13:02

Rozdział pięćdziesiąty czwarty

Rozdział pięćdziesiąty czwarty
Otworzyłam oczy. Nie zerwałam się z łóżka, nie byłam zlana potem. Nie czułam zmęczenia. Biodro lekko mnie kuło. W sali nie było nikogo. Popatrzyłam przez okno. Na zewnątrz było szaro i ponuro. Zbierało się na deszcz. Wezwałam pielęgniarkę przez przycisk. Po chwili przyszła młoda dziewczyna. Lekko się uśmiechnęła. Popatrzyła na aparat i poprawiła kroplówkę.

– Dobrze się spało?  Zapytała.
– Tak, aż dziwne.
– Tak działają środki nasenne. Za chwilę przyjdzie pan doktor i porozmawiają państwo  Odparła.
– A mogłaby mnie pani lekko podnieść. Źle mi się leży, plecy zaczynają mnie boleć  Poprosiłam. Pielęgniarka kiwnęła głową i podniosła oparcie łóżka. Później pomogła mi usiąść. Podziękowałam jej. Poprawiła jeszcze poduszkę i wyszła. Nie wiedziałam, ile czasu minęło, ale przyszedł lekarz. To był Marcin. Podszedł do mnie, uśmiechnął się lekko.


– Widzę, że pani odpoczęła  Stwierdził.
– Tak, bardzo dobrze spałam, od nie wiem kiedy.
– Nic dziwnego jak kolega podał pani środki nasenne po spacerku do dyżurki  Zmieszałam się i odwróciłam wzrok. Doktor się uśmiechnął kącikiem ust.
– Ja spacerowałam?  Zdziwiłam się niewinnie. Udawałam głupią  Nie, leżałam cały czas w łóżku  Doktor patrzył na mnie i słuchał wykrętów. Przerwał mi.
– Nie musi pani kryć mojego kolegi. Wiem o pani spacerku do dyżurki. Pielęgniarka mi powiedziała  Zawarczałam  I kolega przyznał się przy spotkaniu dzisiaj rano. Co prawda nie byłem zadowolony. Po przemyśleniu stwierdziłem, że to mogło pani pomóc. Wiem, że nie ma pani uszkodzonych nerwów i mięśni oraz samego talerza miednicy jak innych narządów. Spacerek pomógł. Nie przemęczyła pani biodra. Siedziała pani na kanapie. Więc proszę się nie martwić o kolegę. Co prawda dostał przestrogę. Nic mu nie zagraża. To się też tyczy środków nasennych  Po tych słowach uśmiechnął się, odetchnęłam z ulgą.

