12:43

Rozdział sto czterdziesty szósty

Rozdział sto czterdziesty szósty
Usiadł na kanapie pocierając nerwowo ręce. Poszłam do kuchni i zaparzyłam herbatę. Usłyszałam telewizor. Przez ten czas myślałam jak go przeprosić. Ułożyłam herbatę na tacy i wyciągnęłam czekoladę, którą połamałam na małe kosteczki. Wzięłam kilka głębokich oddechów i wyszłam z kuchni. Położyłam tacę na stoliku tuż przed Maćkiem, który wpatrywał się w jeden punkt na ścianie. Usiadłam obok niego i dotknęłam dłoni. Spojrzał na mnie. Odetchnęłam głęboko.

– Maciek, przepraszam za moje słowa. Zapomniałam, że straciłeś kogoś bliskiego w wypadku samochodowym  Nie chciałam wypowiedzieć imienia Julii, by bardziej nie popadł w czarne myśli  Przepraszam za moją szybką jazdę. Pewnie bałeś się, że stracę panowanie i wylądujemy gdzieś w rowie. Przepraszam, nie pomyślałam o tobie i twoim strachu  Powiedziałam spuszczając wzrok. Siedzieliśmy w milczeniu. 
Czekałam, aż coś powie. Czułam się podle, że tak powiedziałam, nie bacząc na jego uczucia. Myślałam, że żartował. Byłam egoistką. Odsunęłam się od niego i wzięłam herbatę. Musiałam poczekać, aż uporządkuje sobie wszystkie myśli, jak będzie chciał, to powie. Nie chciałam powtórki z restauracji. Napiłam się herbaty i zjadłam kawałek czekolady, która zawsze pomagała na melancholię. Byłam niemal pewna, że przypomniał mu się jej wypadek. Rozpacz powróciła, żal, że to się jemu przydarzyło. Przybliżył się do mnie, lecz nie objął ramieniem. Patrzyłam na niego i czekałam.
– Przeprosiny przyjęte  Odparł, poczułam niesamowitą ulgę  Podczas tej szybkiej jazdy miałem przed oczami Julię w łóżku szpitalnym. Jej zakrwawioną twarz w bandażach, wyciągniętą nogę w gipsie. Była taka blada i krucha. Gdy już się otrząsnąłem z tego wszystkiego, pojechałem na miejsce wypadku. Postawiono tam krzyż, nawet było kilka zniczy. Wyobraziłem sobie, jak to się stało. Policja powiedziała, że to nie wina Julii, bo jechała przepisowo, to wina kierowcy, który ją wyprzedzał. Nie dość, że wyprzedzał na zakręcie, to jeszcze nie zasygnalizował, potem przyspieszył i zbyt ostro zakręcił w jej stronę. Ona odbiła, chcąc uniknąć zderzenia, ale została zepchnięta na krawężnik i koła straciły przyczepność, straciła panowanie nad autem, uderzając w drzewo  Milczałam, czułam się jeszcze winna mojej szybkiej jazdy.

– Sprawca został złapany?  Zapytałam.
– Tak. Byłem na rozprawie, matkę Julii musieliśmy wyprowadzić, bo nie mogła znieść tego wszystkiego. Ja jakoś to wytrzymałem. Facet nie okazał skruchy ani nie żałował tego, co zrobił. Na koniec powiedział, że baby nie powinny prowadzić i jej się należało. Myślałem, że go zabije na tej sali. Sędzi też się to nie spodobało i dała wyższy wyrok. Dostał dwadzieścia pięć lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia samochodów. Chyba dopiero to przemówiło do niego. Podobno był kierowcą tira  Odpowiedział ponuro, był wciąż w smutnych wspomnieniach  Po paru miesiącach powoli wracałem do życia. Zacząłem jeździć do teatru. Kiedyś wsiadając do auta, przypomniała mi się Julia. Przestraszyłem się i pojechałem tramwajem. Później Paweł odwiózł mnie do mieszkania, gdy powiedziałem, co się stało. Dopiero po pół roku byłem w stanie wsiąść, ale i tak rozglądałem się na wszystkie strony  Zamilkł i napił się herbaty.
Przytuliłam się do niego. Czułam się paskudnie i to przez zwykłe prowadzenie auta. Faktycznie powinnam zwolnić, gdy o to prosił.

– Maciek, jeszcze raz przepraszam. Obiecuję, że będę wolniej i ostrożniej jeździć. Nie sądziłam, abym tak cię przestraszyła i zmartwiła. Wierz mi, nie chciałam tego. Byłam egoistką i nie pomyślałam o tobie. Żal mi tego, co się stało  Oznajmiłam smutno. 
Pogładziłam jego dłoń, tak bardzo chciałam zobaczyć uśmiech nie troskę. Poczucie winy wlewało się do serca. Zapiekły mnie oczy od powstrzymywanych łez. Potrząsnęłam głową, aby się uspokoić. Maciek zauważył mój smutek. Objął mnie ramieniem.
– Pati. Nie smuć się, wybaczam, to co się wydarzyło. Przeprosiny przyjęte. Przecież nie mogłaś wiedzieć, że tak zareaguje na szybką jazdę  Powiedział pocieszająco.
– Mogłam pomyśleć, że coś jest nie tak, gdy poprosiłeś o zwolnienie prędkości. Mogłam się domyślić, że chodzi o Julię i wspomnienia. Nie chciałam cię ranić, a to uczyniłam. Zepsułam ci humor przy tak wspaniałym dzisiejszym dniu. Widziałam, jak się rozluźniłeś i byłeś szczęśliwy, wesoły. A ja to wszystko zniszczyłam, bo cię nie posłuchałam i myślałam tylko o sobie. Nawet nie pomyślałam, aby coś mogło nam się stać  Załamał mi się głos, a łza spłynęła po policzku. Nie chciałam go ranić, a jednak to zrobiłam. Przytulił mnie mocniej i pogładził po włosach.
– Pati. Nie zepsułaś mi dnia tym jednym wydarzeniem. Masz rację, poczułem się rozluźniony i poprawiłaś humor na najbliższe dni. Naładowałem baterie pozytywną energią, którą dałaś. Siedząc w tej stadninie, czułem się szczęśliwy. Piątkowe smutki odpłynęły, rozterki uleciały. Gdy słyszałem twój piękny śmiech, poczułem niezwykłe ciepło w sercu. Jak dotykałaś Margo, byłaś taka szczęśliwa i sam poczułem szczęście, którego od dawna nie odczuwałem. Potem jak ten konik zaczął brykać z radości na nowe imię. Przecież zrobiłaś tak niewiele, a uszczęśliwiłaś nie tylko mnie, ale konia i chłopaków stajennych. Byłaś jak kawałek promyczka, który zszedł i zaczął dawać szczęście. Siedząc, przy stoliku pragnąłem, aby ten spokój, cisza i radość nigdy nie odeszły. Poczułem się, jakbym był w innym świecie, w którym nie ma trosk ani problemów. Jednym incydentem tego nie zepsułaś. Uwierz, gdyby tak się stało, nie siedziałbym tu z tobą. Nie popadaj w czarną rozpacz. To tylko małe przykre wydarzenie  Nie przerywał głaskania po włosach. 
Uspokoiłam trochę nerwy. Nie czułam już żalu o to, co się stało, lecz dalej miałam drzazgę o to, co zrobiłam Maćkowi. Obok niej była inna związana z zaufaniem do niego i jeszcze jedna dotycząca tabletek, które mi podał. Miałam nadzieję, że kiedyś zostaną usunięte. Tak bardzo nie chciałam go ranić. Jego dotyk był pocieszający i monotonny. Poruszyłam się i sięgnęłam po resztę herbaty. Odłożyłam pusty kubek na stół. Maciek sięgnął po kostkę czekolady. Oparłam się na jego ramieniu, pragnęłam czuć ciało i mięśnie, zapach wciąż mnie otulał. Wrócił do głaskania włosów, lecz nie miał wesołych iskierek w oczach. Westchnęłam smutno, może potrzebował trochę czasu, aby uporządkować myśli. Pogładziłam jego dłoń. Zerknął na mnie.

