13:43

Rozdział pięćdziesiąty piąty

Otworzyłam powoli oczy i ziewnęłam. Popatrzyłam w okno. Na zewnątrz świeciło słońce. Na szybie było widać smugi deszczu. Zerknęłam na zegarek. Była dziewiąta rano. Nie słyszałam głosów na korytarzu. W sali cicho szumiała aparatura. Poprawiłam się na łóżku. Sięgnęłam po telefon. Miałam jedno nieodebrane połączenie od Maćka. Postanowiłam, zadzwonić do niego później. Nacisnęłam przycisk wezwania pielęgniarki. Po dłuższej chwili weszła do sali. To nie była ta sama pielęgniarka, która pomagała mi w nocy. Podeszła do mojego łóżka i sprawdziła kroplówkę.

– Coś się dzieje?
– Nie, nie, tylko miałam mieć robione badania kontrolne dzisiaj...
– Tak, oczywiście. Czekaliśmy, aż się pani obudzi. Badania krwi już mamy. Pozostał tylko rezonans i USG. Pierwsze zje pani śniadanie. Później doktor się panią zajmie  Skinęłam głową. 
Pielęgniarka uśmiechnęła się lekko i wyszła z sali. Do Maćka postanowiłam zadzwonić później. Po piętnastu minutach do sali weszła pielęgniarka popychając mały wózek. Znów była jajecznica. To chyba było ich danie specjalne, pomyślałam. Podziękowałam jej. Kobieta wyszła z sali. Czułam się dobrze. Nie odczuwałam bólu biodra. Tylko pas obwinięty wokół miednicy mocno mnie ściskał. Ból głowy przeszedł całkowicie. Po skończonym posiłku odstawiłam talerz i szklankę na szafkę. Znając moje szczęście pewnie zaraz je stłukę. Postanowiłam, pójść do łazienki aby doprowadzić się do stanu używalności. Wzięłam kulę stojące obok. Powoli stanęłam na lewej nodze. Później na prawej. Zakuło mnie w boku. Sięgnęłam powoli po torbę leżącą koło łóżka. Stałam mocniej na lewej nodze, ale nie czułam kłucia. Zawiesiłam torbę na rączce kuli. Powoli podeszłam do drzwi łazienki i otwarłam je. Łazienka była mała. Na ścianach położono białe płytki. W jednym rogu stała mała umywalka. Nad nią wisiała szafka z lustrem. W drugim rogu była toaleta. Podeszłam do umywalki. Otworzyłam kosmetyczkę i wzięłam szczotkę. Oparłam się o umywalkę odkładając jedną kulę. Na drugiej się opierałam. Rozczesałam włosy i popatrzyłam w lustro. Zdziwiłam się swoim widokiem. Cera nie była biała jak prześcieradło. Zniknęły również cienie pod oczami. Na policzkach miałam rumieńce. Nałożyłam lekki makijaż, bez cieni. Tylko tusz do rzęs i lekki błyszczyk. Ktoś chyba pomagał, Maćkowi w pakowaniu. Skoro znalazł się tam błyszczyk. Umyłam jeszcze ręce i lekko spryskałam się perfumami. Schowałam kosmetyczkę. Piżamę szpitalną zamieniłam na podkoszulek. Obejrzałam pas na miednicy. Był mocno związany i wolałam go nie ruszać. Tylko miałam problem. Gdy ubiorę spodnie, to będą przeszkadzać. Mogą ściągnąć pas. Zamyśliłam się przez chwilę, nie wiedząc co mam zrobić. Pogrzebałam w torbie. Okazało się że Maciek jest też dobrze zorganizowany. W torbie znalazłam niebieską sukienkę na gumce. Poprawiłam podkoszulek i sukienkę. Spojrzałam znów w lustro. Sukienka nie przeszkadzała. Zamknęłam torbę i ponownie zawiesiłam ją na kuli. Wyszłam z łazienki. W sali koło mojego łóżka stał zdenerwowany lekarz. Po jego minie zauważyłam, że nie był zadowolony z mojego spacerku. Podeszłam do łóżka i odłożyłam torbę.