– Ale macie plotkarskie pielęgniarki  Stwierdziłam pogodnie.
– To była taka mała zemsta  Wyjaśnił z lekkim rozbawieniem.
– Za co?!  Zdziwiłam się  Co ja im zrobiłam?  Zaczęłam się zastanawiać.
– Pani chłopak zrobił furorę. Pozazdrościły, a później pani towarzyszyła najprzystojniejszemu lekarzowi do dyżurki. Podobno siedzieliście tam dość długo  Wytłumaczył. Złapałam się za głowę i potarłam twarz.
– Jaki znowu chłopak? A pielęgniarki mogłyby pierwsze zapytać, a potem plotkować  Odparłam z pretensją.
– Ten aktor co siedział u pani wczoraj dość długo. Wygonić go nie mogliśmy. Czekał aż, odzyska pani przytomność. Pielęgniarki już takie są. Proszę nie zwracać na nie uwagi  Nie wiedziałam co powiedzieć. Przecież Maciek nie był moim chłopakiem, na razie. Miałam przeczucie, że teraz będzie podwójnie starać się o moje serce, westchnęłam.
– A wypisze mnie pan wcześniej?  Zapytałam słodkim głosem.
– Niestety nie mogę. Muszę być pewny, że nic pani się nie stanie. Niektóre urazy pojawiają się po kilku dniach  Odrzekł poważnie, posmutniałam  Proszę się nie martwić. Podleczymy panią. Jest jeszcze kwestia zaburzeń gospodarki elektrolitowej.
– I co z tym zrobimy?
– Podaje pani kroplówki z witaminami, glukozą oraz wieloelektrolitową. One doprowadzą do uregulowania gospodarki. Odżyje pani. Może nawet cienie pod powiekami znikną  Potarłam machinalnie oczy  Tylko pozostaje kwestia utrzymania tego stanu. Jeśli pani dalej będzie, prowadzić taki tryb życia, wróci pani do nas i to nawet szybciej niż może się to wydawać  Oświadczył. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
– Ma pan jakieś pomysły?
– I to wiele  Odrzekł z leciutkim uśmiechem. Zmrużyłam oczy  Po pierwsze musi pani zacząć sypiać regularnie. Po osiem godzin. Nie trzy cztery. Po drugie musi pani urozmaicić dietę w całości. Po trzecie musi pani pić mniej kawy. To nie pomaga na bezsenność  Poprawiłam się na łóżku.
– To nie takie proste  Odparłam ze smutkiem. Lekarz wziął krzesło spod ściany i usiadł przy moim łóżku.
– Wiem, ale mam kilka zaleceń. Kolega mi powiedział, że nie chce pani chodzić na terapie. Rozumiem panią, ale może jest ktoś, kto wysłucha i pomoże  Zaproponował. Pierwsza osoba, jaka mi przyszła do głowy to Maciek. Doktor kontynuował  Wiem, że ma pani tabletki nasenne. Zna pani nazwę?  Zastanowiłam się przez chwilę. Próbowałam przypomnieć sobie nazwę. Po chwili powiedziałam nazwę tabletek.
– Już wiem co to za tabletki i dobrze pani pamiętała nazwę. To bardzo silne tabletki. Nie dziwię się, że boi się ich pani zażywać.
– To też pan wie?! Podobno to pielęgniarki plotkują, ale widzę, że lekarze też  Powiedziałam ze śmiechem.
– To była tylko konsultacja między lekarzami  Wytłumaczył.
– Tak, i opowieść co, gdzie, jak i dlaczego  Dodałam ironicznie. Doktor roześmiał się, ja również.
– Wracając do bezsenności, niech pani nie zażywa całych tabletek.
– Zmarszczyłam czoło. Nie wiedziałam, o co mu może chodzić, lekarz dodał  Po prostu przepołowi pani jedną tabletkę na pół. Rozpuści pani w wodzie. Tuż przed snem proszę je wypić. Pomoże to zasnąć i ktoś będzie mógł panią dobudzić. Dobrze by było, gdyby ktoś z panią mieszkał przez jakiś czas. Dopóki nie będzie pani mogła sama przespać pełnych godzin  Dla lekarza to było proste. Próbowałam kilku sposobów ze snem. Żaden nie pomagał. W końcu dałam za wygraną. Może miał rację. Tylko nie mam nikogo takiego. Byłam sama. Oczywiście miałam przyjaciół i znajomych. Nikogo takiego co by chciał codziennie spać ze mną.

– Teraz kwestia żywienia. Porządne śniadanie i obiad. Bardzo pomogą pani. Kolacja może być lekka. Lepiej się zasypia.
– Tu raczej nie mam problemu  Odpowiedziałam  Zazwyczaj jadłam dość duże śniadanie i pełny obiad. Nie ograniczałam się w jedzeniu. Nawet diet nie stosowałam.
– To dobrze. Tylko odżywianie musi współgrać z trybem życia. Nie może pani nie spać. Wszystkie wartości odżywcze spalają się, gdy organizm cały czas pracuje  Wyjaśnił.
– To znaczy, że muszę normalnie spać i będę zdrowsza.