– Uparty osiołku, przestaniesz się samobiczować? Powiedziałem, przeprosiny przyjęte, wybaczyłem.
– Na pewno?  Spytałam smutno.
– Tak!  Zawołał  To nie była jako taka panika, tylko strach o nas. Wiedziałem, że zwolniłaś i trzymałaś się prędkości. Przecież dojechaliśmy bezpiecznie do domu. Gdybym wiedział, że tak zareagujesz, to nic bym nie powiedział.
– I byś popadł w czarne myśli, a ja nie byłabym świadoma tego, jak bardzo cię zraniłam  Odpowiedziałam ponuro.
– Ileż w tobie jest empatii. Jak mam cię przekonać, że już się uspokoiłem?  Stwierdził zrezygnowany i mocniej pogłaskał mnie po włosach. Odsunęłam się, myśląc, że bardziej go zdenerwowałam. Popatrzył na mnie  Możesz powiedzieć, gdzie ty uciekasz?  Spytał z pretensją.
– Myślałam, że zdenerwowałeś się, mocniej mnie pogłaskałeś po włosach  Odpowiedziałam cicho.
Zawarczał, spojrzałam na niego. Przysunął się do mnie i przytrzymał w talii.
– Nie zdenerwowałem się, tylko zirytowałem. Nie mam pojęcia jak przekonać do tego, że już się uspokoiłem po twojej jeździe. Jesteś taka wrażliwa na czyjeś uczucia, że nie wiem jak na to reagować. Przecież to ja powinienem popadać w melancholię na wspomnienie Julii i wypadku. Złość na twoją szybką jazdę. Ty za to wzięłaś wszystko do czułego serduszka. Wpadłaś w poczucie winy i obarczasz się moimi uczuciami, popadając w przygnębienie. Wzięłaś moje uczucia i przeniosłaś na swoje. Jak ja mam cię teraz uspokoić i przemówić do tej ślicznej główki, że przeprosiny przyjęte, wybaczam i nie zepsułaś tego dnia?  W jego głosie słyszałam rezygnacje. Przybliżyłam się do niego i oparłam głowę na ramieniu.

– Maciuś...  Popatrzył na mnie  Uspokoiłeś się już?  Spytałam nieśmiało. Westchnął  Na pewno nie zepsułam dnia?  Machnął ręką w geście frustracji, odwrócił się do mnie i przytrzymał za ramiona.
– Oświadczam, że jeszcze raz zadasz, to pytanie, a się zdenerwuje. Nie zepsułaś dnia tym małym wydarzeniem. Nie czuję się przygnębiony wspomnieniami  Powiedział stanowczo, otwarłam usta, by coś powiedzieć  Osiołku!  Zawołał i pocałował mnie mocno w usta, straciłam przez to oddech. 
Jego język zatańczył ze mną tango. W końcu oddałam pocałunek. Położył mnie na kanapie i zaczął gładzić talię, nie przerywając całowania. Pomasowałam jego klatkę piersiową. Dłoń zawędrowała pod sukienkę, zadrżałam z przyjemności. Pogłaskałam jego włosy. Przerwał całowanie, popatrzyłam na niego zaskoczona. Siedział nade mną i mi się przyglądał. Zmarszczyłam brew. Co się stało? Pogłaskałam go po policzku, uśmiechnął się lekko i pocałował moją dłoń.
– A co to ma znaczyć?  Spytałam zdezorientowana.  Uśmiechnął się zadowolony. Zsunął się ze mnie i pomógł wstać. Przysunął się bliżej i zaczął bawić się moimi włosami. Teraz to robił delikatnie i dalej miał uśmiech zadowolenia. Szturchnęłam go w bok  Odpowiesz na pytanie?
– Właśnie się zastanawiam, czy jak odpowiem, to wrócisz do poprzedniego stanu samobiczowania  Stwierdził po chwili.
– A to niby dlaczego?
– A dlatego że chyba właśnie znalazłem sposób, abyś przestała czuć się winna  Odpowiedział nieświadomie. Parsknęłam śmiechem i popatrzył na mnie. Na twarzy zobaczyłam zamyślenie i wątpliwości, chyba przypomniał sobie moje drugie pytanie. Roześmiał się głośno  Ty spryciulo  Powiedział rozbawiony i pocałował mnie. Oddałam pocałunek. 
Przytulił mnie i zapatrzył się w telewizor. Leciały wiadomości z Krakowa. Zaczęliśmy słuchać, co mówił redaktor. Maciek nie przestawał gładzić moich włosów. Pewnie je oglądał, bo był ciekawy, co się dzieje w mieście. Mnie jakoś nie interesowały zepsute szyny, tramwaje, naprawy dróg. Czasem interesowałam się wydarzeniami kulturalnymi. Wiadomości się skończyły, stuknęłam go w rękę.

– Zjemy kolację?  Spytałam. Uśmiechnął się lekko.
– A co proponujesz?
– Sama nie wiem, nie musi być coś ciężkiego. Może omlet? Albo wyrobimy resztę masy naleśnikowej  Odpowiedziałam. 
Skinął głową i wstał, niemal spadłam z kanapy. Podtrzymał mnie z uśmieszkiem. Wstałam i przeszliśmy do kuchni. Wyciągnęłam masę, a on patelnię i olej. Przygotowałam dżem i talerze. Gdy już naleśniki były gotowe, zasiedliśmy do stołu. Maciek wziął sobie widelec. Ja zazwyczaj jadłam rękami. Posmarowałam naleśnika dżemem. Chcąc ugryźć kawałek, po ręce spłynął mi dżem i plasnął na podłogę. Westchnęłam, odłożyłam naleśnika i sięgnęłam po ręcznik. Maciek miał nieodgadniony wyraz twarzy. Wzięłam widelec i nóż. Ze złością zaczęłam kroić naleśnika. Nóż szurał o talerz. Maciek się skrzywił. Odłożył widelec i zatrzymał tortury naleśnika. Popatrzyłam na niego, widziałam wesołe iskierki w oczach. Zmarszczyłam w złości czoło.

– Pati nie złość się, złość piękności szkodzi... A to tylko biedny naleśnik  Powiedział spokojnie. Zamruczałam coś pod nosem. Parsknął śmiechem, chciałam dziabnąć go widelcem, ale uciekł ręką. Pokroił swojego naleśnika i kawałek zbliżył do moich ust. Zacisnęłam je w cienką kreskę. Uśmiechnął się lekko  Powiem Krzyśkowi, że się zgodziłaś na suknię dworską...  Otwarłam usta, aby zaprotestować. 
Wpakował mi naleśnika do ust. Zakrztusiłam się słowami. Roześmiał się głośno. Nabiłam kawałek swojego naleśnika. Humor mi się poprawił i nie było już żadnych wpadek z dżemem. Poskładałam naczynia i zaczęłam je myć, Maciek schował dżem. Objął mnie w talii i pocałował w policzek. Chciałam się odsunąć, aby nie pochlapać go pianą i płynem.
– Maciuś, odsuń się, proszę, nie chcę, abyś był mokry  Powiedziałam, pocałował mnie jeszcze raz  Macieju, odsuń się i idź się wykąpać  Dodałam w miarę stanowczym głosem. 
Wzdrygnął się, słysząc swoje pełne imię. Pogładził mnie po boku, znieruchomiałam z talerzem w dłoni. Zamruczał mi do ucha i wsunął rękę pod sukienkę muskając udo.
– Pati, jeśli jeszcze raz tak wypowiesz moje imię, to pocałunki będą twoim najsłodszym pragnieniem  Uśmiechnął się seksownie, widząc moją reakcję i wszedł do łazienki. 


