu. Musiałam mu to powiedzieć. Dla mnie zaufanie było czymś więcej. To na zaufaniu opierał się każdy związek. Przestał bawić się moimi włosami. Odwróciłam wzrok i spróbowałam wstać. Chwycił mnie w pasie i posadził z powrotem na łóżku. Popatrzyłam na niego ze złością. Trzymał mnie mocno w talii. Zaczęłam się szamotać. W końcu się poddałam. Nie patrzyłam mu w oczy bo odwróciłam się plecami. Byłam zła o te tabletki. Bolało mnie to, że musiałam mu powiedzieć przykre słowa. Jak ja mam mu teraz uwierzyć? Prosiłam. Teraz będę patrzeć na wszystko, co będzie obiecywał z podejrzliwością. Miał być moją opoką. Mieliśmy się wspierać. Co ja miałam zrobić? Wybaczyć? Jak? Dlaczego miałabym to zrobić? Poczułam dłonie na ramionach. Odsunęłam się bo nie chciałam, żeby mnie dotykał. Miałam łzy w oczach a szloch wstrząsnął ciałem. Niby tylko podał mi tabletki... Lecz zignorował mnie i moją prośbę. Dlaczego popełnił ten głupi błąd? Mówiłam, wystarczy raz nadwyrężyć moje zaufanie. Zranić a odchodzę. Nie przeżyję tego drugi raz. Nie chcę czuć znów rozpaczy, żalu, smutku. Doprowadził do tego. I to wtedy gdy zaczęłam się w nim zakochiwać. Gdy zaczęłam czuć przy nim spokój, radość, szczęście. Rozpłakałam się na dobre. Łzy spłynęły mi po policzkach. Nie mogłam ich powstrzymać. Objął mnie ramionami. Teraz ich nie strząsnęłam. Poczułam jego kłujący policzek na barku. Pocałował mnie szorstkim policzkiem.

Pati, wysłuchaj mnie. Proszę cię. Pozwól mi powiedzieć  Rzekł z bólem w głosie  Odpowiedzieć na nie zadanie pytania, które masz w głowie  Nie odezwałam się, opanowałam szloch. Kontynuował  Przepraszam. Obejmując cię, nie mogłem patrzeć na twoje cierpienie. Twój płacz powodował, że chciałem jak najszybciej uszczęśliwić ciebie. Nie mogłem patrzeć na żal w twoich oczach. Nawet nie wiedziałem, dlaczego rozpaczasz. Zobaczyłem tę tabletkę. Byłaś tak bardzo roztrzęsiona i nie mogłaś złapać tchu. Bałem się, że coś ci się stanie. Podjąłem decyzję. Nie wiedziałaś za bardzo co się wokół dzieje. Tak bardzo rozpaczałaś. Nawet nie zauważyłaś, kiedy ją wrzuciłem. Twoje łzy sprawiały ból do tego czułem się bezsilny. Wiem, obiecałem. Nie byłabyś w stanie odpowiedzieć, czy chcesz zasnąć w spokoju. Postanowiłem podać tabletkę. Wolałem, abyś się wściekała rano. Wiedziałem, jak ważny jest dla ciebie sen. Po tym nie zasnęłabyś spokojnie  Nie odpowiedziałam. Wytarłam zapuchnięte oczy. Czułam jego ciepłe ciało. Ręce na moich biodrach.
– W nocy przyśnił mi się Filip  Odpowiedziałam łamiącym się głosem  Stałam przy jego grobie. Podszedł do mnie i objął zimnymi ramionami. Powiedział: Żegnaj Lady. Uśmiechnął się jeszcze i pomachał ręką na pożegnanie. Później zniknął w grobie. Odszedł. Pożegnał się ze mną i zniknął. Wtedy się obudziłam. Miałam w sercu pustkę. Po chwili wypełniła je zimna rozpacz. Filip odszedł. Wiedział, że staję się przy tobie szczęśliwa. Wiedział o tobie i zaakceptował to. Gdy zrozumiałam to, poczułam wszechogarniający żal. Odszedł i już nie wróci. Chyba nie będę miała już z nim snów. Pożegnał się i odszedł  Powtórzyłam. 
Znów łzy spływały mi po policzkach. Maciek odwrócił mnie do siebie. Otarł moje łzy. Położyłam głowę na jego torsie. Głaskał mnie po włosach. Jego dotyk zaczął mnie uspokajać. Leżeliśmy w łóżku. Ja pogrążona w ponurych myślach. Nie powiedział nic. Pragnęłam, dowiedzieć się co czuje.