– Tak  Potwierdził doktor.
– Panie doktorze... która godzina? Nie ma tutaj zegarka  Lekarz uśmiechnął się i popatrzył na swój zegarek na ręce.
– Jest dziesiąta rano. Spała pani ponad dziewięć godzin. Musieliśmy chłopaka odprawić z kwitkiem. Nie chcieliśmy budzić. Byłoby to trudne. Pani kolega długo z nami debatował. W końcu odpuścił.
– A ten kolega jak wyglądał?  Spytałam z ciekawością.
– Średniego wzrostu z czarnymi włosami i brązowymi oczami. Lekko kwadratowa szczęka, ogolony i przyjemnie pachnący.
– Co?  Zdziwiłam się taki szczegółowym opisem. Lekarz uśmiechnął się lekko.
– Pielęgniarka go tak opisała. Ja tylko przekazuje dalej. Dodatkowo powiedziała, że ma miły głos i urzekający uśmiech. Lekkie dołeczki. Jak to ujęły. Michał Anioł współczesności  Roześmiałam się z porównania. Lekarz też zaczął się śmiać. Maciek będzie miał ubaw, gdy go opiszę.
– To był Maciek. Jest aktorem w tutejszym teatrze. Zaczęliśmy pracować nad nowym spektaklem  Wyjaśniłam  To on mnie potrącił  Dodałam po chwili.
– To dlaczego podaje się za pani chłopaka?  Zdziwił się doktor.
– Po pierwsze dla świętego spokoju. Nie chciał tutaj mieć podrywu na pełną skalę. Po drugie, gdyby był obcy, to byście go nie wpuścili  Wyjaśniłam  A mówił, kiedy przyjdzie ponownie?  Zapytałam.
– Powiedział, że będzie po południu koło 13.00. Mówił coś o spotkaniu ze znajomymi  Skinęłam głową  Wie pani co, zaraz przyniosę mały zegarek i coś do czytania. Zanudzi się pani, tak leżąc w łóżku.
– Super  Ucieszyłam się  To może mały spacerek?  Zapytałam z nadzieją.
– Niestety. Na razie musi pani odpuścić sobie spacerki. Nawet do dyżurki. Ma pani odpoczywać  Zastrzegł.

Westchnęłam. Machnęłam ręką w geście frustracji. Doktor wyszedł. Poprawiłam się na łóżku. Byłam rozbawiona sytuacją Maćka. Szkoda, że mnie nie obudzili. Musiał mieć niezły ubaw patrząc na mizdrzące się do niego pielęgniarki. Zrobił pewnie na oddziale furorę. Ciekawiło mnie jak sobie radzi z nachalnymi kobietami. Zapytam go o to. Moje rozmyślania przerwał powracający lekarz. W rękach trzymał jakiś magazyn i zegarek. Położył to wszystko na szafce. Podziękowałam skinieniem głowy.


– Muszę wracać do pracy. Inni pacjenci czekają  Powiedział  Jak przyjdzie pani chłopak, to go wpuścimy.
– Mam nadzieje, że nie narobi zamieszania  Zmartwiłam się. Lekarz uśmiechnął się i wyszedł. Sięgnęłam po gazetę. Był to jakiś magazyn kobiecy. Zaczęłam czytać artykuły, ale nie ciekawiły mnie. Musiałam jednak jakoś zabić czas. Popatrzyłam na zegarek. Dochodziła dwunasta. Po półgodzinie pielęgniarka przyniosła obiad. Wjechała małym wózkiem i postawiła obok. Popatrzyłam ze zgrozą na pielęgniarkę. Uśmiechnęła się, wiedząc moją minę.
– Doktor powiedział, że musi pani dużo jeść, aby odzyskać równowagę w organizmie. Poradzi sobie pani? Mam jeszcze kilka obiadów do rozwiezienia.
– Tak oczywiście  Pielęgniarka wyszła.
Zaczęłam jeść. Nawet nie sądziłam, że zrobiłam się taka głodna. Może leki w kroplówce tak skołowały mój organizm. Czułam się dobrze. Zastanawiałam się nad zaleceniami lekarza. Nie miałam nikogo, kto by mi w tym pomógł. Magda i Maciek mają swoje problemy, rodziny. Tak dużo dla mnie zrobili. Rodzina wyjechała. Nie bardzo mi się uśmiechało dzwonienie do nich z taką sprawą. Wzięłam głęboki oddech. Sięgałam po gazetę. Do sali weszła ta sama pielęgniarka. Podeszła i zabrała talerze.