– Co ja pani mówiłem, żeby nie wstawała pani z łóżka bez pomocy?  Usłyszałam złość w jego głosie.
– Ale...
– Żadnych "ale" gdyby pani się poślizgnęła i upadła. Skutki mógłby być opłakane  Przerwał mi.
– Przepraszam. Chciałam odświeżyć się po dzisiejszej nocy  Wytłumaczyłam cicho. Było mi głupio, że zdenerwowałam lekarza. Przecież chciał mi pomóc i wyleczyć. Usiadłam na łóżku. Doktor patrzył na mnie i cicho westchnął.
– Dobrze, nic się nie stało. Przeprosiny przyjęte. Następnym razem proszę wezwać pielęgniarkę. Nie bawić się w wycieczki.
– Zgoda. Jeśli będzie następny raz  Uśmiechnęłam się lekko kącikiem ust.
– Teraz pójdziemy na rezonans. Sprawdzimy, czy coś nie dzieje z miednicą. Później w sali zrobię USG.
– Powiedział pan, pójdziemy?  Zdziwiłam się zaskoczona.
– Skoro do łazienki pani doszła bez szwanku, to do rezonansu z pomocą dojdzie  Odparł i wskazał na kule  To, co idziemy? Nie mogą czekać z rezonansem. Kolejka obowiązuje  Dodał. 
Wstałam powoli z łóżka. Lekarz podparł mnie z prawej strony. Wyszliśmy z sali i skierowaliśmy się w przeciwną stronę niż do stołówki. Minęliśmy kilka sal pacjentów. Podeszliśmy do windy.
– Windą?  Spytałam z obawą.
– Niestety rezonans mamy na piętrze. My jesteśmy na drugim. Proszę się nie obawiać. Lepiej windą jechać niż schodami. Bezpieczniej dla nogi  Odparł. 
Kiwnęłam głową. Lekarz wezwał windę. Podjechała po chwili z cichym szumem. Lekarz ponownie chwycił mnie za prawy bok i pomógł przejść. Nacisnął guzik i zjechaliśmy na dół. Otworzyły się drzwi i wyszliśmy na korytarz. Tu było znacznie ciszej. Nie było sal pacjentów. Tylko pokoje ze sprzętem medycznym. Doktor poprowadził mnie na drugi koniec korytarza. Weszliśmy do dużego pokoju. Była to recepcja rezonansu. Lekarz wskazał krzesło pod ścianą. Usiadłam, poczułam ból w biodrze. Skrzywiłam się i on to zauważył. Podszedł do mnie.

– Coś się dzieje?  Zapytał z niepokojem. Pokręciłam głową.
– Nic. Tylko jak usiadłam, to zakuło mnie w biodrze  Wyjaśniłam.
– Widocznie środki przestają działać. Powinna pani wytrzymać. Badanie nie potrwa długo  Skinęłam głową. Doktor podszedł do recepcji i coś powiedział. Pielęgniarka skinęła głową i weszła do drugiego pokoju. Po chwili wróciła i machnęła na mnie ręką. Wstałam z krzesła. Lekarz podszedł do mnie i pomógł wejść. Drugi pokój był o wiele większy oraz podzielony na dwa pokoje. Pokoje oddzielono szybą za którą siedział jakiś mężczyzna w niebieskim uniformie.
– Proszę się położyć na stole. Proszę nie bać. To nie będzie bolało. Może pani nawet zamknąć oczy  Powiedział. 
W miednicy poczułam ból. Lekarz nacisnął kilka guzików na maszynie. Po chwili maszyna zaczęła buczeć i wjechałam do środka. Zamknęłam oczy, faktycznie było mi lepiej. Po badaniu wyszłam na korytarz i czekałam na lekarza. Usiadłam na krześle. Zaczęło mnie mocniej kłuć biodro. Próbowałam je rozmasować, ale nic to nie dawało. W końcu wyszedł lekarz. Zauważył ból na mojej twarzy. Podszedł do mnie.
– Bardzo panią boli?
– Coraz bardziej.
– Leki przestają działać. Już wracamy na oddział.
– A rezonans?
– Wszystko w porządku. Nie ma żadnych zmian. Krwotoku również nie ma. Pozostaje nam tylko USG  Pomógł mi wstać. Oparłam się na lewej nodze. Prawa coraz mocniej mnie bolała. Lekarz wrócił ze mną na drugie piętro. Już mieliśmy wchodzić do sali, gdy stanęłam na prawej nodze. Ból przeszył mi nogę. Kolano ugięło się pode mną i straciłam równowagę. Lekarz chwycił mnie mocniej pod ramiona. Próbowałam stanąć o kulach. Nie dałam rady. Kłucie przeszywał biodro. Jęknęłam. Chwyciłam się ramienia lekarza. Stanęłam na lewej nodze. Prawą nie dałam rady stanąć. Lekarz podtrzymywał mnie.