Wzięłam głęboki oddech i wróciłam do zmywania. Ręce mi się zatrzęsły na wspomnienie jego słów. Wytarłam je w ścierkę i niemal wbiegłam do sypialni, zatrzaskując drzwi. Jego głos sprawił, że poczułam ciepło rozlewające się w brzuchu i poniżej. Tylko przy jednym facecie czułam tego typu gorąco. To był Filip, tylko jego kochałam, a Maciek? Czy ja go kochałam, czy zauroczyłam się nim? Walnęłam ręką w biurko, aby choć trochę uspokoić nerwy. Przecież zranił mnie, nie zaufał, a potem jeszcze zwiał z restauracji. Tak, wytłumaczyliśmy sobie i wybaczyłam, ale nie potrafiłam zaufać w pełni. Potrzebowałam uspokajacza. Pogrzebałam w komodzie obok szafy z ubraniami. Chyba miałam tam butelkę whisky. Z cichym okrzykiem radości wyciągnęłam ją. Była w połowie pełna. Rozglądnęłam się po pokoju w poszukiwaniu szklanki. Zorientowałam się, że nie ma jej i musiałabym iść do kuchni. Wzruszyłam ramionami i napiłam się prosto z butelki, kalecząc ten szlachetny trunek. Poczułam pieczenie w gardle i ciepło rozpływające się po całym ciele. Po kilku minutach alkohol zaczął działać. Wezbrał się we mnie śmiech. Po co ja się przejmuję Maćkiem? Zachichotałam zakrywając ręką usta. Co za różnica czy go kocham? Ważne, żeby był dobry w łóżku, ciekawe, jakiego ma dużego? Przebiegło mi przez myśl. Skoro ma takie wysportowane ciało, to czy  ma wysportowanego żołnierzyka? A może to generał stojący na baczność? Zachichotałam, gdy to sobie wyobraziłam. Zerknęłam na butelkę, na dnie zostało jeszcze trochę napoju. Niewiele myśląc, wypiłam go do końca. Przypomniał mi się Maciek w stroju geja. Roześmiałam się i spróbowałam wstać. Podłoga zafalowała, nie to ja się kiwałam. Zachichotałam, może Maciek ma falującego pana. Przeszłam chwiejnym krokiem w stronę łóżka. Whisky zawsze tak na mnie działało. Niemal po kilku kieliszkach byłam podchmielona. Zahaczyłam o róg dywanika. Z okrzykiem wylądowałam na podłodze. Zaśmiałam się, podparłam na rękach i wdrapałam na skraj łóżka. Czy Maciek zmieści się w łóżku z jego żołnierzykiem? Parsknęłam śmiechem. Może Maciek nie ma żołnierzyka, tylko konar, a jak mu nie zapłonie? Weźmie niebieskie tabletki, roześmiałam się głośno i przewróciłam na łóżko. Wiem, dam Maćkowi do przeczytania Kamasutrę, powinnam ją mieć na półce z książkami, na pewno mu stanie. Chyba że najpierw będę mu musiała wymasować konar, aby nie był zbyt sztywny? Roześmiałam się głośno, niemal spadając z łóżka. Otworzyły się drzwi pokoju i stanął w nich Maciek. Zachichotałam i rozłożyłam ręce.

– Maciuś! A twój żołnierzyk staje na baczność?  Powiedziałam pijackim głosem  Potrzebujesz niebieskich tabletek?  Spróbowałam wstać i znów się potknęłam, złapał mnie w ostatniej chwili. Zachichotałam i zarzuciłam mu ręce na szyję. Pocałowałam z mlaśnięciem jego policzek. Maciek mnie powąchał i rozglądnął się po pokoju, zauważył butelkę po whisky  Niestety nie podzieliłam się szlachetnym trunkiem  Machnęłam ręką niemal tracąc równowagę, złapał mnie mocniej w pasie  Zmieścisz się u mnie w łóżku?  Spytałam.
– Ile wypiłaś?  Zapytał z lekkim uśmieszkiem. Zmarszczyłam czoło.
– Ja nic nie piłam... Tylko ten dobry bursztynowy napój bogów...  Zasepleniłam i znów go pocałowałam. Objął mnie ramieniem i poprowadził do łóżka. Odsunął kołdrę i położył mnie w nim. Zachichotałam przytrzymując go za szyję  Maciuś, zostań plose... Ja się boję sama spać, nie wiem dlaczego  Zanuciłam, parsknął śmiechem  Ja się boję sama spać i cóż w tym złego  Kontynuowałam piosenkę, zaśmiałam się i dalej trzymałam go za szyję. Spróbował odczepić moje ręce z szyi. Przytuliłam się mocniej, westchnął  Maciuś, a chcesz poczytać Kamasutrę? Wiesz, że najlepiej jest ją wypróbować?  Powiedziałam, a on zesztywniał  O! Wiem, zrobię ci masaż konara i nie będziesz musiał brać niebieskich tabletek  Nie wytrzymał i parsknął śmiechem. 
Zachichotałam. Położył mnie ponownie na poduszkach i przykrył kołdrą.
– A może pójdziesz spać?  Spytał cichym głosem. Pokręciłam głową z uśmiechem. Pochylił się nade mną  Idź spać, a jutro poczytamy Kamasutrę  Zamruczał mi do ucha. Zachichotałam i odwróciłam się plecami do niego.
– Maciuś...  Usłyszałam westchnięcie  A wiesz, że lepsze jest niemieckie porno na pobudzenie...  Powiedziałam stłumionym głosem od śmiechu. 
Parsknął śmiechem głaszcząc mnie po włosach. Zamruczałam jak kotka i zamknęłam oczy.
– Śpij już...  Powiedział cicho. Poczułam senność od tego gestu, ziewnęłam. Powieki zaczęły mi opadać.
– Maciuś...  Odparłam stłumionym głosem  Ja się chyba upiłam...  Maciek chrząknął, próbując się nie roześmiać. Dalej głaskał mnie po włosach. Był to delikatny ruch w górę i w dół, monotonie, powoli, łagodnie. Ziewnęłam i zasnęłam.


Rozdział sto czterdziesty siódmy

12:08

Rozdział sto czterdziesty piąty

Rozdział sto czterdziesty piąty
Otaczały nas skały i zielony las, a droga wiła się między nimi. Tuż obok płynęła rzeka. Skały górowały nad drogą niczym strażniki przyrody. Las po drugiej stronie był cichy i ciemny. Nie poruszał go nawet wiaterek. Droga zaczęła się piąć się w górę. Przyspieszyłam i po kilku minutach zobaczyłam ogrodzenie stadniny. Skręciłam w prawo. Zza zakrętu wyłoniły się stodoły i pastwiska. Wszystko wokół było zielone od traw. Gdzieniegdzie rosły skupiska wierzb płaczących tworząc altany. Niespodziewanie kilka koni przybiegło pod płot i biegło równo z autem. Maciek szeroko się uśmiechał zafascynowany towarzystwem. Przejechałam przez bramę parkując na parkingu dla klientów. Kilka aut stało w cieniu wielkiego dębu. Maciek z ciekawością rozglądał się po stadninie. Chwyciłam go za ramię i poszliśmy, w stronę budynku, który stał niedaleko stajni. Restauracja była dawnym budynkiem gospodarczym. Ściany pomalowano na jasnobrązowy kolor i wstawiono drewniane okiennice. W nich ułożono wiszące kwiaty. Podeszliśmy do zadaszonej wiaty, pod którą było kilka stolików dla gości. Podprowadziłam go do stolika dla dwojga. Kilka osób siedziało po drugiej stronie i cicho o czymś rozmawiało. Na stoliku leżały karty dań. Usiedliśmy na drewnianych krzesłach. W powietrzu unosił się zapach koni, siana i drzew. Co jakiś czas słyszeliśmy rżenie. Maciek wyprostował nogi całkowicie rozluźniony. Podałam mu menu. Zaczęłam czytać dania, które nam restauracja oferowała. Większość dań była związana z rybami, ale też było kilka pozycji z kuchni staropolskiej. Postanowiłam zjeść dziś zupę ogórkową, a na drugie smażoną rybę z grilla. Spojrzałam na Maćka, dalej czytał menu. Odłożył kartę, gdy zauważył, że mu się przeglądam.

