18:51

Rozdział siedemdziesiąty pierwszy

Rozdział siedemdziesiąty pierwszy
Maciek trener poszedł za mną i usiadł na kanapie. Za parawanem przebrałam się w sukienkę i spięłam włosy. Usiadłam obok trenera. Obserwował mnie uważnie. Założyłam buta na lewą nogę i zapięłam paski. Gorzej było z prawą nogą. Próbowałam zgiąć nogę. Zabolało mnie biodro. Syknęłam.

– Pomóc?  Zapytał. Skinęłam głową. Uklęknął przede mną i założył buta.
– Dziękuję. Trochę mi głupio, bo muszę prosić o pomoc w takiej prostej czynności  Wytłumaczyłam się speszona.
– Nie ma za co. Nic się nie stało. Przecież jesteś poturbowana. Co zrobiłaś w rękę?  Wskazał na bandaż. 
Usiadł ponownie obok mnie. Z torebki wyciągnęłam tabletki przeciwbólowe. Rozglądnęłam się w poszukiwaniu wody. Wstał i nalał wody mineralnej do kubka. Podziękowałam i zażyłam tabletki.
– To tylko żeby nie bolało mnie za bardzo. Przecięłam się szkłem z roztłuczonej szklanki  Wyjaśniłam, trener popatrzył na mnie. Widziałam jego wątpliwości  Naprawdę mogę tańczyć. Tylko nie trudne kroki. Żadnych przechyłów, ukłonów  Skinął głową  Chodźmy, chłopaki pewnie czekają. Jestem ciekawa ich tańca.
– Zdziwisz się, bardzo dobrze im idzie  Powiedział  Będziemy musieli trochę zaczekać. Kurs podstawowy trochę się przedłużył  Wstałam z kanapy i oprałam na kuli. 
Trener otworzył drzwi kantorka i pomógł mi wyjść. Stanęliśmy przed ladą recepcji. Oparłam się bokiem o kontuar. Marlena wciąż wpatrywała się komputer, zignorowałam ją, Antonio również. W salach grała muzyka. Panowie jeszcze nie wyszli z szatni. Trochę mnie to zdziwiło. Antonio wzruszył tylko ramionami. Skierowałam się w stronę dużej sali. Wejście do niej nie miało drzwi, tylko zasłonę z koralików. Kanapa była tuż obok wejścia. Usiadłam na skraju i zaglądnęłam do sali. Było tam kilka par. Kurs prowadziła Magda. Pary stały w ramie. Dziewczyny odchyliły głowę w lewo. Czyli będą tańczyć walca wiedeńskiego. Jedna z par miała idealną ramę. Tylko teraz liczyło się, to czy utrzymają ją do końca tańca. Magda chodziła między nimi i poprawiała postawę. Pary często się śmiały. Stały w pozycji wyjściowej. Magda podeszła do laptopa i włączyła muzykę. Popłynęły delikatne nuty walca wiedeńskiego. Bardzo dobrze było słychać trzeci takt. Pary wzięły rozbieg. Czyli zrobiły kilka kroczków w bok. Później niemal równocześnie obróciły się o sto osiemdziesiąt stopni. Panowie wyszli z prawej nogi. Zaczęli się obracać. Nie do końca tak było. Tańczyli w okręgu i bardzo dobrze im szło. Jedna z par nie nadążała za tempem i rytmem. Musieli jeszcze sporo poćwiczyć. Tym tancerzom brakowało jednego. Lekkości w krokach. Widziałam co jakiś czas, jak podnoszą się dość sztywno. Co powodowało zmianę rytmu. Walc wiedeński wymaga płynności ruchów. To jest jak pływanie. Najważniejsza jest praca stóp. Nie ma czasu na unoszenie się, tak jak w walcu angielskim. Z zamyślenia wyrwało mnie dotknięcie w ramię. Odwróciłam się i spojrzałam prosto w oczy Maćka. Za nim stali Paweł z Krzyśkiem. Trener zniknął. Maciek wskazał na salę.



– Też tak tańczyłaś?  Zapytał. Pary skończyły tańczyć i słuchali wskazówek Magdy.
– Tak  Odpowiedziałam krótko. Nie chciałam przywoływać smutno  wspaniałych wspomnień. 
Tancerze zabrali swoje rzeczy i wychodzili z sali. Magda wyszła na końcu. Większość par poszła do swoich szatni. Magda stanęła w wejściu. Uśmiechnęła się szeroko i rozłożyła ręce. Wstałam i przywitałam się z nią. Mocno mnie przytuliła.
– Witamy z powrotem wśród żywych  Powiedziała wesoło. Odsunęła się trochę ode mnie i otaksowała wzrokiem.
– Ja również się cieszę na twój widok. Od razu mówię, będę tańczyć na pół gwizdka. Czuję się dobrze. Już tak nie boli  Stwierdziłam. Skinęła tylko głową.
– Mam nadzieję. Panowie nie mogli się doczekać, kiedy będą z tobą tańczyć. Już im nie wystarczałam  Powiedziała z udawanym smutkiem. Odwróciłam się do chłopaków.
– Ładnie to tak, Magdę odtrącać? Jedną z najlepszych tancerek i trenerek. Wiecie co...  Panowie uśmiechnęli się niby skruszeni.
– To nie tak... Magda jest wspaniałą tancerką, cierpliwą i wesołą trenerką. Tylko brakowało nam ciebie  Odparł Paweł. Roześmiałam się z jego wykrętu.
– Ale słodzicie... Dobrze, chodźmy na salę. Czas ucieka. Gdzie jest Antonio?  Pokręcili głowami. 
Magda przeszła obok i poszła do kantorka. Po chwili wyszła z Antonio. Rozmawiał przez telefon. Pokazał palcem, jeszcze minutę. Skinęłam głową i weszłam do sali. Usiadłam na kanapie w rogu. Chłopcy weszli za mną i również usiedli. Magda też przyszła.
– Paweł i Maciek zacznijmy od razu  Zwróciłam się do nich  Musicie pokazać, czego się nauczyliście. Magda mogłabyś z nimi zatańczyć?  Zgodziła się od razu. 
Paweł wstał pierwszy. Magda podeszła do laptopa i włączyła muzykę walca angielskiego. Zaczęli tańczyć. Paweł lekko ją nadepnął. Później poszło mu płynniej. Trochę się garbił. Pewnie przez wzrost, który mu przeszkadzał. Zrobił z Magdą ładną wirówkę. Brakowało tylko unoszenia na trzeci takt. Zrobili ostatnią figurę z ukłonem. Paweł pochylił się za bardzo do przodu i prawie upadł na Magdę. Byłam w lekkim szoku. Nie wiedziałam, że tak szybko pojmie kroki. Teraz tylko trzeba ćwiczyć układ. Jeszcze trochę szwankował w krokach w otwartej ramie. Paweł usiadł obok mnie.