– Co czujesz?  Zapytałam cicho łamiącym się głosem.
– Smutek  Odpowiedział po chwili.
– Dlaczego?
– Ponieważ zawiodłem twoje zaufanie. Jednocześnie boję się, że mi nie wybaczysz i będziesz trzymała na dystans. Nie zdradzisz swoich uczuć, bojąc się, że znów cię zawiodę. Wiem, nie powinienem dawać tych tabletek. Tylko wtedy byłaś tak zrozpaczona. Nie widziałem innego sposobu, aby ulżyć ci w cierpieniu. Postąpiłem wedle własnego sumienia. Miałem świadomość tego, co poczujesz później do mnie. Byłem świadomy twojej złości. Chciałem ulżyć w smutku. Nic więcej.  Słyszałam w jego głosie rozgoryczenie. Nie poprosił o wybaczenie. Postąpił, jak uważał za słuszne. Działał pod wpływem chwili i impulsu. Nie byłam pewna, czy mogę wybaczyć. A jeśli postąpi tak samo jeszcze raz? Nie chciałam, żeby cierpiał. Przecież nic takiego się nie stało. Przespałam spokojnie noc a on czuwał przy mnie. Nawet chyba nie spał. Jego cienie pod powiekami mówiły wszystko. Musiał długo pilnować, żebym się nie zbudziła. Kosztem własnego snu. Poczułam jego rękę na twarzy. Spojrzałam mu w oczy. Nie żałował, tego, co zrobił. Smuciło go, to co musiał uczynić.

– O czym myślisz?  Zapytał, głaszcząc mnie po policzku. Zamknęłam oczy. To było takie przyjemne uczucie.
– Myślałam o tym, co powiedziałeś. Dlaczego to zrobiłeś, podając tabletkę. Trochę mi zajmie czasu pogodzeniem się, z tym. Nie wiem, ile to potrwa  Odpowiedziałam szczerze. Naprawdę nie wiedziałam ile mi czasu zajmie ponowne zaufanie w pełni. Skinął głową. Poruszyłam się i wstałam. Nie zatrzymywał mnie. Obserwował, co robię  Mamy dziś gości. Jeśli chcesz się wyrobić, lepiej wstawaj i weź kąpiel oraz pozbądź się igiełek  Powiedziałam ze smutnym uśmiechem. Odwzajemnił go i machinalnie potarł policzki. Odsunął kołdrę i potarł kark  Masz zakwasy? Boli cię kark?  Zapytałam.
– Nie. Tylko śpiąc z tobą, leżałem w dość niewygodnej pozycji  Wyjaśnił  Nie chciałem się za bardzo wiercić. Bardzo lekko spałaś. Wydawało mi się, że te tabletki mają cię uśpić. Każdy mój ruch powodował jakąś reakcję. Mamrotałaś lub mocniej się przytulałaś. Czuwałem nad tobą i trochę było mi niewygodnie  Odparł, ponownie pocierając kark.
– Tabletka nie zadziałała, bo za bardzo rozpuściła się w wodzie. Po prostu za mała dawka na taką ilość wody. Ona pomogła mi tylko zasnąć a nie trzymać we śnie  Odpowiedziałam. Przeszłam przez łóżko i usiadłam obok niego  Odwróć się  Poprosiłam  Postaram się pomóc  Zrobił to  Ściągnij podkoszulek  Dodałam. 
Uśmiechnął się z błyskiem w oku. Pokręciłam głową. Ściągnął podkoszulek i odłożył go obok. Poprawiłam się na łóżku i usiadłam na kolanach. Delikatnie dotknęłam jego ramion. Zaczęłam powoli ugniatać ciało. Masowałam wolno z okrężnymi ruchami mięśnie. Poczułam, rozluźniające się sploty. Poruszył się niespokojnie. Przestałam masować.