– Zdecydowałeś, już co zjesz?  Spytałam.
– Tak, tylko nie wiem co wziąć na drugie. Mam dylemat między kotletem a rybą. Doradzisz?
– Weź rybę, kotleta mogę w domu usmażyć  Odpowiedziałam pogodnie, uśmiechnął się lekko. Wstałam biorąc ze sobą menu i torebkę  Pójdę zamówić, co chcesz do picia i jedzenia?
– Teraz może być woda, a później zobaczymy, co na deser weźmiemy. Na pierwsze może być zupa ogórkowa a na drugie ryba, którą polecasz. Surówki sama wybierz, frytki też mogą być  Skinęłam głową i weszłam do środka restauracji. 
Podeszłam do drewnianej lady. W lokalu było chłodniej. Kilka stolików pod oknem było zajętych. Kelnerka uśmiechnęła się i podałam jej nasze zamówienie. Dała mi numerek i poinformowała, że na dania będziemy musieli poczekać około piętnastu minut. Skinęłam głową w podziękowaniu i wyszłam z restauracji. Usiadłam przed Maćkiem, stawiając numerek na stoliku. Maciek obserwował stajnie. Dwóch chłopaków stajennych wyprowadzało cztery konie na pastwiska. Dwa z nich było łaciate, jeden czarny, a drugi brązowy. Brązowy był bardzo niespokojny, cały czas stukał kopytem, lub potrząsał głową, chcąc się wyrwać. Młody chłopak utrzymywał go na krótkiej uździe, reszta była spokojniejsza. Przeszli przez plac i otworzyli drewniane skrzydła pastwiska. Przeszli kilka kroków i po kolei odpinali uzdy. Konie niemal od razu pobiegły na środek pastwiska. Chłopaki chodzili wzdłuż ogrodzenia, pilnując zwierząt. Brązowy wciąż gniewny uciekł na drugi koniec. Zastanowiło mnie jego zachowanie. Może to klaczka, która jest w ciąży. Maciek dotknął mojej dłoni, odwróciłam wzrok od koni i popatrzyłam na niego.

– Dlaczego ten brązowy koń był taki niespokojny?  Spytał.
– Nie wiem. Podejrzewam, że może być to klaczka w ciąży. Ewentualnie coś zdenerwowało tego konia. Jakieś zachowanie innego konia, człowieka  Odpowiedziałam.
– Dobrze znasz się na koniach?  Pokręciłam głową.
– Nie, tylko często przyjeżdżałam tutaj z Filipem pojeździć i chcąc nie chcąc dowiedziałam się kilku istotnych rzeczy. Co lubią, jak się zachowują w danym momencie. Są to niezwykłe zwierzęta. Lojalne, opiekuńcze. Jeśli są w stadzie, to opiekują się sobą nawzajem, jeśli coś się stanie klaczce, która ma źrebię, to opiekują się źrebięciem. Potrafią się bawić, uwielbiają galop albo kłus. Gdy przyzwyczają się do człowieka lub jeźdźca kochają całym sercem. Nie opuszczą cię, gdy coś się stanie, będą walczyć i bronić  Wyjaśniłam. 
Kelnerka przyniosła pierwsze danie. Podziękowałam i życzyłam Maćkowi smacznego. Po skończonej zupie odłożyłam talerz na bok. Kelnerka kilka minut później przyniosła drugie danie. Znów jej podziękowałam. Maciek zabrał się za rybę. Wyciągnęłam szkielet i spróbowałam mięsa. Nie było tak dobre, jak w drugiej restauracji, ale miało posmak soli. Maciek również zabrał się za rybę. Skończyliśmy jeść, ja dojadałam jeszcze sałatkę. Maciek odsunął talerz na bok. Po chwili przyszła kelnerka.

– Zamawiamy deser i kawę?  Spytałam. Zaglądnęliśmy w kartę  Ja zjem jabłecznik z cynamonem i kawę cappuccino  Oznajmiłam  A ty?  Przeczytał jeszcze raz desery.
– Sam nie wiem...  Uśmiechnęłam się lekko  Niech będzie ten sernik z lodami i czarna kawa  Powiedział po chwili wahania. Wstałam, zatrzymał mnie ręką  Pozwól, ja pójdę zamówić deser  Poprosił. 
Zgodziłam się i usiadłam z powrotem na krześle. Wstał i poszedł do restauracji. Obserwowałam pastwisko. Brązowy koń dalej nerwowo stukał kopytem. Inne konie spokojnie skubały zieloną trawę niedaleko. Chłopcy stajenni obserwowali nerwową klaczkę. Ciekawiło mnie, co się dzieje. Maciek jeszcze nie wrócił. Wstałam i podeszłam do płotu, przy którym stali chłopcy stajenni.

– Przepraszam, mogę o coś zapytać?  Zapytałam, gdy mnie zauważyli. 
Podeszli bliżej. Jeden z nich miał włosy w kolorze siana i był mojego wzrostu, podejrzewałam, że ma dwadzieścia kilka lat. Drugi był wyższy i starszy od kolegi miał krótkie brązowe włosy.
– Słuchamy?  Spytał chłopak z sianem na głowie.
– Dlaczego ten brązowy koń jest taki nerwowy? To klaczka?  Zapytałam. Starszy chłopak oparł nogę o deskę płotu. Milczeli przez chwilę.
– Właśnie nie wiem, co ją ugryzło. Od dwóch dni jest taka nerwowa, na pewno nie jest w ciąży  Odpowiedział chłopak z brązowymi włosami.
– A jak ma na imię?  Uśmiechnęli się szeroko.
– Lolita  Odpowiedział blondyn. Parsknęłam śmiechem. Faktycznie zabawne imię.
– A pani jak ma na imię? Lubi pani konie? Ja jestem Szymon, a kolega to Mateusz  Zapytał brunet.
– Mam na imię Patrycja. Kocham konie. Jeszcze nie dawno przyjeżdżałam tutaj z mężem pojeździć  Odpowiedziałam. Niespodziewana myśl wpadła mi do głowy  A kiedy nadaliście jej to imię?  Wskazałam na nerwową klaczkę. Chłopcy zastanowili się przez chwilę.
– Wie pani co, jakieś dwa dni temu. Została kupiona od innej stadniny, bo wyprzedawała konie, mamy jeszcze czarnego, ale ten jest niesamowitym flegmatykiem  Powiedział Szymon, który był starszy. Uśmiechnęłam się zadowolona.
– To wasza klaczka jest po prostu niezadowolona ze swojego nowego imienia  Oznajmiłam wesoło. Stajenni popatrzyli na siebie, a potem na mnie. Parsknęli śmiechem.
– Sądzi pani, że klaczka jest świadoma, jak ma na imię?  Spytał Mateusz.
– Gdy wołacie ją po imieniu, co robi?  Zapytałam. Chłopaki znów popatrzyli na siebie. Uśmiechnęłam się szeroko.
– Najczęściej ucieka jeszcze dalej, a jak jest na uździe, to skacze lub parska, czasami gryzie i kopie  Odpowiedział Szymon. Popatrzyliśmy na klaczkę, która już trochę się uspokoiła i skubała trawę.
– Zróbmy eksperyment. Proszę ją zawołać po imieniu  Zaproponowałam. Stajenni popatrzyli za moimi plecami. Odwróciłam się, Maciek stanął za mną i objął mnie w talii.
– Deser i kawa już czekają  Powiedział i wskazał na stolik.
– Panowie to jest Maciek, mój partner  Maciek szeroko się uśmiechnął  A to jest Szymon i Mateusz  Wskazałam na stajennych. Ukłonili się, zwróciłam się do Maćka  Poczekaj chwilę, już wiem, dlaczego klaczka jest nerwowa. Nie podoba jej się imię, które jej nadano  Maciek zerknął na mnie podejrzliwie  To jak panowie, eksperyment z imieniem  Zwróciłam się do chłopaków.
Popatrzyli na siebie i wzruszyli ramionami. Szymon zrobił krok do przodu i głośno zawołał: Lolita! Klaczka popatrzyła na niego i zatupała kopytem. Przebiegła na drugą stronę pastwiska i zarżała głośno. Szymon powtórzył jej imię. Klaczka stanęła na dwóch nogach. Opadła i nerwowo uderzała kopytem o ziemię. Parsknęłam śmiechem. Panowie zaskoczeni patrzyli na mnie.