– Na korytarzu czeka kilku pani znajomych w tym pani chłopak. Wpuścić ich?  Spytała. Zdziwiłam się, tym co powiedziała.
– Tak proszę ich wpuścić.
– Dobrze. Byleby nie narozrabiali  Zastrzegła  Są trochę głośno. Mamy sporo śmiechu. Jeden coś powie lub drugi to nie możemy powstrzymać wesołości  Pielęgniarka uśmiechnęła się jeszcze raz i wyszła.



13:05

Rozdział pięćdziesiąty trzeci

Rozdział pięćdziesiąty trzeci
Zacisnęłam usta, zadrżały mi lekko dłonie.

– Dlaczego pani nie sypia po nocach? – Zapytał. 

Ręka bardziej mi zadrżała. Kubek lekko się przechylił. Lekarz go złapał. Próbowałam opanować emocje, które zaczęły szaleć w moim sercu. Od smutku, żalu i bólu dołączyła jeszcze złość. Złość na chorobę Filipa. Wzięłam głęboki uspokajający oddech.

– Rok temu zmarł mój mąż – Oświadczyłam smutno – I dziecko – Dodałam ciszej. 

Lekarz przez dłuższą chwilę na mnie patrzył. Po jego minie zauważyłam, że nie wie co powiedzieć. Mnie samej było ciężko o tym mówić lub opowiadać. Dalej nie mogłam sobie z tym poradzić. Odłożyłam kubek na biurko. Bawiłam się rękami. Lekarz zauważył to i dotknął ich. Ten gest był inny niż dotyk Maćka. Ten gest miał pocieszać i wyrażać współczucie. Maciek, dotykając moich dłoni, robił to czule, delikatnie.

– To wiele wyjaśnia. Chodzi pani do terapeuty? – Sięgnął ponownie po swój kubek.
– Nie. Przestałam chodzić. Terapeutka nie uwierzyła w moją historię o stracie Filipa i to, kim jestem. Uznała, że jestem niepoczytalna. Chciała mnie wysłać do szpitala psychiatrycznego na leczenie. Pomógł mi wtedy znajomy prawnik, który jest moim przyjacielem. Miał pieczę nad wszystkim, gdy nie było mnie w kraju. Pozwał kobietę do sądu. Okazało się, że nie ma uprawnień oraz wiedzy do prowadzenia tego typu gabinetu. Z tego, co wiem, straciła posadę.

– To, co pani zrobiła, żeby uporać się z żałobą? – Spytał lekarz.
– Praktycznie nic. Opłakiwałam Filipa i dziecko. Siedziałam w domu. Przyjaciele pomagali i wspierali mnie. Długo nie wychodziłam z domu. Dopiero teraz zaczęłam uczestniczyć w życiu towarzyskim – Wyjaśniłam. Lekarz odłożył pusty kubek na biurko. Zerknął na zegarek stojący obok. Była pierwsza w nocy.