– Nawet nieźle. Tylko teraz trzeba ćwiczyć zapamiętywanie kroków. Musisz się też wyprostować. Nie bój się, dostanę do twojej ramy  Stwierdziłam. Skinął głową.
Teraz wstał Maciek i podszedł do Magdy. Zmieniła muzykę walca na rytmiczną kubańską melodię. Zapatrzyłam się na Maćka. Jego ruchy były pełne emocji, zmysłowości. Przy przejściu „hand to hand” nie zrobił podstawowego kroku i ruchu biodrami. Magda przeszła za nim i zrobiła obrót. Nie zrobił kroku i niemal wpadli na siebie. Uśmiechnął się przepraszająco. Magda tańczyła dalej. Stanęła przed nim i zrobiła kukaraczę. Maciek znów nie zrobił ruchu biodrami. Magda zrobiła dwa kroki do przodu, on za nią. Później zrobiła szybki obrót na stopie i stanęła przed nim. Pochylił się lekko i zrobili ukłon z boku. Za głęboko, Magda straciła równowagę upadając na parkiet. Maciek przepraszając pomógł jej wstać. Zaśmiała się i pokręciła głową. Był bardzo poruszony tym, co się stało. Podeszli do nas i usiedli na kanapie. On jeszcze raz przeprosił Magdę. Do sali wszedł trener. Zwróciłam się do Maćka.

– Co blokuje twoje ruchy bioder?  Zapytałam. Zmarszczył brwi. Zapytałam inaczej  Gdy Magda przechodzi za tobą, musisz robić okręgi biodrami. Antonio o tym nie mówił? Bo teraz wyglądało to na kłodę, nie jak taniec zmysłów.
– Mówiłem mu o tych biodrach. Nie wiem, co go blokuje. Zresztą większość tancerzy ma z tym problem  Wtrącił Antonio. Pokiwałam głową. Maciek zbliżył się do mnie.
– Nie wiedziałem. Biodra mają aż takie znaczenie? Chciałem się skupić na krokach i choreografii  Wyjaśnił.
– Ruch bioder nadaje rumbie zmysłowości, pożądania. Nie możesz stać jak kołek, gdy tancerka kręci przed tobą biodrami. To jakby była obraza dla kobiety. Ona wdzięczy się przed tobą, pokazując swoje walory kusząc ciałem. Ty też musisz ją zaciekawić. Pokazać zainteresowanie. Ukaż swoją wrażliwą stronę, romantyczną. Ja rumbę uważam za grę wstępną. Zaproszenie do łóżka  Antonio się roześmiał, Magda również. Maciek wpatrywał się we mnie zamglonym wzrokiem. Speszyłam się a Paweł i Krzysiek wybuchnęli śmiechem. Popatrzyłam na nich. Nie wiedziałam, z czego się śmieją  Co ja takiego powiedziałam?

– Maciek i wrażliwa strona...  Odparł Krzysiek ze śmiechem. Maciek zmieszał się jego oceną. Zamachałam rękami.
– Paweł ty się nie śmiej. W tangu jest niemal to samo tylko w innym kontekście  Odparłam. Paweł przestał się śmiać i chrząknął ze skrępowaniem.
– Chyba żartujesz...
– Nie, w tangu też jest pożądanie, romantyczność i miłość. Tango to walka o zainteresowanie się sobą. Mężczyzna w tangu walczy o swoją kobietę, o jej uwagę. Jest zazdrosny o to, że mogłaby mieć innego. Facet w tym tańcu jest zaborczy. W naszym tangu, mężczyzna nie może znieść myśli o kochanku. Dlatego jest romantyczny, wrażliwy, czuły. Chce pokazać, swoją wyższość nad drugim mężczyzną. Jednocześnie mówi: ty jesteś moja nikogo innego  Trenerzy parsknęli śmiechem na widok miny Pawła. Klasnęłam w dłonie i wstałam  Dobrze, zabieramy się do pracy. Mamy mało czasu. Przecież koło 17.00 ma przyjść mecenas Piotr. Maciek i Paweł wstał. Krzysiek dalej siedział na kanapie.
– Poobserwuje was i zobaczę czy czegoś nie dodamy do scen  Skinęłam głową. Trener i Magda również wstali. Przeszliśmy na środek sali.
– Zacznę tańczyć z Pawłem  Powiedziałam  Magda mogłabyś poćwiczyć z Maćkiem. Potem się wymienimy, ty  wskazałam na Antonio  Poprawiaj nas i mów co robimy źle  Zgodzili się ze mną. Podeszłam do Pawła. Stanęłam przed nim. Widziałam, że jest trochę zdenerwowany  Nie bój się, nie gryzę  Odparłam. Stanął i zrobił ramę. Poprawiłam mu ramiona i lekko odchyliłam głowę. Mocno chwycił mnie za prawą dłoń. Poluzowałam ją  Za mocno mnie trzymasz, rozluźnij się  Poluzował chwyt  Zegnij lekko nogi w kolanach  Poleciłam  Nie za nisko, to nie tango. Wyprostuj kręgosłup. Nie martw się, dopasuję się do siebie  Przesunęłam się trochę w lewo. Teraz było dobrze  Więc zaczynamy, od prawej nogi, raz...  Zrobiliśmy krok do tyłu, potem następny. Zatrzymaliśmy się na palcach. Udało się  Paweł nie wstrzymuj oddechu, bo się udusisz. Oddychaj spokojnie  Wtrąciłam. Opadliśmy dość nisko przy trzecim kroku. Teraz nadszedł czas na wirówkę. Paweł odchylił się, robiąc mi miejsce. Zrobiłam krok do przodu. Tylko Paweł w połowie drogi stanął. Potknęłam się o jego stopę. Złapał mnie mocniej. Zatrzymałam się  Jeszcze raz wirówka. To ty prowadzisz. Musisz się odsunąć, żebym mogła przejść obok ciebie. Nie możesz zatrzymać się w połowie.