– Co mamy teraz zrobić?  Spytał zrezygnowany Mateusz.
– Po prostu zmieńcie jej imię i zacznijcie wołać, dopóki jej się nie spodoba  Odpowiedziałam. Maciek pogładził mnie po ramieniu.
– Ma pani jakieś propozycje?  Zapytał Mateusz.
Zastanowiłam się przez chwilę, szukając odpowiedniego imienia dla klaczki. Maciek dalej pocierał moje ramię obserwując klaczkę.
– Nazwijcie ją Margo albo Małgorzata. Pasuje do niej  Odezwał się Maciek. Panowie uśmiechnęli się zadowoleni.
– Przepraszam, a mogę podejść do niej?  Bardzo chciałam znów dotknąć konia i pogłaskać go po głowie i za uchem. Stajenni zawahali się, w końcu Szymon uchylił skrzydło płotu. Maciek mnie puścił i weszłam za płot.
– Wiesz co, ja zostanę za ogrodzeniem. Wiem, co potrafi zrobić wściekła kobieta, a jeszcze, jeśli ma kopyta i zęby...  Powiedział pogodnie. 
Roześmiałam się z jego tchórzostwa. Przeszłam kilka kroków w stronę klaczki. Dalej nerwowo biła kopytem. Stajenni obserwowali z zainteresowaniem moje czynności. Wyciągnęłam dłoń i odwróciłam ją wierzchem, aby wiedziała, że nie chce jej zrobić krzywdy. Zastukała kopytem. Podeszłam bliżej, delikatnie musnęłam jej głowę. Parsknęła i się odsunęła. Spróbowałam ponownie ją pogłaskać, teraz powiedziałam ciepło.

– Witaj śliczna, coś taka zła, nie podoba ci się twoje imię?  Popatrzyłam jej w oczy. Uspokoiła się i przestała walić kopytem. Pogłaskałam ją po szyi  A może zmienimy imię?  Powiedziałam, zastygła uszami. Uśmiechnęłam się lekko i nie przerywałam głaskania  Co powiesz na imię Małgorzata  Odparłam. Zarżała i zastukała kopytem, odsuwając się, czyli nie pasowało  Skoro Małgorzata nie pasuje, to może być Margo?  Zamruczałam do niej. 
Zastrzygła uszami. Szturchnęła mnie w ramię i polizała po policzku. Roześmiałam się i pogłaskałam ją po nosie. Odskoczyła i zaczęła brykać po pastwisku. Wesoło podskakiwała i rżała. Podeszłam do zaskoczonych mężczyzn. Oparłam się o płot. Wskazałam na szczęśliwą klaczkę. Podbiegła teraz do innych koni i zaczęła ich zaczepiać.

– Proszę ją zawołać jako Margo  Powiedziałam. Szymon krzyknął jej nowe imię. Klaczka popatrzyła na niego i przybiegła do nas truchtem. Szymon wyciągnął do niej rękę i pozwoliła się pogłaskać. Uśmiechnęłam się i przeszłam przez płot. Maciek przytulił mnie mocno cmokając w policzek. Stajenni patrzyli na nas zadowoleni i uśmiechnięci. Klaczka zarżała wesoło. Roześmiałam się.
– Bardzo dziękujemy, powinna pani zostać zaklinaczką koni  Powiedział Szymon.
– Nie ma za co, konie to moja pasja zaraz po tańcu  Odpowiedziałam z uśmiechem.
– Ależ owszem jest, nie wiadomo, ile byśmy się z nią droczyli  Wskazał Szymon na Margo  Długo by nam zajęło dojście do tego, że jej się imię nie podoba. Kobiety... Czasem tak trudno was zrozumieć  Dodał rozbawiony Szymon. Maciek parsknął śmiechem, szturchnęłam go w ramię.
– Mężczyźni, jacy w nie domyślni  Odparowałam. Panowie zaśmiali się wesoło, klaczka zarżała i podbiegła do innych koni  My już pójdziemy, kawa nam wystygła  Maciek objął mnie ramieniem. Pożegnaliśmy się i wróciliśmy do stolika. Maćkowi uśmiech nie schodził z twarzy. Nasz stolik okazał się pusty. Zaskoczona rozejrzałam się za kelnerką. Po chwili wyszła do nas dziewczyna z tacą.
– Przepraszam państwa, ale widzieliśmy całe zajście z naszą klaczką. Widzieliśmy, że kawa wystygła. Postanowiłam przygotować na nowo państwa zamówienie w ramach podziękowania na koszt firmy. Proszę mi wierzyć, to były trudne dni. A jak ma teraz na imię?  Powiedziała dziewczyna.
– Nazywa się Margo i jak widać bardzo jej się, to podoba  Odparłam. 
Dziewczyna uśmiechnęła się i podała nam kawy i ciasto. Wróciła do restauracji. Posłodziłam kawę i upiłam łyk. Maciek zrobił to samo. Spróbowałam jabłecznika. Poczułam nutę cynamonu. Ciasto było pyszne. Maciek spróbował swojego sernika. Uśmiechnął się z zadowoleniem. Musnął moją rękę.