– Chyba musi pani wrócić do łóżka. Może uda się pani przespać kilka godzin. Z tego, co wiem, pani chłopak ma rano przyjść – Stwierdził lekarz.
– Skąd pan wie? – Zapytałam zaskoczona i zdziwiona – Chłopak?
– Pielęgniarki mi powiedziały. Były podniecone, rozmową ze sławnym aktorem. Nawet zdjęcia sobie robiły – Odpowiedział ze śmiechem. Maciek musiał zrobić furorę na oddziale.
– Tylko dlaczego podał się za mojego chłopaka? – Zastanowiłam się głośno. Krystian ponownie się uśmiechnął.
– Ponieważ inaczej byśmy go nie wpuścili – Wyjaśnił – Musiałby czekać na pani pozwolenie. Czyli dopiero po odzyskaniu przytomności. Kolega mi powiedział, że trochę to u pani długo trwało. Następnie po to, żeby pielęgniarki oraz pacjentki dały mu spokój i nie były nachalne. Proszę mi wierzyć, miałby z tym problem – Parsknęłam śmiechem. Krystian wstał i podał mi rękę – Odprowadzę panią do sali. Musi pani odpoczywać i leżeć. Nie może pani obciążać biodra. Mogą być groźne powikłania – Chwyciłam go za rękę i powoli wstałam. Poczułam ból w biodrze. Skrzywiłam się w cierpieniu, lekarz to zauważył. Trzymał mnie pod prawe ramię. Wyszliśmy na korytarz. Dalej było cicho i pusto. Panował półmrok. Przeszliśmy korytarzem. Zobaczyłam tylko jedną pielęgniarkę w drugiej dyżurce. Uśmiechnęła się do doktora. Odwzajemnił jej uśmiech. Weszliśmy do mojej sali. Doktor podłączył mnie do aparatury i kroplówki. Doktor sprawdził opatrunek na miednicy. Poprawił pas, który obtaczał biodro. Zbadał mnie i coś zapisał w karcie.

– Wszytko jest w porządku. Nic się nie przemieściło ani nie widzę niepokojących znaków – Powiedział zadowolony.
– Tylko boli – Odparłam.
– A od kiedy panią boli?
– Teraz jak się położyłam i wyprostowałam nogę.
– Dobrze, to normalne. Znaczy, że miednica się leczy oraz nie ma uszkodzeń nerwów lub mięśni. Dam pani środek przeciwbólowy w kroplówce – Skinęłam głową. Poczułam zmęczenie. Potarłam twarz ręką – Widzę, że pani jest senna. Zostawię już panią, życzę dobrej nocy.
– Dziękuję, ale wątpię, czy prześpię kilka godzin – Stwierdziłam ponuro. Lekarz patrzył na mnie przez chwilę. Zastanawiał się nad czymś.
– Dam pani środek nasenny. Prześpi pani spokojnie do rana. Może nawet dłużej – Zaproponował. Pokręciłam głową.
– Nie chcę środków nasennych. Boję się, że nie wstanę. Albo nie będę mogła się obudzić – Powiedziałam spanikowana.
– Proszę się nie bać. Dam pani łagodniejsze środki i będę panią obserwował. Nic się nie stanie – Zapewnił mnie – Odpocznie pani. Ciało się zregeneruje. A przez jakiś czas nie będzie pani myśleć o smutku i bólu. Przemyślałam jego słowa.
– Niech będzie – Zgodziłam się przekonana jego słowami. Lekarz skinął głową i wyszedł. Po chwili wrócił z dwoma kroplówkami. Obie podłączył do jednej rurki przypiętej do mojej ręki. Odkręcił mały zawór. Po rurce spływała ciecz. Po chwili poczułam, jak opadają mi powieki. Zaczęła opanowywać mnie senność. Lekarz stał i patrzył, jak zasypiam.



12:50

Rozdział pięćdziesiąty drugi

Rozdział pięćdziesiąty drugi
Przebudziłam się gwałtownie. Rozglądnęłam się po cichej sali. Byłam cała zlana potem. Próbowałam przypomnieć sobie, co mi się śniło. Czułam tylko smutek i ból. Westchnęłam. Spróbowałam wstać, nie dałam rady. Przewróciłam się na nie uszkodzony bok, ale i tak zabolało. Nie wiedziałam nawet która godzina. Ktoś zasłonił okno. Stwierdziłam, że musi być późno. Postanowiłam zadzwonić po pielęgniarkę. Po dłuższej chwili na salę weszła młoda dziewczyna. Podeszła do mnie.