– Tylko to trudne, zrobić skręt ciała w prawo i jednocześnie usunąć ci się z drogi  Wtrącił.
– W wirówce wystarczy, jak odchylisz się w skręcie i odsuniesz nogę. Ja już sobie poradzę. Mam wprawę  Odparłam. 
Znów stanęliśmy w ramie. Teraz nie musiałam jej poprawiać. Zaczęliśmy tańczyć. Gdy doszliśmy do wirówki, Paweł zrobił skręt i usunął nogę. Zrobiłam krok do przodu i się obróciłam. Uśmiechnęłam się zadowolona. Wirówka nam wyszła. Paweł też był zadowolony. Rozluźnił się, zwolnił uścisk na mojej dłoni. Po wirówce były kroki po kwadracie. Tu było dobrze, tylko brakowało rytmu oraz podnoszenia.
– Paweł, kroki masz dobre. Tylko pamiętaj, jest raz  Zrobiłam sama krok do tyłu. Na zgiętej nodze  Dwa  zrobiłam krok w bok  „iii”  To „i” jest niesłyszalne, ale jest. To „i”, gdy stajesz na palcach. Jest to taki oddech przed opadnięciem na trzy. Pokażę ci  Zatańczyłam kroki po kwadracie z opadaniem. Paweł się przyglądał i patrzył na moje stopy  Jeśli chcesz, możemy liczyć kroki. To nie jest problem.
– Dobrze  Powiedział i stanęliśmy w ramie. 
Zaczęliśmy tańczyć od początku układu. Liczyłam kroki, teraz poszło nam o wiele lepiej. Paweł unosił się i opadał, ja razem z nim. Wirówka wyszła nam niemal idealnie. Zaciął się przy liczeniu. Później w krokach po kwadracie również poszło nam lepiej. Teraz przyszedł czas na pokłon. Paweł stanął i wyciągnął dłoń. Zrobiłam obrót, chwycił mnie w pasie, tak jak powinien. Lekko się pochylił nade mną. Poczułam ukłucie w biodrze. Skrzywiłam się, chwyciłam go mocniej za bark, żeby się wyprostować. Zorientował się, co się dzieje i wyprostował razem ze mną. Przytrzymał mnie przez chwilę. Stanęłam na lewej nodze. Prawą zgięłam i stanęłam na palcach. Czułam kłucie w biodrze. Trener podszedł do nas. Magda i Maciek przestali ćwiczyć. Maciek dotknął mojego ramienia.

– Stało się coś? Bardzo cię boli?  Zapytali jednocześnie obaj Maćkowie. Odsunęłam się trochę od Pawła. Za to Maciek się do mnie przysunął i musnął szyję.
– Nic się nie stało. Właśnie poznałam granicę, do której mogę tańczyć  Wyjaśniłam  Poczułam ukłucie w biodrze, gdy robiliśmy ukłon z Pawłem  Zwróciłam się do niego  To nie twoja wina. Dobrze wykończyłeś figurę  Skinął głową. Widziałam, że się wystraszył. Myślał, że mi coś zrobił  To teraz zamiana. Rumba jest spokojniejsza. Mamy mało czasu. Chciałam dwa tańce dziś zrobić  Odparłam. Odwróciłam się do Maćka. Dalej trzymał mnie za ramię. Odsunęłam jego rękę  Chodź, teraz z tobą zatańczę. A Magda z Pawłem  Przeszliśmy trochę dalej, żeby zrobić miejsce do tańczenia. Popatrzyłam na niego. Zbliżył się do mnie.
– Na pewno możesz tańczyć?  Zapytał cicho.
– Tak. Teraz wiem, co mogę tańczyć  Odpowiedziałam  Zatańczmy  Stanęliśmy przed sobą. 
Maciek wyciągnął do mnie rękę. Wystawiłam prawą nogę. Zrobiłam krok do przodu. Zbliżyłam się do Maćka. Obróciłam się do niego bokiem. Stanęłam na prawej nodze. Maciek wyciągnął rękę. Przeszłam i zrobiłam obrót. Maciek znów nie zrobił nic z biodrami. Puściłam go i stanęłam przed nim.
– A biodra gdzie? Ruszaj się  Spójrz. Zrobiłam ruch biodrami  Powtórz  Powtórzył, nie pogłębił ruchu  Źle, bardziej łukowato. Ponownie poruszyłam biodrami. Spróbował powtórzyć ruch po mnie. Uklękłam przed nim. Dotknęłam jego bioder. Lekko popchnęłam do tyłu i do przodu  Rozluźnij się, tu nie ma publiczności  Ponownie poruszyłam jego biodrami. Najpierw w prawo, potem w lewo  Teraz sam  Powtórzył ruchy. Wyszło mu dobrze  Musisz głębiej robić ruch. Wolniej, bardziej zmysłowo  Zrobiłam ruch biodrami  Spróbujmy razem  Stanęłam bokiem i zrobiłam krok. Obróciłam się i stanęłam na lewej nodze z wyprostowaną prawą do przodu. Teraz Maciek zrobił ruch biodrami. Trochę sztywny  Dobrze, tylko bardziej naturalnie  Zmieniłam nogę. Zrobiłam krok i obróciłam się przed nim. Stanęłam tyłem do niego. Poczułam dotyk jego ciała. Obróciłam się ponownie i stanęliśmy twarzą w twarz. Dotknął mojego policzka. Nie wiedziałam, czy to była gra aktorska. Czy specjalny gest. Uśmiechnęłam się kącikiem ust. Zrobiłam krok, a później obrót na jednej nodze. Zaskoczyłam go. Przeszłam za nim. Nie tracąc kontaktu musnęłam jego barki. Poczułam jak zadrżał. Zrobił ruch biodrami. Chwyciłam go ponownie za rękę. Przeszłam tyłem do niego. Gdy poczułam jego gest, zawróciłam na jednej nodze. Znów zrobiłam dwa kroki do niego. Szybko odwróciłam się twarzą. Stanęliśmy twarzą w twarz. Dotknęłam policzka. Spodobało mu się to. Zrobiłam krok w bok i ruch biodrami. Później wróciłam przed niego. Ponownie dotknęłam policzka i zrobiłam krok w bok z ruchem bioder. Wyprostowałam się, stanęliśmy ponownie twarzą w twarz. Teraz on chwycił mnie w pasie. Odchyliłam się lekko do tyłu. Nie chciałam, żeby znów mnie noga zabolała. Wyprostowałam nogę i obciągnęłam palce. Maciek pochylił się nade mną. Poczułam, jak tracę równowagę. Chwyciłam go za ramię ręką z bandażem. Źle odczytał mój ruch i bardziej pochylił się nade mną. Biodro zaczęło mnie mocniej boleć. Teraz chwyciłam go za bark tuż obok szyi. Trzymał mnie w pasie schylając się niżej. Noga mi odjechała, upadłam. Maciek ledwo złapał równowagę i omal nie spadł na mnie. Biodro mnie zakuło. Wykrzywiłam twarz w bólu. Dotknęłam biodra i zaczęłam je masować. Próbowałam pozbyć się bólu. On próbował pomóc mi wstać. Pokręciłam głową. Usiadłam na podłodze, nie przestawałam masować biodra. Maciek uklęknął obok mnie.