Da pani radę dojść do łóżka?  Zapytał z niepokojem.
– Spróbuję  Odpowiedziałam stłumionym głosem. 
Kłucie było większe niż normalnie. Zaczęłam kuśtykać do łóżka. Położyłam się w łóżku. Spróbowałam wyprostować bolącą nogę. Nie dałam rady. Doktor chwycił mnie pod udo i lekko podniósł kolano. Później próbował wyprostować całą nogę. Doktor powoli rozprostował ją. Stopniowo kładł ją na łóżku. Później docisnął kolano. Jęknęłam z bólu. Starałam się nie ruszać nogą. Biodro pulsowało. Dotknęłam je. Poczułam ucisk i ukłucie. Lekarz obszedł moje łóżko i podszedł do wieszaka z kroplówkami. Podłączył mnie do rurek. Po chwili noga przestała boleć. Odetchnęłam z ulgą. Lekko poprawiłam się na łóżku.

– Przestało boleć?  Zapytał lekarz.
– Tak, ale to było takie niespodziewane  Odpowiedziałam. Zmarszczył czoło.
– Jak to niespodziewane, przecież miała pani uraz miednicy. To nic dziwnego, że panią boli  Pokręciłam przecząco głową.
– Panie doktorze, miednica mnie nie boli. To biodro, o którym mówiłam. Widocznie podczas upadku musiałam mocno uderzyć  Wyjaśniłam.
– Aha, ja cały czas myślałem, że panią miednica boli. Stwierdziłem że pani pomyliła się, bo są tak blisko siebie  Odparł  Poproszę o aparat do USG i zobaczymy co się tam w środku dzieje  Dodał.
– A co pan podejrzewa?  Zapytałam z niepokojem.
– Nie powiem teraz. Nie chce dokładać strachu. Po badaniu wszystko będę wiedział. Proszę się nie martwić. Wszystko będzie dobrze, wyleczymy panią.
– A ja miałam dziś wyjść...
– Może wieczór, ale nie obiecuję  Westchnęłam ze smutkiem. Lekarz uśmiechnął się lekko  Proszę się nie martwić na zapas. Poza tym wygląda pani dzisiaj o wiele lepiej niż poprzednio. Widzę też, że cienie pod oczami znikły. Nabrała pani rumieńców  Uśmiechnęłam się lekko. 
Lekarz skinął głową i wyszedł z sali. Po chwili wrócił z pielęgniarką, która prowadziła przed sobą aparat do USG. Przyniósł sobie krzesło i włączył monitor. Pielęgniarka w tym czasie odpięła pas na miednicy i zakryła resztę ciała chusteczkami. Lekarz posmarował moje ciało żelem. Popatrzył w ekran maszyny.