– Pati, jesteś niesamowita  Powiedział pogodnie  Nawet nie sądziłem, aby koniowi nie podobało się jego imię. Przecież ta klaczka pokochała cię od pierwszego wejrzenia. Była taka szczęśliwa za nowe imię. A ty podeszłaś, powiedziałaś i zaczarowałaś. Masz w sobie tyle serca i czułości  Dodał. 
Zarumieniłam się na policzkach. Nie spodziewałam się, abym mu tak zaimponowała.
– Maciek, przecież nic takiego nie zrobiłam. Po prostu domyśliłam się, co się dzieje. Skoro nie jest w ciąży ani nie jest chora, to pozostaje kwestia psychologiczna. Zwierzęta tak jak my, czują, myślą, słuchają. Mają swoje emocje, wizje. Tylko zwierzęta mają jedną wadę. Za bardzo ufają ludziom. Gdy człowiek skrzywdzi zwierze, ono nie zrozumie, dlaczego go boli i bije. Zwierzę stwierdzi, że tak ma być i dalej kocha swojego właściciela. Gdy nas ktoś skrzywdzi, oddajemy siłą, słowem, karą. Zwierzę tego nie zrobi. Dlatego zwierzęta zasługują na szczególną ochronę przed nami  Odpowiedziałam.
– Całkowicie się z tobą zgadzam. Sam kocham zwierzęta, co prawda nie miałem z końmi doświadczenia, ale widzę jakie to wspaniałe zwierzęta. Miałem kiedyś psa, ale niestety odszedł  Powiedział. 
Skończyliśmy jeść ciasto, dopiłam kawę i odłożyłam wszystko na bok. Maćkowi zostało jeszcze połowę ciasta. Oparłam się na krześle patrząc na pastwisko. Margo podbiegła do stajennych. Cała jej postawa wskazywała, jaka jest szczęśliwa. Dała się pogłaskać chłopakom. Zarżała wesoło i odbiegła do innych koni. Maciek dotknął mojej ręki. Jego talerzyk leżał odsunięty tuż obok mojego.

– Skończyłeś? Może chcesz pojeździć konno?  Spytałam. Znieruchomiał i zmieszał się, słysząc moją propozycję. Zaczął bawić się filiżanką. Po długiej chwili powiedział.
– Pati, przepraszam, ale nie jestem jeszcze gotowy na jazdę konną. Co innego patrzeć z daleka na konia a co innego kierować nim, jeszcze, żeby cię polubił  Uśmiechnęłam się łagodnie.
– Maciek, nie musisz tego robić, jeśli nie chcesz. Nic się nie stało  Odpowiedziałam.
– Na pewno?
– Tak! Nie uraziłeś mnie w żaden sposób. Przecież nie chcę, abyś robił coś wbrew w sobie. Nie musisz lubić tego, co ja, nie potępię cię za to i nie będę do niczego namawiać  Powiedziałam stanowczo. Uśmiechnął się z ulgą  Maciek, czy ty sądziłeś, że będę namawiać na jazdę konną, jeśli tego nie będziesz chciał? Czy ty myślałeś, że obrażę się albo będę urażona twoją odmową?  Odetchnął głęboko.
– Chyba popadam w paranoję...  Odparł.
– Nie, nie popadasz. Pomyślałam sobie, że skoro lubisz wysiłek fizyczny, ruch na świeżym powietrzu to spodoba ci się jazda konna. Może następnym razem spróbujesz  Wyjaśniłam. Uśmiechnął się lekko.
– Przepraszam. Myślałem, że cię urażę swoją odmową. Naprawdę trochę się boję koni. Są duże, mają zęby i kopyta. Do tego mają charakter i inteligencję  Powiedział.
– Rozumiem i nie będę nalegać. Jeśli kiedykolwiek będziesz chciał spróbować jazdy, to przejdziemy tutaj  Wskazałam na stadninę. Skinął głową. 
Byłam rozbawiona jego strachem do koni, ale to on sam musiał się przełamać. Siedzieliśmy w ciszy, chłonąc zapachy, krajobrazy i spokój. Maciek przybliżył się do mnie i objął ramieniem. Chciałam, aby ta chwila nigdy się nie kończyła. Moje obawy o zaufanie zostały stłumione. Kelnerka zabrała talerzyki i filiżanki. Podziękowałam i wróciła do budynku. Maciek pocierał moje ramię, sprawiało mi to niesamowitą przyjemność. Stuknął mnie w ramię i spojrzałam na niego.

– Może już pojedziemy? Wiem, że tutaj jest niezwykle spokojnie i jakby inny świat, ale trzeba wrócić do rzeczywistości  Zamyśliłam się na chwilę. 
Bardzo nie chciałam wracać. Odzyskiwałam równowagę, po tym, co się stało. Jednocześnie mój umysł odpoczywał od trosk i problemów. Dalej nie byłam pewna czy zaufać Maćkowi. Wybaczenie pomogło uspokoić myśli i uczucia. Nie gromadziły się teraz negatywne emocje. Zostały zastąpione ciepłymi myślami.
– Dobrze, tylko pójdę pożegnać się z Margo. Idziesz ze mną?  Skinął głową i podeszliśmy do ogrodzenia.
Stajenni podeszli do nas. Margo z ciekawością nam się przyglądała.
– Przyszliśmy się pożegnać i życzyć miłego wieczoru. Chciałam również pożegnać się z Margo  Zwróciłam się do chłopaków.
– Dziękujemy bardzo i również życzymy miłego wieczoru  Powiedział Szymon. 
Mateusz uśmiechnął się i odwrócił w stronę pastwiska. Zawołał klaczkę. Zarżała i podbiegła. Przechyliłam się przez ogrodzenie i sięgnęłam do niej. Podeszła do mnie i pozwoliła się pogłaskać po nosie. Powiedziałam kilka słów i pożegnałam się z nią. Zarżała i szturchnęła moją rękę. Roześmiałam się i klaczka odbiegła. Pożegnałam się ze stajennymi, Maciek uścisnął im dłonie. Poszliśmy do samochodu. Nakręciłam na parkingu i zjechałam w dół. Maciek dotknął mojej ręki, zerknęłam na niego, wskazał coś po prawej stronie. Wzdłuż płotu biegła Margo. Uśmiechnęłam się i pomachałam jej. Przebiegła jeszcze kilka kroków i wróciła do stadniny. Wyjechałam z dolinki i przyspieszyłam. Maciek westchnął i poprawił się w fotelu, zaniepokojony moją jazdą. Zwolniłam do przepisowej prędkości. Odetchnął z ulgą. Parsknęłam śmiechem.

– Maciuś, aleś ty strachliwy...  Zakpiłam z niego. Zobaczyłam, jak gniewnie marszczy czoło, szybko wróciłam do patrzenia na drogę.
– Nie jestem strachliwy, tylko wiem, co może się stać, gdy straci się panowanie nad kierownicą  Odparł zezłoszczony. 
Zerknęłam na niego, zaciskał nerwowo dłonie. Coś go zdenerwowało. Przecież nie byłam zbyt zgryźliwa i nie uraziłam go niczym. Nie nabijałam się z jego strachu o konie. Skręciłam w drogę prowadzącą do mojej wsi. Zrobiłam łuk koło wysepki i cmentarza. Jechaliśmy w milczeniu. Maciek wrzał w ciszy, a ja dalej nie wiedziałam o co. Przy zakręcie olśniło mnie. Omal nie zatrzymałam auta. Przecież Julia zginęła w wypadku samochodowym. Moja brawura pewnie przestraszyła go, że też tak zginę. Jaka ja byłam głupia. Pewnie teraz modli się, aby nic nam się nie stało. Zerknęłam na niego. Rozluźnił pięści, ale dalej był zaniepokojony. Musiał wyobrazić sobie jakieś straszne rzeczy, że tak się zdenerwował. Dojechałam do domu. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wysiadł z auta i otworzył bramę. Wjechałam, a on za mną zamknął. Otworzył garaż. Wysiadłam i zamknęłam auto. Zamknęłam za sobą drzwi garażu i podeszłam do Maćka. Przytuliłam go mocno i zaprowadziłam do domu. Ściągnęliśmy buty i weszliśmy do salonu.