– Bardzo cię boli?  Spytał zmartwionym głosem. Widziałam w jego oczach poczucie winy.
– Nie bardzo, zaraz przestanie  Zapewniłam go.
– Mówiłem, żebyś nie tańczyła  Odparł z wyrzutem.
– Maciek... Nie zaczynaj od nowa  Nie miałam siły na jego pretensje. Pokręcił głową. Podeszli do nas trener, Paweł i Magda  Od razu mówię, nic mi nie jest. To tylko kłucie. Zaraz przejdzie  Oznajmiłam. Gestem uciszyłam Maćka, który coś chciał powiedzieć. Domyślałam się, co to miało być  Tylko na dziś koniec z moim tańcem. Teraz już wiem jakie kroki mogę tańczyć  Dodałam, spróbowałam wstać. 
Maciek zerwał się na nogi i podał rękę. Stanęłam na lewej nodze. Objął mnie w pasie po prawej stronie. Przeszliśmy powoli do kanapy. Usiadłam na niej z wyprostowaną prawą nogą. Jeszcze odczuwałam igiełki bólu, ale mniejsze. Wszyscy usiedli obok mnie. Mieli zatroskane twarze. Rozumiałam ich obawy, też się bałam. Tylko moje strachy były inne. Bałam się o Maćka. Znów będzie miał wyrzuty sumienia, że mi coś zrobił. A to nie była jego wina. Będę musiała z nim później porozmawiać. Wyjaśnić. Inaczej stwierdzi, że robi mi krzywdę swoim zachowaniem i będzie chciał odejść. Krzysiek przerwał milczenie.

– Jeśli nie dasz rady ćwiczyć, to nie musisz. Jestem spokojny, bo umiesz kroki i choreografię. Nie będzie opóźnień. Wyzdrowiej. Później będziesz tańczyć.
– Nie chcę was opóźniać. Przecież masz jakiś termin do wystawienia tego spektaklu. A jeszcze tyle pracy zostało  Odpowiedziałam. 
Maciek zbliżył się do mnie i dotknął uda. Był to bardzo zmysłowy gest. Musnęłam jego rękę. Lekko ścisnęłam ją.
– Nie opóźniasz nas. Raczej wyprzedzasz ze znajomością choreografii. Krzysiek ma rację. Wyzdrowiej. Później z nami tańcz w pełni sił. Nie na pół gwizdka  Powiedział z troską Maciek. Chciał również podnieść mnie na duchu. Nic nie mogłam wyczytać z jego oczu.
– Lady wiem, jesteś niecierpliwa i chcesz tańczyć. Tylko jak teraz zaczniesz ćwiczyć, a nie wyleczyłaś się do końca, to może mieć poważniejsze skutki  Dodała Magda  Lepiej wyzdrowieć i móc ćwiczyć. Niż ćwiczyć i dodatkowo się uszkodzić. Sama widzisz, wystarczył jeden upadek i koniec treningu. Dobrze, bo byliście nisko. Gdyby ci noga odjechała jakbyś stała na prosto? Miałaś kilka takich wypadków. Zazwyczaj kończyły się siniakami na tyłku. Tutaj mogły się skończyć czymś gorszym  Powiedziała Magda. 
Westchnęłam ciężko. Magda miała rację. Tak jak Maciek i Krzysiek. Potarłam twarz. Nie chciałam pokazywać słabości.
– Lady. Wiem, co myślisz. Myślisz, jesteś słaba i delikatna. Tak nie jest. Zapewniam cię. Po prostu nie wyzdrowiałaś jeszcze. Każdy ma chwilę słabości i nie ma powodów do wstydu. Jak wyzdrowiejesz, zatańczysz i nikt nie będzie robił z tego wyrzutów  Trener trafił w sedno. Inni zgodzili się z nim. 
– Chyba masz rację... Zresztą jak zawsze...  Stwierdziłam. Antonio uśmiechnął się szeroko i rozłożył ręce.
– Już taki jestem...  Odparł z zadowoleniem Antonio  Przyniosę ci tabletkę i wodę. Zostawiłaś je na stoliku  Dodał i wyszedł z sali. Wrócił, podał mi tabletki i wodę. Zażyłam ją i popiłam wodą. Oparłam się na kanapie. Po jakimś czasie dotknęłam biodra. Ścisnęłam mięsień. Nic mnie nie zabolało.
– Chyba przeszło  Stwierdziłam. Maciek popatrzył na mnie z powątpiewaniem.  Naprawdę nie nic mnie nie boli  Zapewniłam go  Nie będę już dziś tańczyć. Wy jak najbardziej. Co najmniej dwa razy całą choreografię z Magdą. Bez pomyłek i błędów  Powiedziałam. Chłopaki popatrzyli na mnie ze zgrozą a trener parsknął śmiechem  A co wy myśleliście. Do tańca, ale już!  Zawołałam. Machnęłam na nich ręką. Maćka lekko zepchnęłam z kanapy. Odwróciłam się do Pawła. Zerwał się na nogi, uciekając przede mną. Magda wstała i poprawiła spódnicę  Tylko chodźcie bliżej  Poprosiłam  Chcę zobaczyć, jak tańczycie i będę doradzać  Dodałam.

12:51

Rozdział siedemdziesiąty

Rozdział siedemdziesiąty
Przeszliśmy przez parking. Nie byłam pewna, gdzie dokładnie mnie prowadził. Chyba miał upatrzoną restaurację. Kraków o tej porze był zatłoczony. Co chwilę przejeżdżał samochód lub autobus. Mnóstwo ludzi kierowało się w różne strony. Było jak w mrowisku. Niby bez ładu i składu, ale każdy gdzieś dążył. Przepełnione tramwaje przejeżdżały tuż obok a kolorowe witryny przyciągały wzrok. Stanęłam i zapatrzyłam się na wystawę księgarni. Maciek zaskoczony zatrzymał się po dwóch krokach. Zaczęłam czytać nowości książkowe. Było kilka ciekawych pozycji. Uśmiechnęłam się do niego. Znów wziął mnie pod ramię. Przeszliśmy przez ulicę i skręciliśmy w wąską wybrukowaną uliczkę. Tutaj było spokojniej i ciszej. Kilka grupek turystów spokojnie spacerowało. Po obu stronach uliczki stały kamienice z czerwonej cegły. W kamieniczkach znajdowały się restauracje i kawiarnie. Przed nimi stały metalowe stoliki i krzesła. Niektóre budynki miały balkony lub tarasy. Odwróciłam się za siebie. Za mną znajdowała się hałaśliwa ulica, a przede mną cicha spokojna uliczka. Poczułam, jakbym przeniosła się, w inny wymiar czasowy. Różnica była ogromna. Od hałasu, po zapach i ludzi. Na ulicy za mną panował hałas, szum, gwar. W powietrzu czuć było spaleniznę. Tutaj, nie było praktycznie ludzi. Panowała cisza i szeptane rozmowy. Pachniało potrawami z restauracji, kawą, kwiatami. Było pięknie. Maciek poprowadził mnie do jednej z bram kamieniczki. Nad nią wyrzeźbiono lwa stojącego na dwóch łapach.