– Coś się dzieje?  Zapytała cicho. Wyglądała sympatycznie, nawet lekko się uśmiechała.
– Może mi pani powiedzieć która godzina? Nie wiedzę tu zegarka. I czy mogłabym się przejść chociaż trochę po korytarzu? Rozruszać kości i mięśnie.
– Jest godzina 23.15, a zegarka nie ma, poprzedni pacjent zabrał...
– Zabrał?  Zdziwiłam się, po co komu zegar szpitalny.
– Za późno zorientowaliśmy się i on już zdążył wyjść ze szpitala. Przecież nie będziemy zgłaszać kradzieży zegara  Rozbawiła mnie tym, co powiedziała  A co do spacerku po korytarzu, muszę zapytać lekarza. Takie urazy zawsze są poważne. Nawet po wyjściu stąd będzie pani musiała oszczędzać się przez kilka tygodni  Skinęłam głową  Pani nie powinna spać? Wyglądała pani na zmęczoną.
– Spałam trochę, ale nie dam rady zasnąć  Odpowiedziałam. Pielęgniarka nie pytała o nic więcej. Wyszła z sali i zamknęła cicho drzwi. Wróciła w towarzystwie nieznajomego lekarza. Był mojego wzrostu i młodszy od kolegi. Miał ciemne włosy i okulary w czarnych oprawkach. Podszedł do mojego łóżka. Zaglądnął w kartę i popatrzył na aparat.

– Przepraszam, nie przedstawiłem się. Poprzednio pani spała i wolałem nie budzić. Nazywam się doktor Krystian Mazur, zastępuję doktora Marcina  Powiedział. Miał lekko zachrypnięty głos  Pytała pani o to, czy może sobie zrobić spacerek po korytarzu. Szczerze mówiąc, odradzałbym. Jest jeszcze pani słaba i boję się, że miednica może się gorzej uszkodzić  Westchnęłam ze smutkiem.
– Ale tylko chwilę i przy pomocy personelu. Jak będzie, gorzej bolało, to wrócę do łóżka.
– A nie powinna pani spać? Noc jest  Stwierdził doktor, uśmiechnął się przy tym lekko. Machnęłam tylko ręką.
– Muszę się choć trochę zmęczyć. U mnie o sen jest dość trudno. A teraz mnie plecy bolą od leżenia  Stwierdziłam. Doktor zastanawiał się przez dłuższą chwilę. Potarł czoło i podrapał się po głowie w zamyśleniu.
– Dobrze. Wie pani co, zapraszam na herbatę  Powiedział.
Zgodziłam się z entuzjazmem. Dyżurka lekarzy nie była daleko. Na korytarzu było cicho. Wszyscy pacjenci spali. Pielęgniarki co jakiś czas chodziły i sprawdzały stan pacjentów i kroplówek. Panował pół mrok. Krystian cały czas mnie powoli prowadził. Gdyby nie jego pomoc, nie doszłabym nawet do drzwi sali. Otworzył drzwi dyżurki lekarzy. Usiadłam na kanapie. Wyprostowałam nogę. Poczułam kłucie w biodrze. Rozglądnęłam się po pokoju. Dyżurka była mała. Miała tylko biurko, kanapę i mały aneks kuchenny. Doktor przygotował dwa kubki z herbatą. Kubek z imieniem Marcin położył obok mnie na biurku. Kiwnęłam w podziękowaniu. Usiadł obok mnie na kanapie.

– Tylko proszę nie mówić nic mojemu koledze. Udusiłby mnie na miejscu  Poprosił Krystian.
– Oczywiście, leżałam i spałam  Zapewniłam go. Lekarz się uśmiechnął. Napiliśmy się herbaty, dla mnie była jeszcze za gorąca.
– Dlaczego nie może pani spać? Zazwyczaj po takich wypadkach, pacjenci śpią po kilkanaście godzin. Są zbyt zmęczeni. Pani wyniki badań też nie są rewelacyjne.
– Spać nie mogę, ponieważ cierpię na bezsenność  Powiedziałam oględnie. Objęłam kubek rękami. Zmarszczyłam czoło  Jak to moje wyniki nie były rewelacyjne?
– To doktor Marcin nie mówił pani o nich?  Spytał zdziwiony.
– Nawet nie wiedziałam, że miałam jakieś badania  Odparłam.
– Ach. Wiem, co się stało  Machnął ręką Krystian. Popatrzyłam na niego z nie zrozumieniem  Gdy pani tu przyjechała, to mój kolega musiał pani zrobić badania krwi. Musiał wiedzieć, czy nie ma zapalenia lub krwotoku wewnętrznego. Pani wyniki wskazywały tylko na zaburzenia gospodarki elektrolitowej i zmęczenia organizmu. Czyli pani organizm nie dostawał odpowiednich dawek żywieniowych. Nie miało to nic wspólnego z wypadkiem. Podał pani kroplówkę wieloelektrolitową. Pewnie chciał o tym porozmawiać później, gdy pani poczuje się lepiej. Tylko w nawale pracy i pacjentów nie zdążył. Mnie też tego nie przekazał. Miał dziś mały kocioł z pacjentami  Wyjaśnił. 
Zamyśliłam się nad jego słowami. Upiłam łyk herbaty.