10:58

Rozdział sto czterdziesty czwarty

Rozdział sto czterdziesty czwarty
Przebrałam buty i zeszliśmy na dół. Poprowadziłam go do garażu i szeroko otworzyłam wejście. Wsiadł do swojego auta i wyjechał na wjazd. Wyciągnęłam wiadro i płyn do czyszczenia. Maciek w tym czasie wyciągnął dywanik. Zaglądnęłam mu przez ramię do wnętrza. Widok był straszny. Błoto, które przywiózł ze sobą, wyschło i zamieniło się w skorupę, która odpadała za każdym dotknięciem. Zapach nie był zbyt miły. Otworzył wszystkie drzwi. Nalałam wody do wiadra razem z płynem. Zaczął wężem polewać auto. Tworzyliśmy zgrany zespół. Wyczyściłam wnętrze, on za ten czas zmył błoto i kurz z karoserii. W pewnym momencie zalał mnie strumień zimnej wody. Krzyknęłam zaskoczona. Maciek stał po drugiej stronie auta. Na jego twarzy widziałam zaskoczenie. Popatrzył na węża i na mnie. Roześmiał się głośno.

– Bardzo śmieszne  Odparowałam zezłoszczona. Miałam mokre plecy i spodnie. Podszedł z wesołymi iskierkami w oczach.
– Przepraszam, źle wymierzyłem  Powiedział wesoło. Pacnęłam go w tors mokrą gąbką. Popatrzył na mnie zdziwiony.
– Przepraszam, nie trafiłam  Odpowiedziałam zjadliwym głosem. 
Wpatrywał się we mnie. Po chwili uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie. Pacnęłam go ponownie gąbką, tym razem trafiłam we włosy. Odskoczył i roześmiałam się, miał na włosach pianę.
– Łoż ty...  Wycelował we mnie węża i puścił strumień zimnej wody. 
Zapiszczałam i odbiegłam od niego. Zaczął mnie gonić wokół auta. W pewnym momencie poślizgnął się na mokrej ziemi. Leżał rozciągnięty na błocie. Jego ubranie zmieniło kolor na brązowy z pianą. Podeszłam do niego. Zakręcił wodę i usiadł na ziemi. We włosach miał pianę i błoto. Popatrzył na siebie i westchnął. Wstał i otrzepał spodnie. Nic nie pomogło. Zachichotałam. Spojrzał na mnie z iskierkami w oczach.
– Witaj, wodniku Szuwarku...  Uśmiechnął się szeroko i zrobił krok w moją stronę. 
Odsunęłam się, podbiegł do mnie i mocno przytulił, jednocześnie wycierając o ubranie. Krzyknęłam z protestem próbując uwolnić się z jego objęć. Jego ramiona były za silne. Połaskotałam go po bokach. Odskoczył i znów poślizgnął się na błocie, nie wiem, jak to się stało, ale pociągnął mnie za sobą. Upadliśmy wprost w kałużę. Teraz wyglądaliśmy jak małżeństwo wodników. On miał wszędzie plamy błota, na twarzy i we włosach. Ja czułam mokre spodnie i koszulkę. Również włosy miałam w błocie. Leżałam na nim, spróbowałam zsunąć się z niego. Przytrzymał mnie i pocałował w usta. Oddałam mu pocałunek. Zsunęłam się z niego i wstałam.

– Może wrócimy do mycia?  Spytałam wskazując na auto. Przytaknął i otrzepał spodnie. Wróciłam do wiadra i skończyłam myć w środku. Maciek spłukał pianę z dachu auta. Pozostało teraz czekać, aż wyschnie. Odsunęłam się od auta, stanął obok mnie.
– Czułaś jakiś zapach w środku?  Zapytał.
– Na razie nie wiem. Chyba musi wszystko wyschnąć, aby to wyczuć. Wydaje się, że jednak usunęłam zapach błota. Chcesz wypolerować?  Spytałam. Zastanowił się przez chwilę.
– Nie, nie trzeba. Zostawiamy wszystko otwarte?  Wskazał na drzwi auta.
– Tak, szybciej wyschnie i wywietrzeje zapach  Skinął głową i zaczęliśmy sprzątać wiadro i inne środki czystości. Schowałam to wszystko do garażu, zwinął węża i odłożył na miejsce  Chodź do domu, musimy się przebrać. Wyglądamy jak małżeństwo wodników  Powiedziałam. Roześmiał się i pocałował mnie w policzek.
– Może kiedyś się tak stanie?  Spytał czułym głosem. Zarumieniłam się na policzkach, sama nie wiedziałam dlaczego.
– Może kiedyś, ale jeszcze nie teraz. Na razie jesteś potencjalnym kandydatem na narzeczonego  Odpowiedziałam. Uśmiechnął się lekko i pocałował mnie w czoło. Zmarszczyłam je. Nie wiedziałam jak mam ten gest odczytać  A to, co to miało być?  Spytałam.
– Podziękowanie  Odpowiedział.
– Za co?  Zdziwiłam się, pogładził moje mokre włosy.
– Za nadzieję którą dałaś  Odparł i pocałował mnie w policzek. 
Objął mnie ramieniem i zaprowadził do domu. Zdjęłam buty i rozpuściłam włosy. Maciek wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Weszłam do łazienki i zaczęłam z siebie ściągać mokre ubranie. Wszystko wrzuciłam do kosza na bieliznę. Zmyłam z siebie błoto i brud. Poczułam się lepiej. Włosy niestety musiałam umyć, bo błoto przykleiło się do nich. Wytarłam się ręcznikiem i opatuliłam się drugim. Wyszłam z łazienki i szybko zamknęłam za sobą drzwi do pokoju. Ubrałam krótkie spodenki i podkoszulek. Przetarłam jeszcze raz włosy. Wiedziałam, że będą długo schnąć, a nie chciałam używać suszarki. Wyszłam z pokoju i otworzyłam drzwi łazienki. Maciek zatrzymał się w połowie wycierania ręcznikiem torsu. Zatkało mnie i niemal w sekundzie oblałam się, rumieńcem widząc jego niemal nagie ciało. Jedyne co na sobie w tym momencie posiadał to czarne bokserki.

– Ja... Przepraszam...  Wyjęczałam i zamknęłam szybko drzwi łazienki. 
Zaczęłam głęboko oddychać, aby uspokoić rozklekotane serce i skaczący puls. Poczułam ciepło w okolicach, których już dawno nie używałam. Zamachałam ręką, aby poczuć choć trochę powietrza. Przeszłam na miękkich nogach przez salon. Niemal zabiłam się o próg balkonu. Oparłam się o barierkę głęboko oddychając. Czułam się, jakbym pierwszy raz zobaczyła nagiego faceta. Wiedziałam, że ciało Maćka jest niemal idealnie wyrzeźbione, lecz teraz gdy go ujrzałam, poczułam niesamowite pożądanie. Gorąco które mnie oblało nie było zawstydzeniem, lecz pożądaniem seksu i gładzenia tego ciała. Usiadłam na krześle, aby się nie przewrócić, bo nogi miałam jak z waty. Potargałam włosy. Zamknęłam oczy i zaczęłam liczyć. Uspokoiłam oddech i serce wróciło do normalnego rytmu. Co ze mną się działo? Ostatni raz takie coś poczułam do Filipa. Czyżby Maciek zaczął, znaczyć dla mnie więcej niż myślałam? Przecież mnie zranił, porzucając w restauracji. Poczułam się jak nic nieznacząca osoba, której nie warto powiedzieć cokolwiek, a teraz poczułam pożądanie. Jak miałam mu zaufać na nowo? Jak uwierzyć słowom i obietnicom, zapewnieniom. Poczułam pożądanie w najmniej odpowiednim momencie. Dlaczego ja mam tak walnięte serce i myśli? Znów przeczesałam nerwowo włosy. Starałam się odegnać myśli o ciele Maćka. Nic z tego. Zawarczałam z frustracji. Jego tors, mięśnie. Walnęłam pięścią w stół. Zabolało i pomasowałam rękę. Maciek wszedł na balkon. Odwróciłam wzrok. Usiadł na drugim krześle, z uśmieszkiem zadowolenia na twarzy. Zmarszczyłam czoło. Z czego on może być zadowolony? Pewnie z tego, że na jego widok się zaczerwieniłam. Znów zawarczałam. Parsknął śmiechem, spojrzałam na niego groźnie. W końcu przerwał moje wrzenie w milczeniu.