– Maciek, gdzie ty mnie prowadzisz?  Zapytałam cicho. Nie odpowiedział. Uśmiechnął się tajemniczo. Skierował mnie do wejścia bramy. Znaleźliśmy się na małym podwórku. Zamieniono go w ogródek restauracji. Stało tam sporo przykrytych stolików i krzeseł. Postawiono również kilka donic z kolorowymi kwiatami. Podeszliśmy do stolika w rogu. Maciek wskazał krzesło. Usiadłam i odłożyłam kulę. Było tu tak cicho i spokojnie. Nie mogłam uwierzyć, że za tymi murami jest miasto. Maciek usiadł naprzeciwko. Podszedł do nas kelner i podał menu. Podziękowałam i zaczęłam czytać kartę. Gdy wybrałam danie po krótkim zastanowieniu, Maciek przywołał kelnera. Złożyliśmy zamówienia. Kelner wziął karty i odszedł. Po chwili przyszedł z napojami. Poczekaliśmy, aż odejdzie. Podziękowałam mu z uśmiechem. Maciek przybliżył się do mnie. Poczułam jego udo obok swojego. Napiłam się soku z czarnych porzeczek.

– Wspaniała restauracja  Stwierdziłam  Nawet nie sądziłam, że Kraków posiada takie miejsca. Trudno sobie wyobrazić, miasto za tymi murami.
– Szukałem miejsca, gdzie bym mógł spokojnie zjeść, nie będąc rozpoznanym przez tłumy. Tutaj jest spokojnie i cicho. Czasem ktoś mnie rozpoznaje, tylko nikt nie przeszkadza  Wyjaśnił.
– Dużo masz takich miejsc?
– Całkiem sporo  Maciek nad czymś się zastanowił. Po chwili zapytał  Wiesz, albo mi się śniło. Słyszałem tętent końskich kopyt. Właściwie to mnie obudziło.
– Nie śniło ci się, to były konie. Często przejeżdżają przez wieś  Wyjaśniłam.
– To u was we wsi są jeszcze konie?!  Zdziwił się przyjemnie zaskoczony.
– Nie, u nas we wsi nie ma już koni  Odparłam ze śmiechem widząc jego minę. Niedaleko jest stadnina. Jeździliśmy tam z Filipem i robiliśmy sobie wycieczki. Niemal każdy letni weekend tak spędzaliśmy  Odpowiedziałam cicho. Zrobiło mi się smutno na wspomnienie o tych wspaniałych chwilach. Dotknął mojej dłoni i ścisnął współczująco. Po chwili milczenia zapytałam  Bardzo byłeś wczoraj zmęczony? Odpocząłeś, choć trochę?
– Bardziej byłem zmęczony psychicznie niż fizycznie. Pierwszy raz miałem taki przypadek. Nigdy żadna fanka nie wywinęła takiego numeru. Po tym wszystkim siedziałem w garderobie z przyjaciółmi rozmawiając na ten temat. Nawet moi koledzy byli w szoku, że coś takiego może się przydarzyć. Michał stwierdził: nic takiego się nie stało i powinienem być na to przygotowany. Łukasz dodał: powinien to zignorować i zapomnieć o incydencie. Tylko ja źle się z tym czułem. Nie sądziłem, że można tak zadurzyć się w aktorze. Nie wiedziałem jak zareagujesz. Zaskoczyłaś mnie. Myślałem, że będziesz planować jak się jej pozbyć  Uśmiechnęłam się lekko.
– Wczoraj nie potrzebowałeś drążenia tematu  Powiedziałam spokojnie  Tylko uspokojenia i wsparcia. Później stwierdziłam że nie będę się mieszać. Poza tym, policja wszystkim się zajmie. Nie potrzebna moja pomoc  Przyniesiono zamówione dania. 
Maciek zamówił ruskie pierogi. Ja poprosiłam o połowę pierogów ze szpinakiem a drugą połowę z truskawkami. Podziękowałam kelnerowi i zaczęliśmy jeść. Pierogi były świetne. Czułam szpinak a ciasto było miękkie. Truskawki w pierogach nie były mrożone. Popiłam sokiem. Po zjedzeniu odsunęłam talerz na bok. Wytarłam usta serwetką.

– Bardzo pyszne pierogi. Dawno takich nie jadłam  Oznajmiłam. Maciek skinął głową i również odsunął talerz.
– Zawsze mieli tutaj dobre jedzenie. Z tego, co wiem, to robią wszystko na bieżąco. Co prawda wydłuża to czas oczekiwania. Warto poczekać dodatkowe minuty  Zgadzałam się z nim.
Podszedł do nas kelner i zabrał naczynia. Zapytał, czy coś jeszcze podać. Spojrzałam na zegar w telefonie. Dochodziła 12.45. Musieliśmy się zbierać. Poinformowałam o tym Maćka. Podziękował kelnerowi i poprosił o rachunek. Sięgnęłam po portfel. Zatrzymał mnie w połowie ruchu.
– Pozwól. Ja zapłacę  Chciałam zaprotestować i zapłacić połowę rachunku. Pokręcił głową  Niech to będzie podziękowanie za wczorajszą noc.
– Nic wczoraj nie zrobiłam  Zdziwiłam się zaskoczona. Spojrzał przenikliwie mi w oczy. W końcu odwróciłam wzrok. Odliczył banknoty i podał kelnerowi. Kelner odszedł.
– Zrobiłaś, więcej niż myślisz  Odparł cicho  Po tej aferze byłem rozbity emocjonalnie. Zmęczony, spięty, zestresowany. Ty byłaś przy mnie i wysłuchałaś. Koledzy niezbyt pomogli. Oni bardziej się z tego nabijali. Martwiłem się, co będzie dalej. Potrzebowałem wsparcia i zrozumienia. Więc teraz chcę ci podziękować. Zapłacę za nasz obiad  Oznajmił.