– Dobra wiadomość jest taka. Miednica dobrze się zrasta  Oznajmił  Nie ma żadnych obrzęków ani zatorów wokół niej. Teraz zobaczymy co z biodrem. Proszę się lekko położyć na lewy boku  Zrobiłam, co mi kazał. Znów zaczął jeździć po biodrze. Po chwili powiedział  Tu też mam dobrą wiadomość. Biodro nie jest uszkodzone. Tylko torebka stawowa jest opuchnięta. Dlatego tak mocno panią kuje. Obrzęk powinien zejść za kilka dni. Nałożymy maści i balsamy. Opuchlizna powinna ustąpić i nie będzie tak bolało. Zwyrodnienie nie zniknie. Niestety tego nie da się wyleczyć.
– Wiem, ortopeda mi powiedział. Przynajmniej nie jest gorzej niż poprzednio  Stwierdziłam i odetchnęłam z ulgą. Cieszyłam się, że to nic poważnego. Przecież muszę wrócić do tańca. Mam spektakl, pomyślałam  A co z wynikami badań krwi?  Przypomniałam sobie.
– Ach! Zapomniałem. Przepraszam, już panią informuję  Odwrócił się do pielęgniarki  Mogłaby pani przynieść mi z dyżurki wyniki badań pani Patrycji. Bardzo proszę  Kobieta skinęła głową i wyszła. Po dłuższej chwili wróciła z plikiem kartek. Podała je lekarzowi.
– Bardzo ci dziękuję  Zwrócił się do pielęgniarki. Skierował się do mnie  Pani wyniki badań krwi są o wiele lepsze. Gospodarka wróciła do normy. Cukier też jest w porządku.
– To dobrze. Cieszę się z tego  Faktycznie się ucieszyłam. Odpoczęłam, byłam zadowolona.
– Po tych wynikach i badaniach, stwierdzam, że jest pani na tyle zdrowa aby móc wypuścić do domu. Z zaleceniami i receptami oraz przestrogą. Tylko chciałbym, żeby pani została z nami do wieczora. Ustabilizujemy nogę i zdejmiemy pas z miednicy.
– Dobrze, zgadzam się  Powiedziałam z uśmiechem.
– Pozostaje jeszcze kwestia opieki i pomocy. Nie wypuszczę, jak nie będę wiedział, czy pani nie wróci do nas. Lub co gorsza będzie musiała sobie pani radzić sama. Musi schować pani dumę do kieszeni i poprosić o pomoc  Oznajmił doktor. Skrzywiłam się, nie lubiłam prosić o pomoc. Wiedziałam również że ma rację. Nie poradzę sobie sama. Maciek się zaoferował pomocą.

– Proszę się o to nie martwić  Uspokoiłam go  Mój kolega zaoferował pomoc. Dopóki nie wyzdrowieje.
– Pani niby chłopak. Ten, co nie mogliśmy go wyrzucić  Przypomniał sobie.
– Tak ten sam  Potwierdziłam. Lekarz skinął głową.
– To będę spokojny. Teraz proszę leżeć i nie nadwyrężać nogi. Zaraz pielęgniarka pokarze jak aplikować maść na biodro i zażywać leki przeciwbólowe. Za ten czas przygotuje wypis z zaleceniami  Lekarz wstał i pożegnał się ze mną. 
Pielęgniarka wywiozła aparat USG. Po chwili wróciła z kilkoma maściami i pokazała jak mam je wcierać w biodro. Gdy skończyła i wyszła, sięgnęłam po telefon. Poprawiłam kołdrę i wybrałam numer Maćka. Odebrał po trzecim sygnale. Był lekko zdyszany.