– Pati, nie obwiniaj się, za to, co się stało. Nie mam za złe, że wparowałaś do łazienki  Powiedział spokojnie. Spojrzałam na niego  Powtórzę. Nic się nie stało, w żaden sposób nie poczułem dyskomfortu z tego wydarzenia  Odparł. Zastukałam palcami o blat.  Pati, przecież ja ciebie też widziałem w stroju Ewy  Dodał. Miał rację. To już wiem, jak on się czuł. Westchnęłam. Uśmiechnęłam się lekko.
– Trochę mi zajmie oswojenie się z tą myślą  Odpowiedziałam. Skinął głową.
– Mam sposób na szybkie oswojenie się z tym  Odparł.
Uniosłam brew. Zerwał się z krzesła i podszedł do mnie. Pochylił się i pocałował mnie gorąco w usta. Całe napięcie związane z jego widokiem uleciało w ciągu sekundy. Oderwałam się od niego. Na twarzy miał uśmiech zadowolenia i rozmarzenia. Dalej się pochylał nade mną. Pogładziłam go po policzku.
– Maciuś...  Postanowiłam go zbić ze ścieżki romantyzmu.
– Hmm...
– Przygotujemy obiad czy coś zamawiamy do jedzenia?  Spytałam. 
Popatrzył na mnie. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Miało to tak wyglądać, ale chyba nie wyszło. I tak zaczynałam być głodna. Zastukał palcami o oparcie krzesła. Chciałam wstać. Wyprostował się i mnie zatrzymał. Jego oczy miały wesołe błyski. Straciłam oddech od jego pocałunku. Starałam się choć trochę odsunąć od niego. Jego uścisk był niezwykle silny. Jego usta miażdżyły moje, a język tańczył tango. W końcu odzyskałam panowanie nad sobą. Dalej nie mogłam oderwać się od jego ust i uścisku. Delikatnie połaskotałam jego boki. Zawarczał i pocałował mnie mocniej. Zaprotestowałam stłumionym głosem. Stuknęłam go w ramię, parsknął i dalej mnie całował, a ja głupia oddawałam pocałunki. Jego ręka zawędrowała pod bluzkę i musnęła biustonosz. Nie pozostawałam dłużna i pogładziłam jego plecy, zeszłam niżej i musnęłam udo. Poruszył się niespokojnie. Placem zakreśliłam łuk obok pachwiny. Zamruczał coś, zaczęłam masować udo tak blisko jego narządu. Przejechałam palcem po wewnętrznej stronie. Powoli z czułością. Zaczął szybciej oddychać. Spowolniłam ruchy, jęknął i poluźnił uścisk na moich ramionach, odsunęłam się szybko od niego. Otworzył oczy zaskoczony. Uśmiechnęłam się zadowolona. Odzyskałam oddech i rytm serca. Pogładziłam jego policzek. Zamruczał coś pod nosem.

– Maciuś czy ty coś powiedziałeś?  Zapytałam słodkim głosem.
– Nie, nic  Odpowiedział szybko.
– To, co z tym obiadem?  Spytałam ponownie. Spojrzał na mnie i roześmiał się głośno. Pogłaskał mnie po włosach. Na słońcu prawie wyschły. Odsunęłam delikatnie jego rękę. Dalej był rozbawiony.
– A co proponujesz? Rybę?  Zastanowiłam się przez chwilę. Nie miałam ochoty, aby spotykać się znów z tymi kelnerkami. Żałowałam tego, bo rybę mieli świetną. Oświeciło mnie.
– Pojedziemy na rybę, ale do innej dolinki, również jest niedaleko. Tylko w drugą stronę. Są tam ryby, ale też inne potrawy oraz stadnina koni, chcesz pojeździć konno?  Powiedziałam. Parsknął śmiechem, spojrzałam na niego, z czego się śmiał?
– Ty chyba masz obcykane wszystkie restauracje w okolicy? Stadnina koni?  Spytał rozbawiony.
– Wszystkie to może nie ale jak się samemu siedzi w domu nie chcąc spotykać ludzi, to szuka się miejsc, w których możesz zamówić na wynos albo zjeść będąc anonimowym. Akurat ta stadnina całkiem nie dawno otworzyła restaurację dla odwiedzających  Odpowiedziałam. Pociągnęłam go za rękę i weszliśmy do domu. Dochodziła 14.00 więc stadnina będzie otwarta – Przebiorę się w coś innego i będziemy mogli jechać. Pojedziemy moim autem, podejrzewam, że twój jeszcze nie wysechł  Stwierdziłam. 
Skinął głową i wszedł do pokoju gościnnego. Zmieniłam spodenki na zieloną sukienkę w kwiaty. Spakowałam jeszcze małą torebkę. Weszłam do łazienki i zaczesałam włosy, które zdążyły wyschnąć na słońcu. Postanowiłam je spiąć w kokardę. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż i użyłam perfum. Maciek czekał na mnie przy drzwiach. Również przebrał koszulę. Uśmiechnęłam się szeroko, gdy zobaczyłam, że ubraliśmy się pod kolor mojej sukienki. Wzięłam kluczyki z szafki i wyszliśmy z domu. Maciek podszedł do swojego auta. Dotknął tapicerki i siedzeń. Pokręcił głową, ale zamknął drzwi. Wyjechałam swoim autem z garażu.

– Wiesz co, może zaparkujesz w garażu auto. Nie wiadomo, jaka później może być pogoda  Powiedziałam, wychylając się przez okno. Zgodził się ze mną i poklepał kieszenie.
– Kluczyki zostawiłem w domu, zaraz przyjdę  Stwierdził i pobiegł do domu. 
Wyjechałam niżej autem i zamknęłam bramę. Czekałam na niego. Wyszedł z domu i wsiadł do auta. Zaparkował w garażu i zamknął drzwi. Wsiadł do mojego auta. Zapaliłam i wyjechałam na drogę. Przyspieszyłam na pustej drodze prowadzącej do dolinki. Maciek zapiął szybko pas. Zerknęłam na niego i przyspieszyłam. Na twarzy miał niepokój. Uśmiechnęłam się lekko.

– Pati, mogłabyś zwolnić?  Spytał, zerknęłam na prędkościomierz. Faktycznie miałam na nim ponad 120 km, zwolniłam do przepisowej prędkości. Odetchnął.
– Maciuś, czyżbyś się bał mojej jazdy?  Po chwili ciszy powiedział.
– Można tak powiedzieć, nawet nie wiedziałem, że możesz tak szybko przyspieszyć. Jadąc na spektakl, trzymałem się przepisowej prędkości, ale co jakiś czas przyspieszałem i trochę byłem zaskoczony jak tak szybko można przeskoczyć do stu na godzinę. A ty w niemal dwie minuty osiągnęłaś sto dwadzieścia. Bałem się, że stracisz panowanie nad autem. Sam lubię szybką jazdę, ale ty to jesteś prawdziwy pirat drogowy  Skręciłam w dolinkę i zjechałam w zjazd między skałami. 
Maciek zamilkł i zaciekawiony wyglądając przez szybę.



Copyright © 2016 Życie w rytmie tanga , Blogger