Wstałam i poprawiłam sukienkę. Zawiesiłam na ramieniu torebkę oraz sięgnęłam po kulę. Maciek przepuścił mnie i wyszliśmy z kawiarni na ulicę. Hałas mnie ogłuszył, różnica była niewiarygodna. Przeszliśmy przez ulicę i skierowaliśmy się w stronę szkoły. Kula mi przeszkadzała i musieliśmy zwolnić, pomimo pośpiechu. Skręciliśmy koło Bagateli. W końcu doszliśmy do szkoły tańca i wspięliśmy po schodach. Maciek otworzył mi drzwi. W recepcji panowała cisza a na kanapie siedzieli Krzysiek i Paweł. Rozmawiali o czymś ściszonymi głosami. Za ladą siedziała Marlena i gapiła się w komputer. Krzysiek i Paweł zauważyli nas. Oboje się uśmiechnęli na nasz widok. Podeszłam do nich, Maciek tuż za mną.


– Witamy Lady Patrycjo!  Powiedział wesoło Paweł przytulając mnie mocno. 
Trochę oszołomiona odwzajemniłam uścisk.
– Witajcie  Odparłam, gdy Paweł już mnie puścił. Krzysiek również lekko mnie przytulił. Oboje przywitali się z Maćkiem.
– Mam nadzieję, że Maciek nie za bardzo cię męczył swoją obecnością?  Zapytał Krzysiek.
– Nie, coś ty. Był bardzo opiekuńczy  Odparłam. 
Maciek lekko się uśmiechnął. Objął mnie ramieniem.
– Gdybym jej przeszkadzał, od razu wyrzuciłaby mnie z domu  Odparł.
– A jak noga? Możesz ćwiczyć, tańczyć? Kogo znokautowałaś?  Zapytał troskliwie Krzysiek. Wskazał na rękę z bandażem  Chyba nie Maćka bo nie widzę lima pod okiem...
– Dobrze się czuję, potańczę dzisiaj trochę z wami. Nie znokautowałam go. Przecięłam się odłamkiem szkła szklanki. On tylko zabawił się w ratownika  Odpowiedziałam na pytania którymi mnie zarzucił Krzysiek. Zobaczyłam, jak Maciek lekko się skrzywił. Dotknęłam jego ramienia  Maciek nie martw się, pamiętasz, co obiecałam i mówiłam  Skinął głową. Podeszliśmy do lady. Marlena popatrzyła w końcu na nas.
– Słucham.
– Proszę, zawołaj Maćka i powiedz mu, że czekamy na niego  Poprosiłam ją. Ona lekko się skrzywiła. 
Wstała, zapukała do kantorka. Chyba reprymendy nie poszły w las. Po chwili powiedziała głośno.
– Maciek, banda przyszła na próbę jakiegoś kiczowatego spektaklu  Maciek za mną zesztywniał. Paweł i Krzysiek zezłościli się na te słowa. Miałam już coś powiedzieć. Tylko nie zdążyłam, bo z kantorka wyszedł zezłoszczony trener. Ona odsunęła się gwałtownie, widząc jego wściekłą twarz.
– Możesz grzeczniej się odzywać?! Co ty sobie myślisz?! Twoje dni są tutaj policzone  Powiedział ze złością. Zwrócił się do nas  Witajcie, czekałem na was i wszystko jest już przygotowane  Oznajmił spokojniejszym głosem. Antonio uśmiechnął się szeroko i objął mocno  Nareszcie się pojawiłaś. Wiedz, Maciek dużo o tobie mówił. Mam nadzieję, że podleczyłaś się i odpoczęłaś. Jesteś gotowa na taniec? Znokautowałaś kogoś?  Wskazał na moją dłoń.

– Ciekawe co o mnie mówiłeś...  Zwróciłam się do Maćka. Zmieszał się trochę  Maciek, poćwiczymy trochę i zobaczymy ile dam radę. Nie mogę się przemęczyć. Nie znokautowałam nikogo. Przygotowałeś to, o co cię prosiłam?  Przytaknął głową, klasnęłam w dłonie i powiedziałam  To przebierzmy się i chodźmy na salę. Mamy mało czasu  Oznajmiłam. Panowie zgodzili się ze mną. Maciek podał mi torbę z rzeczami. Wzięłam ją i poszłam do kantorka. Chłopaki weszli do męskiej szatni.