– Słucham  Słyszałam jakieś śmiechy i muzykę w tle.
– Przeszkadzam?  Zapytałam. Znów usłyszałam śmiech.
– To nie żadna królowa Małgorzata  Odpowiedział do kogoś Maciek. Uśmiechnęłam się na to oświadczenie.
– A czemu nie?  Zapytałam.
– Przepraszam cię. To Krzysiek się wcina. A królową Małgorzatą nie jesteś. Wolę, żebyś była Julią  Roześmiałam się, pewnie mu chodziło o scenę balkonową teatru.
– Co robisz? Bardzo przeszkadzam?  Zapytałam.
– Nie, właściwie mieliśmy robić przerwę. Jesteśmy na próbie tańca. Tak jak radziłaś. Ćwiczymy kroki  Wyjaśnił. Znów usłyszałam śmiech  Jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś?  Zapytał Maciek.
– Czuję się dobrze. Miałam mały wypadek  Maciek zawarczał, zdziwiłam się się jego reakcją  Ale już wszystko w porządku  Dodałam szybko.
– Co się stało?  Zapytał z troską.
– Nic takiego. Wracałam z badań i biodro zaczęło mnie mocniej boleć. Lekarz zrobił USG i nic nie wykrył. Mam maść i balsam. Naprawdę nie boli już tak bardzo.
– A miednica?
– Również w porządku. Później ci opowiem wszystko. Tylko chciałam poinformować, że dziś wieczorem mnie wypisują. Jeśli oczywiście nic, nie będzie więcej się działo  Ktoś głośno roześmiał się w tle i krzyk Maćka.
– To nie żadna moja Małgorzata. Patrycja wychodzi ze szpitala! Dajcie mi chwilę spokoju  Dźwięki w tle umilkły. Maciek musiał wyjść z sali  Przepraszam cię za to. Nie wiem, co im bije z tą Małgorzatą  Tłumaczył się Maciek.
– Nie przejmuj się nimi  Odparłam rozbawiona.
– Czyli wychodzisz wieczorem  Stwierdził z zadowoleniem w głosie.
– Tak. I już obiecałam doktorowi, że będę miała opiekę.
– Nie martw się o to. Przyjadę do szpitala i zaopiekuję się tobą  Miał stanowczy i jednocześnie ciepły głos. Serce zaczęło mi szybciej bić.
– Na pewno tego chcesz?  Zapytałam cicho. Nie chciałam go do niczego zmuszać.
– Lady, już o tym rozmawialiśmy. Będę powtarzał to, dopóki tego nie zaakceptujesz. Zaopiekuję się tobą i nie będziesz się musiała już o nic martwić  Oświadczył stanowczo. Poczułam ciepło w sercu.
– Dziękuję  Tylko tyle mogłam powiedzieć.
– Nie ma za co. Pamiętaj, jestem i będę przy tobie. A teraz muszę wracać na salę. Ten twój Maciek trener to istny tyran. Ledwie zaczęliśmy, a już spływamy potem  Narzekał Maciek  Nawet nie wiedziałem, że tak można tyłkiem ruszać. A stopy, ręce, gesty...  Zaśmiałam się do słuchawki. Kontynuował  Paweł prawie nogę skręcił, gdy miał zrobić szybki obrót. Do tego jeszcze jak zacznie operować tym swoim językiem. Kilka razy musieliśmy się go pytać, o co mu chodzi  Śmiałam się z wywodów Maćka.

– Nie bój się, to tylko tak na początku. Potem będzie łatwiej  Pocieszyłam go.
– Łatwiej?! Jeszcze rytm trzeba złapać. A emocje?! Trener mówi, że ty pokarzesz nam emocje, on tylko technikę. Już się boję.
– Maciuś uspokój się. Emocje są takie same jak w spektaklach, w których grasz. Nie będzie źle. Damy radę  Próbowałam go uspokoić i pocieszyć
– Ty wiesz, że ja zdążyłem schudnąć?!  Powiedział spanikowany. Wybuchnęłam śmiechem.
– Maciek, to nawet dobrze dla twojego zdrowia.
– Uważasz, że jestem gruby?!  Znów zaczęłam się śmiać.
– Nie uważam tak, dobrze o tym wiesz. Chodzi mi o to, że wyrobisz sobie kondycję i pobudzisz krew do życia.
– Może masz rację  Usłyszałam znów muzykę w tle  Muszę kończyć. Antonio mnie wzywa.
– Pozdrów go ode mnie. Postaram się szybko wrócić do zdrowia  Odpowiedziałam. Maciek powiedział jeszcze kilka słów. Rozłączyliśmy się niemal równocześnie. 
Na wspomnienie rozmowy z Maćkiem nie mogłam powstrzymać śmiechu. Wyobraziłam go sobie na sali słuchającego trenera. Parsknęłam śmiechem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Życie w rytmie tanga , Blogger