– Przecież się odżywiam normalnie, nawet diety nie trzymam  Stwierdziłam po chwili milczenia.
– I właśnie to było zastanawiające. Myślałem o jakieś ukrytej chorobie, ale mam za mało danych co to pani stylu życia.
– Na przykład jakie dane?
– Miała pani jakieś poważniejsze wypadki oprócz dzisiejszego?  Zaprzeczyłam  Zawsze musi być ten pierwszy raz  Odpowiedział z uśmiechem Krystian  A jakieś choroby przewlekłe albo w rodzinie?
– W rodzinie nie, ale od kilku lat leczę się na biodro  Dotknęłam prawego biodra. Trochę mnie bolało, ale dało się wytrzymać  Jest to zwyrodnienie torebki stawowej  Dodałam.
– Wiem co to za schorzenie  Wtrącił doktor.
– Tabletek regularnie nie biorę. Tylko gdy mnie zaczyna noga boleć. Wcześniej była jedna. Wczoraj musiałam wziąć dwie. Oczywiście skonsultowałam się z moim ortopedą  Lekarz zamyślił się nad moimi słowami. Upiłam kolejny łyk herbaty.
– Jakie to tabletki?  Spytał. Podałam nazwę lekarstwa  To bardzo silne tabletki. Oczywiście wie pani jak je stosować i zażywać  Stwierdził. Kiwnęłam głową, że tak  To zwyrodnienie odrzucamy. Nie ma nic wspólnego z pani anemią. To teraz styl, tryb życia.
– To znaczy?  Nie zrozumiałam go.
– Dużo pani pracuje? Jada pani regularnie? Wypoczywa pani?  Zarzucił mnie pytaniami. Wyjaśniłam mu kim jestem z zawodu. Mówiłam dalej. 

– Będzie to praca trochę nieregularna. Jadam regularnie i nie hamuję się z potrawami  Wyjaśniłam.
– A jakie to potrawy?
– Zupy, ryby. Nie ograniczam się, chociaż nie lubię wątróbki i bardziej tłuszczowych potraw. Za bardzo oleiste  Odparłam, lekarz lekko się uśmiechnął. Kontynuowałam  Nie przemęczam się, ale nie śpię dużo. Ma pan teraz tego przykład  Krystian zmarszczył czoło. Wyjaśniłam mu powody bezsenności. Lekarz rozpromienił się, upiłam łyk herbaty.
– To mamy odpowiedź na pani stan  Powiedział entuzjastycznie  Pani organizm nie odpoczywa na tyle, żeby się zregenerować. Poprzez brak snu, organizm cały czas pracuje. Powinno się spać od sześciu do ośmiu godzin. Wtedy ciało otrzymuje zapotrzebowanie odpowiednich witamin. Gdy pani męczy się, organizm również. Nie odpoczywając, ciało dalej spala tkankę tłuszczową i witaminy. Powoduje to zaburzenia gospodarki. Musi pani zacząć sypiać po minimum sześć godzin i to codziennie.
– Łatwo panu mówić  Odparłam ponuro.


Copyright © 2016 Tango Życia , Blogger