12:57

Rozdział sześćdziesiąty dziewiąty

Rozdział sześćdziesiąty dziewiąty
Przebudziłam się czując promienie słońca na twarzy. Zapowiadał się kolejny ciepły dzień. Wstałam z łóżka i stanęłam prosto. Przerzuciłam ciężar ciała na prawą nogę. Stanęłam mocniej na stopie. Później stanęłam na palcach. Nie poczułam ukłucia w stawie. Usiadłam na łóżku i zgięłam nogę pod siebie. Zakuło mnie w biodrze. Nałożyłam maść na bolące miejsce. Zrobiło mi się ciepło w tym miejscu. Ból przeszedł. Wstałam i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam długą żółtą suknię do kostek i biały podkoszulek. Otworzyłam szeroko okno. Letnie powietrze wleciało do pokoju. Poczułam ponownie kłucie. Syknęłam i lekko się zgięłam. Usiadłam na łóżku i poczekałam, aż ból minie. Gdy tak się stało, wstałam i wzięłam kulę. W kuchni włączyłam ekspres. Maciek jeszcze nie wstał. Spojrzałam na zegarek. Była 9.15. Mieliśmy sporo czasu do próby. Postanowiłam zrobić omlet. Połowę masy wylałam na patelkę a resztę zostawiłam Maćkowi. Nie chciałam go jeszcze budzić. Wolałabym, żeby się wyspał. Gdy omlet był gotowy, położyłam go na talerzu. Usiadłam przy stole prostując nogę. Podczas jedzenia wpadła mi do głowy niepokojąca myśl. Maciek powiedział wczoraj: mam kogoś. Może tylko tak powiedział, żeby się od niego odczepiła. Tylko poważnie się zmartwił, gdy o tym powiedział. Co to może znaczyć: zależy mi kimś. Kto to mógł być. Ja? Wolałam mieć jasny obraz sytuacji. Nie chciałabym, aby mnie zranił. Nie podobało mu się, jak dziewczyna do niego kleiła. Zamarłam gdy usłyszałam rytmiczny stukot. Odgłos dochodził z podwórka i był coraz głośniejszy. Odstawiłam kubek z kawą i wyjrzałam przez okno kuchenne. Z tej strony widziałam tylko kawałek drogi głównej. Miarowy stukot był coraz głośniejszy. Wyszłam na balkon i wychyliłam się przez barierkę. Przez wieś przejeżdżało kilku jeźdźców na koniach z pobliskiej stadniny. Często z Filipem jeździliśmy tam i robiliśmy sobie wycieczki po okolicznych lasach i polach. Ostatni raz byłam u nich w lecie dwa lata temu. Konie były różniej maści. Jeden mi się wyjątkowo spodobał. Był cały czarny i miał lśniącą sierść z pięknym długim ogonem. Przypominał mojego ulubionego konia. Nazywał się Czarny Mustafa. Uwielbiał rozpędzać się na czystym polu. Był wtedy taki szczęśliwy, ja również. Inne konie były jasno brązowe lub białe w brązowe łaty. Zauważyłam, na jednym z koni jechała moja znajoma. Pomachałam jej. Zauważyła mój gest i również odmachała. Wróciłam do kuchni i nalałam sobie drugi kubek kawy. Sprawdziłam opatrunek na ręce. Na ręce miałam długą czerwoną szramę. Dotknęłam jej i poruszyłam dłonią. Rana otworzyła się i zaczęła kapać krew. Szybko zawinęłam bandaż aby nie pobrudzić siebie i stołu. Maciek jeszcze nie wstał. Byłam trochę zmartwiona. Czyżby był aż tak bardzo zmęczony? Przyjechał wczoraj koło 24.00. Tylko o której zasnął? Z własnego doświadczenia wiedziałam, jak myśli potrafią usunąć sen z powiek. Usłyszałam otwierane drzwi pokoju gościnnego. Maciek wszedł do kuchni. Miał bladą twarz z lekkim zarostem. Uśmiechnęłam się do niego.


– Usiądź. Zrobię ci śniadanie i kawę  Powiedziałam i wstałam. 
Włączyłam kuchenkę oraz ekspres. Wylałam resztę masy jajecznej na patelnię i podałam kubek z kawą Maćkowi. Przyjął go z lekkim uśmiechem. Dosmażyłam omlet i przerzuciłam go na talerz. Posmarowałam jeszcze kanapkę masłem i położyłam obok na stole. Maciek zjadł wszystko dość szybko. Kawę pił wolniej. Posprzątałam talerzyk. Zapatrzyłam się w okno, rozmyślając nad jego słowami. Dotknęłam jego ręki. Spojrzał na mnie. Nie miał już czerwonych oczu.

– Maciek... możemy wrócić do wczorajszej rozmowy?  Spytałam  Wczoraj powiedziałeś do tej dziewczyny: Mam kogoś i nie interesuje się innymi. Mogę zapytać, kto to jest?  Odwróciłam wzrok. 
Przez chwilę nic nie mówił. Zaczerwieniłam się zmieszana. Musnął moją dłoń.
– Od razu ci powiem, żebyś się nie zadręczała. Tak mam kogoś  Serce mi się zatrzymało. Odsunęłam rękę, chwycił ją i mocno ucisnął  A tym kimś, jesteś ty  Gdy to powiedział, puls mi przyspieszył i poczułam ciepło w sercu. Kontynuował  Odkąd cię spotkałem, żadna inna kobieta nie interesuje mnie. To ciebie widzę na pierwszym planie. Inne kobiety straciły dla mnie znaczenie. Wypełniłaś pustkę, która towarzyszyła mi od dłuższego czasu  Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć na jego deklarację uczuć. Ścisnął moją dłoń. Przecież miał być tylko przyjacielem. Nie byłam jeszcze gotowa na... Na co? Na miłość? Bałam się, jak pokocham Maćka, to zapomnę o Filipie. A co będzie, jak odejdzie... Pokręciłam głową. Widziałam w jego oczach nadzieję. Pewnie chciał, żebym czuła to samo co on.
– Maciek... Jestem poruszona tym, co powiedziałeś  Odparłam cicho  Tylko... nie jestem gotowa na miłość. Jeszcze dla mnie za wcześnie  Patrzył na mnie w milczeniu. Ja również nic więcej nie powiedziałam.
– Rozumiem. Poczekam na ciebie, aż będziesz gotowa  Odpowiedział. Nie chciałam dawać płonnej nadziei, musiałam mu od razu to powiedzieć.
– Dziękuję. Słuchaj, musimy ułożyć plan na dziś. O której chcesz jechać do szkoły tańca?  Zapytałam. Jednocześnie nie chciałam drążyć tematu. Zamyślił się na chwilę.
– Jesteśmy umówieni na 13.00?
– Tak.
– Pojedziemy koło dwunastej i na mieście zjemy obiad. Szczerze mówiąc, nie chce mi się nic gotować  Odparł. Zgodziłam się z nim. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 11.00.
– To pójdę się ogarnąć i spakować kilka rzeczy do torby  Powiedziałam. Skinął głową.
– Również tak zrobię  Stwierdził. 
Włożyłam kubki do zlewu i zmyłam resztę naczyń. Maciek wyszedł z kuchni i poszedł do pokoju. Wzięłam torbę i spakowałam buty do tańca oraz sukienkę. Torbę położyłam w korytarzu a torebkę postawiłam na szafce. Wyciągnęłam z szafki brązowe sandały z kwiatkiem jako zapięcie. Przeglądnęłam się w lustrze wiszącym na ścianie obok szafki. Zastanawiałam się co na siebie włożyć. Doszłam do wniosku, że sukienka może zostać. Wróciłam do pokoju i przebrałam podkoszulek. Maciek przez ten czas siedział w łazience. Poszłam do salonu i wzięłam komórkę oraz klucze do domu. Przymknęłam okno w sypialni. W salonie i kuchni zrobiłam to samo. Usiadłam na kanapie. Po dziesięciu minutach Maciek wyszedł z łazienki. Trochę mnie zamurowało. Był ogolony, włosy postawił na żelu, tworząc artystyczny nieład. Miał na sobie ciemnozieloną koszulę z krótkim rękawem i zwykłe dżinsy. Nie zapiął ostatnich guzików. Dodało mu to uroku i czaru. Podeszłam do niego i dotknęłam policzka. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Jego zapach zniewalał. Poczułam lekki zapach kokosu. Westchnęłam. Uśmiechnął się kącikiem ust.