– Boli?  Zapytałam zaniepokojona.
– Nie. Masz wspaniałe dłonie. Tyle w nich delikatności i uczucia. Twój dotyk budzi rozkosz. Pobudzasz ciało do życia  Odpowiedział cicho  Proszę, masuj dalej  Wróciłam do masowania.  Teraz mocniej ugniatałam skórę na barkach. Przesunęłam dłonie wyżej. Objęłam jego kark. Odchylił głowę do tyłu. Kciukiem i palcem wskazującym chwyciłam kręgi. Kciukiem zaczęłam masować kręg na szyi. Nacisnęłam kilka punktów na jego karku. Jęknął. Przerwałam. 
– Nie przerywaj. Poczułem ulgę na karku bo nacisk zelżał  Powiedział i wróciłam do masowania. 
Zataczałam coraz szersze kręgi. Doszłam do kręgu przy samej głowie. Delikatnie nacisnęłam punkt pod głową. Pomasowałam jeszcze chwilę i odsunęłam się od niego. Potarłam mrowiące ręce. Pewnie przez masaż. Odwrócił się do mnie patrząc w oczy. Odwróciłam wzrok. Chciałam zejść z łóżka. Chwycił mnie za rękę zatrzymując w połowie ruchu. Czekałam, aż coś powie. Jego twarz była nieruchoma. W końcu był aktorem. Mimikę twarzy opanował idealnie. Nawet oczy nie wyrażały nic, co mogłoby mnie nakierować o jego uczuciach. Odsunęłam rękę. Ponownie mnie złapał.
Poczekaj  Powiedział  Dziękuję ci za masaż. Ten wczorajszy również. Nawet nie wiesz, jaką ulgę poczułem. Mięśnie piekły mnie od dwóch dni. Myślałem, że mi przejdzie, jak będę regularnie ćwiczył ale nic to nie dało. Starałem się ograniczać ruchy. Później wyskoczyłaś z dość ciężkim treningiem tańca. Pogłębiło to zakwasy. Dlatego zaprotestowałem. Masowałaś tak fachowo, delikatnie. Twoje ręce rozluźniały mięśnie niemal na każdym skrawku mojego ciała. Poczułem ulgę i rozluźnienie. Byłem zmęczony, ale ból mięśni odszedł  Skinęłam głową  Zasnąłem. Byłaś tylko ty i twoje ręce. Znalazłem się w chmurach. Dzięki tobie. Dziś również odegnałaś ból w karku. Dziękuję ci  Pocałował mnie w dłoń. Mogłam tylko skinąć głową. Wzruszyły mnie jego słowa i sprawiły przyjemność. Odsunęłam rękę.

– Nie ma za co...  Odpowiedziałam cicho.
– Oczywiście, że jest!  Zawołał  Nie rozumiesz. Poczułem przyjemność, jakiej nie miałem od dobrych kilku lat. Ogarnął mnie spokój, który odczuwałem podczas obecności Julii. Była moją ostoją. Uspokajała. Przy niej wracały mi siły, humor. Odzyskiwałem pozytywne emocje i wracała wena twórcza. Mogłem dalej ćwiczyć rolę oraz czerpać z niej radość. A wczoraj i dziś ty to uczyniłaś. Co prawda w inny sposób, ale również skuteczny  Mówił to, entuzjazmem którego wcześniej nie widziałam. Byłam zadowolona, że sprawiłam mu przyjemność. Odsunęłam się powoli i zeszłam z łóżka. Siedział dalej i patrzył na mnie. Zaczęło mnie to krępować. Podeszłam do okna. Na zewnątrz świeciło słońce.



Copyright © 2016 Życie w rytmie tanga , Blogger