– Widzę, że dobrze wyglądam  Odparł ciepłym głosem. Musnął mój policzek. Odsunęłam się troszkę od niego. Musiałam pozbierać myśli. Zaczerpnęłam tchu.
– Bardzo dobrze wyglądasz. Teraz moja kolej  Odsunął się, robiąc mi miejsce. 
Poszłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Oparłam się o wannę. Miałam miękkie nogi. Uspokoiłam oddech i stanęłam przed lustrem. Uczesałam włosy i założyłam opaskę. Makijaż musiał być lekki. Użyłam delikatnego kremu rozświetlającego i pociągnęłam rzęsy tuszem. Musnęłam powieki cieniem. Byłam prawie gotowa. Jeszcze tylko spryskałam się perfumami. Poprawiłam bluzkę i wyszłam z łazienki. Maciek stał obok wejścia do salonu, opierając się o futrynę. Na mój widok zamarł. Teraz on musnął moją twarz dłonią. Znów poczułam jego zapach. Wzrok miał lekko zamglony. Odsunęłam się trochę od niego. Uśmiechnął się i pokręcił głową.

– Pięknie pachniesz  Powiedział cichym zmysłowym głosem. Zadrżałam  Jesteś gotowa?
– Prawie. Tylko buty ubiorę  Odparłam, podeszłam do szafki. Schyliłam się po sandał. Biodro przeszyło ostre kłucie. Wciągnęłam powietrze i jęknęłam. Chwycił mnie za ramię. Oparłam się o niego. Staliśmy tak przez kilka minut. Czekałam aż minie ból. Masowałam biodro.
– Chodź, usiądź na kanapie  Polecił.
Podeszłam z nim do kanapy, odetchnęłam z ulgą. Znów pomasowałam biodro. Maciek przyniósł sandały i ukląkł przede mną. Zanim się zorientowałam, podniósł moją stopę i założył sandał zapinając klamerkę. Chciałam zaprotestować. Popatrzył mi w oczy i pokręcił głową. W jego oczach widziałam niewypowiedziane zdanie: Nawet nie dyskutuj. Założył drugi sandał.
– Dziękuję  Powiedziałam. Wstał i otrzepał spodnie.
– Może jeszcze nie będziesz tańczyć?  Zaproponował. W jego słowach był troska. Nie chciał, żebym cierpiała.
– Nie jest tak źle  Odpowiedziałam  Wezmę tabletki. A jak poczuje się gorzej, przestanę tańczyć i usiądę  Stwierdziłam.
Po jego minie wiedziałam, że nie był przekonany do tego pomysłu. Wzięłam tabletki ze stolika i wstałam. Złapał mnie za ramię i przytrzymał. Chwyciłam kulę i oparłam się na niej. Czułam jeszcze kłucie. Miałam schylić się po torbę, ale uprzedził mnie i założył ją sobie na ramię. Znów chciałam zaprotestować. Uśmiechnął się kącikiem ust. Weszłam na klatkę schodową. Stawałam bardziej na lewej nodze. Maciek szedł za mną. Pilnował, abym się nie wywróciła. Zamknął za sobą drzwi wejściowe na klucz a ja zeszłam kilka stopni w dół zaskoczona że miał moje klucze do domu. Wyprzedził mnie i poszedł do garażu. Wyjechał samochodem. Obeszłam samochód i wsiadłam. Kulę położyłam z tyłu na siedzeniach. Skierował się na drogę krajową, która jest szybsza. Przerwał milczenie.

– Mógłbym ci zadać pytanie o Filipa?  Zaskoczył mnie.
– Pytaj.
– Mówiłaś, Filip tutaj mieszkał. Do tego był księciem. Dlaczego mieszkaliście w Polsce? Przecież musiał mieć swoje obowiązki wobec rodziny. Statusu społecznego  Odparł.
– Filip nie musiał tak bardzo przejmować się obowiązkami  Wyjaśniłam  Miał starszego brata. To na niego spadło reprezentowanie rodziny. Utrzymywanie jej po śmierci ojca. On doradzał, wtedy gdy brat go o to poprosił. Filip przyjechał tutaj na studia. Mieszkaliśmy w Polsce. Niemal równocześnie zaczęliśmy studiować. Tylko na różnych kierunkach.
– Nie chciał studiować u siebie?
– Stwierdził, że w Polsce będzie mu lepiej. Podejrzewam, że w taki sposób uwolnił się od wpływu rodziny. Co prawda nie dyktowali mu, co ma robić. Tylko niezbyt im się podobało, jego zainteresowanie tańcem. Więc poszedł na kompromis z rodziną. Pozwolili mu tańczyć, ale miał jednocześnie studiować. Wybrał stosunki międzynarodowe i przyjechał tutaj. Co jakiś czas wyjeżdżał do rodziny na spotkania i imprezy.
– A ty nie jeździłaś z nim?
– Jeździłam. Jako narzeczona a później żona i razem reprezentowaliśmy rodzinę. Gdy skończyliśmy studia, wyjechaliśmy do Londynu i zamieszkaliśmy w posiadłości rodzinnej. Filip zajmował się sprawami rodzinnymi. Pomagałam w prowadzeniu domu i fundacji, którą miała jego rodzina. W tym czasie Filip zachorował. Nie wróciliśmy do Polski. Nawet nie chcieliśmy  Przejechaliśmy przez Zabierzów. Stanęliśmy w korku. Maciek zaczął stukać nerwowo w kierownicę. Dotknęłam jego ramienia.
– Nie lubię korków, zawsze mnie denerwują  Wyjaśnił.
– Mnie też. Uspokój się, tutaj zawsze są korki. Później jest szybciej  Pocieszyłam go. 
Auta ruszyły. Przejechaliśmy przez miasto. Dojeżdżając do Krakowa, znów stanęliśmy w małym korku. Maciek skręcił pod Wiadukty. Wjechaliśmy do centrum miasta.
– Gdzie zaparkujemy?
– Zaparkuj pod szkołą tańca. Mam tam darmowy parking. Będzie blisko Rynku i szkoły  Stwierdziłam. 
Skręcił w ulicę. Wyjechał koło Bagateli i stanął na parkingu szkoły. Wzięłam kulę i otworzyłam drzwi. Wyciągnęłam plakietkę z torebki i położyłam na desce rozdzielczej. Wzięłam torebkę i założyłam ją na ramię. Zamknęłam drzwi, a Maciek zablokował je. Podszedł do mnie.
– Idziemy na obiad czy się przywitać?  Wskazał na budynek.
– Chodźmy na obiad  Zdecydowałam.

Copyright © 2016 Życie w rytmie tanga , Blogger